Ze względu na szybko rozwijający się blog z zamówieniami ff, niestety jestem zmuszona zawiesić na pewien czas ten blog.
Zapraszam do składania zamówień w zakładce ZŁÓŻ ZAMÓWIENIE, wyrażania swojej opinii w komentarzach oraz podejmowania współpracy na ffpart.blogspot.com.
Pozdrawiam, założycielka.
niedziela, 20 marca 2016
czwartek, 10 marca 2016
Rozdział 30. - "Po to abym mogła zapamiętać każdą sekundę chwili, w której obdarowałeś mnie pierwszym pocałunkiem."
Zajęliśmy miejsce przy barze, zamawiając piwo. Po niecałej godzinie klub wypełniało mnóstwo ludzi. Biorąc kolejne piwo w rękę, usiedliśmy w specjalnej, wcześniej zamówionej loży. Kilka łyków pozwoliło mi na otwartość.
- Przepraszam, ale przyznam, że nie widziałam cię wcześniej w naszej firmie. - powiedziałam. Widziałam jak chłopak zaczyna się uśmiechać.
- Rozumiem dlaczego. Zostałem przeniesiony z korporacji w Korei. - przyznał.
- Zapewne nie było łatwo Ci się zaaklimatyzować ? - zapytałam.
- Miałem z tym problem, masz rację, ale teraz wiem, że trafiłem w dobre ręce. - był strasznie miły. Skończyłam piwo i odsunęłam od siebie kufel. - Czego się jeszcze napijesz ?
- Zaproponuj coś. - powiedziałam. Luhan poszedł do baru, wracając z tacą pełną kieliszków.
- Bruderszaft ? - spytał chłopak, unosząc kieliszek w górę. Przełożyłam rękę przez jego ramię i wypiłam zawartość kieliszka. Odłożyłam szkło i poczułam jego ciepłą dłoń, na swoim kolanie. - Może zatańczymy ?
Złapałam za jego dłoń i wyciągnęłam go na parkiet. Luhan okręcił mnie i przyciągnął do siebie. Gdy tylko moje ciało dotknęło jego, spojrzałam w górę. Uśmiech, który gościł na jego twarzy, sprawił, że poczułam nieodpartą chęć pocałowania chłopaka. Spojrzeliśmy sobie w oczy, zaczynając poruszać się w rytm muzyki. Gdy tylko jego ręka powędrowała na moje plecy, chłopak stanął bez ruchu. Spojrzałam na niego i odwróciłam się, podążając wzrokiem za osobą, którą wypatrzył w tłumie.
- Sehun. - powiedziałam pod nosem i chwyciłam mocno rękę Lu. Nie zdążyłam odwrócić się w jego stronę, kiedy zostałam pociągnięta z dużą siłą w tłum. Po chwili znalazłam się na tyłach klubu. Wyrwałam się z mocnego uścisku, pocierając dłoń.
- Przepraszam, nie powinienem cię tutaj zabierać, pan Oh...
- Pan Oh, pan Oh, a wiesz co pan Oh zrobił ?! - przerwałam mu, krzycząc. - Pan Oh zabawiał się z jakąś lalunią za moimi plecami. - zacisnęłam zęby i zamrugałam kilka razy. Za wszelką cenę chciałam być twarda. Lu podszedł do mnie i szybko mnie przytulił.
- Nie chciałem nic złego. - powiedział cicho. - Jeśli będziesz chciała, wróć ze mną do domu, pomogę Ci chociaż w ten sposób.
Bez słowa oderwałam się od Luhana i zaczęłam iść w stronę ulicy. Chłopak dobiegł do mnie i stanął mi na drodze.
- Proszę. - wyciągnął do mnie rękę. Na prawdę chciałam z nim iść, spędzić ten wieczór bez smutku, ale sumienie wypalało mi dziurę w brzuchu. Po chwili wahania, chwyciłam jego dłoń i poszłam za nim do samochodu. Lu był wstawiony, a mimo tego nie bał wsiąść za kierownicę. Po kilku minutach dojechaliśmy pod niewielki dom jednorodzinny, po czym wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka. Zdjęłam szpilki i ustałam na białych kafelkach. Gdy tylko na korytarz wbiegł wielki pitbull, odruchowo cofnęłam się do tyłu, wpadając na Luhana. Chłopak stanął przede mną i pogłaskał psa, który po chwili zniknął za rogiem korytarza. Lu delikatnie chwycił moją dłoń i pociągnął mnie za sobą. Schodząc po schodach zaczęłam czuć się niepewnie. Miałam wrażenie, że wszystko zaczyna się kręcić, a ja tracę równowagę. Gdybym wiedziała, że będę tak świrować po kilku kieliszkach, nigdy bym ich nie ruszyła. Gdy tylko znaleźliśmy się na dole, Lu popchnął mnie, dociskając swoim ciałem do ściany. Mój oddech pogłębił się, a jego serce przyśpieszyło.
- Mam na Ciebie niesamowitą ochotę, odkąd tylko zobaczyłem cię w firmie. - powiedział. Jego oddech delikatnie muskał moją szyję. Jego usta złożyły pocałunek na moim obojczyku. Złapałam go za podbródek i przyciągnęłam jego twarz do swojej. Szybkim ruchem złączyłam nasze usta w jedno. Jego wargi były miękkie i namiętne. Chłopak mocniej naparł na moje ciało, dociskając je do ściany. Złapałam jego koszulkę i jednym ruchem podciągnęłam ją do góry, odsłaniając tym samym jego muskularny tors. Jego ręce powędrowały na moje pośladki, seksownie je ściskając. Chłopak odciągnął mnie od ściany, popchnął drzwi i idąc na przód, pchał mnie w stronę łóżka. Gdy moje ciało przylegało już do pościeli, Lu pozbawił mnie spodni i bluzki, zostawiając mnie tym samym w bieliźnie. Zacisnęłam paznokcie na jego skórze, wbijając się w nią boleśnie. Chłopak ucałował moją szyję i zdjął spodnie, po czym znów wrócił na łóżko. Jego przyrodzenie delikatnie musnęło moje krocze, powodując falę podniecenia. Jego ciało swobodnie leżało na moim, a ja nie miałam nic przeciwko jego obecności. Jego dłoń musnęła moje włosy, a zęby delikatnie przygryzły ucho. Zachichotałam. Dłoń Lu zjechała na moje biodra, przesuwając się na moje koronkowe majtki. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Luhana. Na jego twarzy nadal widniał uśmiech. Kolejny raz chłopak złączył nasze usta w pocałunku. Słysząc szelest, podniosłam się, opierając na łokciach. Spojrzałam w stronę drzwi, nikogo tam nie zauważając. Odwróciłam się do chłopaka i spojrzałam na niego. Przez myśl przeleciało mi kilka ostatnich chwil. Popatrzyłam na swoje ciało i z powrotem na chłopaka. Miałam wrażenie, że zaraz zapadnę się pod ziemię.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na www.ffpart.blospot.com
- Przepraszam, ale przyznam, że nie widziałam cię wcześniej w naszej firmie. - powiedziałam. Widziałam jak chłopak zaczyna się uśmiechać.
- Rozumiem dlaczego. Zostałem przeniesiony z korporacji w Korei. - przyznał.
- Zapewne nie było łatwo Ci się zaaklimatyzować ? - zapytałam.
- Miałem z tym problem, masz rację, ale teraz wiem, że trafiłem w dobre ręce. - był strasznie miły. Skończyłam piwo i odsunęłam od siebie kufel. - Czego się jeszcze napijesz ?
- Zaproponuj coś. - powiedziałam. Luhan poszedł do baru, wracając z tacą pełną kieliszków.
- Bruderszaft ? - spytał chłopak, unosząc kieliszek w górę. Przełożyłam rękę przez jego ramię i wypiłam zawartość kieliszka. Odłożyłam szkło i poczułam jego ciepłą dłoń, na swoim kolanie. - Może zatańczymy ?
Złapałam za jego dłoń i wyciągnęłam go na parkiet. Luhan okręcił mnie i przyciągnął do siebie. Gdy tylko moje ciało dotknęło jego, spojrzałam w górę. Uśmiech, który gościł na jego twarzy, sprawił, że poczułam nieodpartą chęć pocałowania chłopaka. Spojrzeliśmy sobie w oczy, zaczynając poruszać się w rytm muzyki. Gdy tylko jego ręka powędrowała na moje plecy, chłopak stanął bez ruchu. Spojrzałam na niego i odwróciłam się, podążając wzrokiem za osobą, którą wypatrzył w tłumie.
- Sehun. - powiedziałam pod nosem i chwyciłam mocno rękę Lu. Nie zdążyłam odwrócić się w jego stronę, kiedy zostałam pociągnięta z dużą siłą w tłum. Po chwili znalazłam się na tyłach klubu. Wyrwałam się z mocnego uścisku, pocierając dłoń.
- Przepraszam, nie powinienem cię tutaj zabierać, pan Oh...
- Pan Oh, pan Oh, a wiesz co pan Oh zrobił ?! - przerwałam mu, krzycząc. - Pan Oh zabawiał się z jakąś lalunią za moimi plecami. - zacisnęłam zęby i zamrugałam kilka razy. Za wszelką cenę chciałam być twarda. Lu podszedł do mnie i szybko mnie przytulił.
- Nie chciałem nic złego. - powiedział cicho. - Jeśli będziesz chciała, wróć ze mną do domu, pomogę Ci chociaż w ten sposób.
Bez słowa oderwałam się od Luhana i zaczęłam iść w stronę ulicy. Chłopak dobiegł do mnie i stanął mi na drodze.
- Proszę. - wyciągnął do mnie rękę. Na prawdę chciałam z nim iść, spędzić ten wieczór bez smutku, ale sumienie wypalało mi dziurę w brzuchu. Po chwili wahania, chwyciłam jego dłoń i poszłam za nim do samochodu. Lu był wstawiony, a mimo tego nie bał wsiąść za kierownicę. Po kilku minutach dojechaliśmy pod niewielki dom jednorodzinny, po czym wysiedliśmy z auta i weszliśmy do środka. Zdjęłam szpilki i ustałam na białych kafelkach. Gdy tylko na korytarz wbiegł wielki pitbull, odruchowo cofnęłam się do tyłu, wpadając na Luhana. Chłopak stanął przede mną i pogłaskał psa, który po chwili zniknął za rogiem korytarza. Lu delikatnie chwycił moją dłoń i pociągnął mnie za sobą. Schodząc po schodach zaczęłam czuć się niepewnie. Miałam wrażenie, że wszystko zaczyna się kręcić, a ja tracę równowagę. Gdybym wiedziała, że będę tak świrować po kilku kieliszkach, nigdy bym ich nie ruszyła. Gdy tylko znaleźliśmy się na dole, Lu popchnął mnie, dociskając swoim ciałem do ściany. Mój oddech pogłębił się, a jego serce przyśpieszyło.
- Mam na Ciebie niesamowitą ochotę, odkąd tylko zobaczyłem cię w firmie. - powiedział. Jego oddech delikatnie muskał moją szyję. Jego usta złożyły pocałunek na moim obojczyku. Złapałam go za podbródek i przyciągnęłam jego twarz do swojej. Szybkim ruchem złączyłam nasze usta w jedno. Jego wargi były miękkie i namiętne. Chłopak mocniej naparł na moje ciało, dociskając je do ściany. Złapałam jego koszulkę i jednym ruchem podciągnęłam ją do góry, odsłaniając tym samym jego muskularny tors. Jego ręce powędrowały na moje pośladki, seksownie je ściskając. Chłopak odciągnął mnie od ściany, popchnął drzwi i idąc na przód, pchał mnie w stronę łóżka. Gdy moje ciało przylegało już do pościeli, Lu pozbawił mnie spodni i bluzki, zostawiając mnie tym samym w bieliźnie. Zacisnęłam paznokcie na jego skórze, wbijając się w nią boleśnie. Chłopak ucałował moją szyję i zdjął spodnie, po czym znów wrócił na łóżko. Jego przyrodzenie delikatnie musnęło moje krocze, powodując falę podniecenia. Jego ciało swobodnie leżało na moim, a ja nie miałam nic przeciwko jego obecności. Jego dłoń musnęła moje włosy, a zęby delikatnie przygryzły ucho. Zachichotałam. Dłoń Lu zjechała na moje biodra, przesuwając się na moje koronkowe majtki. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Luhana. Na jego twarzy nadal widniał uśmiech. Kolejny raz chłopak złączył nasze usta w pocałunku. Słysząc szelest, podniosłam się, opierając na łokciach. Spojrzałam w stronę drzwi, nikogo tam nie zauważając. Odwróciłam się do chłopaka i spojrzałam na niego. Przez myśl przeleciało mi kilka ostatnich chwil. Popatrzyłam na swoje ciało i z powrotem na chłopaka. Miałam wrażenie, że zaraz zapadnę się pod ziemię.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na www.ffpart.blospot.com
niedziela, 6 marca 2016
Rozdział 29. - "Wczoraj znowu padał deszcz; w moim mieście w twoim też"
*Shus, 3 dni później*
Usiadłam wygodnie w fotelu i zapięłam pas. Miałam żal do Sehuna, że odleciał wczorajszego dnia.
Podróż minęła mi w ciszy i spokoju. Gdy w końcu wsiadłam do auta, wyjęłam telefon i wystukałam numer mojego faceta. Kilka sygnałów potwierdziło moje obawy. Odpaliłam więc samochód i ruszyłam w stronę przepełnionego od dawna miasta. Lotnisko znajdowało się godzinę jazdy samochodem, a do centrum ponad dwie. Włączyłam radia, słuchając popołudniowych wiadomości. Skręciłam do baru, kupując jedzenie dla Sehuna i siebie, po czym wróciłam do samochodu, z zamiarem pojechania do firmy.
Gdy tylko znalazłam się przy budynku, zaparkowałam na parkingu i udałam się do środka. Przywitałam się z sekretarką, weszłam do windy i pojechałam na 36 piętro. Gdy tylko skierowałam się do biura Sehuna, zaczepił mnie jakiś chłopak.
- Tak ? - spytałam, wpatrując się w nieznajomego. Zastanawiałam się, czy od dawna jest tutaj pracownikiem, przypominając sobie, że nigdy go nie widziałam.
- Mogłaby mi pani wskazać, który projekt jest lepszy ? - spytał, wyciągając do mnie segregator i wskazując na dwa oddzielne projekty.
- Jestem pewna, że ten. - wskazałam palcem na zestaw numer jeden. Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję, miłego dnia. - powiedział i odszedł. Wzruszyłam ramionami, nie zakrzątają sobie tym głowy, złapałam za klamkę od biura. Weszłam do środka i spostrzegłam Sehuna przy biurku.
- Dlaczego nie odbierałeś telefonu ? - spytałam. Byłam rozczarowana jego zachowaniem.
- Shus, usiądź, dobrze ? - wskazał na fotel przed biurkiem. Podeszłam do fotela, usiadłam w nim i spojrzałam na mojego chłopaka. - Bateria mi padła.
- To nie jest wytłumaczenie mój drogi. Co się z Tobą dzieje ostatnio ? Jesteś jakiś dziwny. - postawiłam obiad na fotelu obok. Sehun wyglądał na zdezorientowanego.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - zaczął.
- Słucham ? - spytałam.
- Mam romans. - przyznał. Gdy tylko usłyszałam jego słowa, cały świat legł w gruzach. Ścisnęłam w dłoniach płaszcz i przełknęłam ślinę. Miałam wrażenie, że ruszę zaraz na niego, krzycząc i płacząc. Miałam ochotę go zabić.
- Co masz ? - spytałam zduszonym głosem. Sehun wstał z fotela i zaczął kierować się w moją stronę. Pośpiesznie podniosłam się, złapałam torbę z jedzeniem i skierowałam się do drzwi. Sehun ruszył za mną, złapał mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę.
- Proszę, Shus, zaczekaj. - powiedział. - Daj mi wyjaśnić.
- Puść mnie. - powiedziałam zła i szarpnęłam ręką. Udało mi się ją uwolnić. - Ty świnio. - wysyczałam przez zęby, wymierzając mu policzek. - Z nami koniec. - trzasnęłam drzwiami od biura i skierowałam się na dół. Torba szeleściła mi w rękach, kiedy wsiadałam do winy.
Na niższym piętrze do windy wsiadł chłopak, który zaczepił mnie na korytarzu. Byliśmy już na parterze, kiedy odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
- Dziękuję pani za pomoc. - powiedział.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam i ścisnęłam rękę. - Masz może ochotę coś zjeść ? - spytałam, przypominając sobie o torbie z jedzeniem.
- Wydaję mi się, że powinna pani zjeść z panem Oh. - powiedział.
- Nie zawracajmy mu głowy. - powiedziałam. - Zrób mi tą przyjemność i zjedz ze mną.
- Nie jestem pewny czy to dobry pomysł pani Swarowsky. - powiedział. Cały czas zastanawiałam się dlaczego chłopak tak dobrze mnie zna.
- Na prawdę, pan Oh jest zajęty, a nie chciałabym żeby coś się popsuło. - powiedziałam, przekonując go do mojej racji.
Chłopak w końcu uległ i skierowaliśmy się do pustej już stołówki. Rozłożyłam sushi na stole i podałam mu pałeczki. Chłopak niepewnie wziął kawałek do buzi. Wpatrywałam się na niego przez chwilę i sama spróbowałam kawałka. Nigdy nie przepadałam za sushi, ale dziś byłam głodna i mogłam zjeść wszystko. Gdy tylko skończyliśmy obiad, do chłopaka podszedł jakiś mężczyzna.
- Przepraszam pani Swarowsky. - zwrócił się do mnie. - Mógłbym na chwileczkę poprosić Luhana ?
- Tak. - odpowiedziałam. Luhan odszedł kawałek od stolika i wdał się w rozmowę z mężczyzną. Wiec tak miał na imię. - pomyślałam i posprzątałam po jedzeniu. Gdy tylko mężczyzna odszedł, Luhan wrócił z szerokim uśmiechem.
- Dziękuję za przepyszne sushi i radę. Dzięki pani dostałem awans. - powiedział Luhan. Jego otwartość i delikatność zwróciła moją uwagę. - Jeśli nie miałaby pani nic przeciwko, chciałbym zaprosić panią na kawę. - zaproponował. Spojrzałam na niego. Podniosłam się z krzesełka i podeszłam bliżej niego.
- Jeśli zamiast kawy, będzie to piwo, dziś wieczorem, jestem za. - powiedziałam. Luhan wyglądał na zdziwionego.
- Przepraszam, ale pan Oh, nie będzie zadowolony. - powiedział nagle. Miałam dość poruszania tematu tego osła.
- Pan Oh pracuje do późna. - powiedziałam.
- No dobrze więc pójdźmy na piwo, dziś wieczorem. - przyznał. - Pasuje pani na 20 ?
- Mów mi Shus. - uśmiechnęłam się. - Oczywiście.
- Więc 20 w Lucky Stars pa-...Shus. - speszył się. Ukłonił mi się i zniknął za filarami. Wyszłam z firmy, wsiadłam do samochodu i pognałam do mieszkania Sehuna. Gdy tylko byłam na miejscu, wzięłam szybki prysznic, pomalowałam się i ubrałam podarte jeansy i szarą koszulkę z dekoltem. Wiedziałam, że jeśli Sehun zobaczy mnie w takim stroju, będzie zły. Miałam ochotę wywołać w nim uczucia, które nigdy nie towarzyszyły mu w związku ze mną. Włożyłam czerwone szpilki, zabrałam czarną kopertówkę i spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 2 godziny do wyjścia. Włączyłam więc telewizor i usiadłam na kanapie. Gdy tylko usłyszałam dźwięk powiadomienia, wyjęłam telefon z kopertówki i spojrzałam na ekranik. Kilka nieodebranych połączeń od Sehuna. Wykasowałam wszystkie powiadomienia, wyłączyłam dźwięki i schowałam telefon. Dobiegała godzina 20, kiedy wyszłam z mieszkania i skierowałam się w stronę klubu. Byłam niedaleko, kiedy ktoś złapał mnie za plecy. Nie zdążyłam się odwrócić, a obok mnie szedł już Luhan. Miałam wrażenie, że idę z kimś innym. Jego czarna kurtka, biała koszulka, przez którą widać było zarys mięśni i czarne spodnie, sprawiały, że wyglądał pociągająco.
- Cześć. - powiedział z uśmiechem.
- No witaj. - odpowiedziałam. - Zadowolony z awansu ?
- Nawet nie wiesz jak. - widziałam, że był bardzo zadowolony z powodu jego sukcesu. Doszliśmy do klubu, kiedy chłopak otworzył przede mną drzwi. Gdy tylko znaleźliśmy się w środku, impreza dopiero się rozkręcała.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam do czytania zamówionych ff z idolami (k-pop), na stronie http://ffpart.blogspot.com
Pozdrawiam, założycielka.
Usiadłam wygodnie w fotelu i zapięłam pas. Miałam żal do Sehuna, że odleciał wczorajszego dnia.
Podróż minęła mi w ciszy i spokoju. Gdy w końcu wsiadłam do auta, wyjęłam telefon i wystukałam numer mojego faceta. Kilka sygnałów potwierdziło moje obawy. Odpaliłam więc samochód i ruszyłam w stronę przepełnionego od dawna miasta. Lotnisko znajdowało się godzinę jazdy samochodem, a do centrum ponad dwie. Włączyłam radia, słuchając popołudniowych wiadomości. Skręciłam do baru, kupując jedzenie dla Sehuna i siebie, po czym wróciłam do samochodu, z zamiarem pojechania do firmy.
Gdy tylko znalazłam się przy budynku, zaparkowałam na parkingu i udałam się do środka. Przywitałam się z sekretarką, weszłam do windy i pojechałam na 36 piętro. Gdy tylko skierowałam się do biura Sehuna, zaczepił mnie jakiś chłopak.
- Tak ? - spytałam, wpatrując się w nieznajomego. Zastanawiałam się, czy od dawna jest tutaj pracownikiem, przypominając sobie, że nigdy go nie widziałam.
- Mogłaby mi pani wskazać, który projekt jest lepszy ? - spytał, wyciągając do mnie segregator i wskazując na dwa oddzielne projekty.
- Jestem pewna, że ten. - wskazałam palcem na zestaw numer jeden. Chłopak uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję, miłego dnia. - powiedział i odszedł. Wzruszyłam ramionami, nie zakrzątają sobie tym głowy, złapałam za klamkę od biura. Weszłam do środka i spostrzegłam Sehuna przy biurku.
- Dlaczego nie odbierałeś telefonu ? - spytałam. Byłam rozczarowana jego zachowaniem.
- Shus, usiądź, dobrze ? - wskazał na fotel przed biurkiem. Podeszłam do fotela, usiadłam w nim i spojrzałam na mojego chłopaka. - Bateria mi padła.
- To nie jest wytłumaczenie mój drogi. Co się z Tobą dzieje ostatnio ? Jesteś jakiś dziwny. - postawiłam obiad na fotelu obok. Sehun wyglądał na zdezorientowanego.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. - zaczął.
- Słucham ? - spytałam.
- Mam romans. - przyznał. Gdy tylko usłyszałam jego słowa, cały świat legł w gruzach. Ścisnęłam w dłoniach płaszcz i przełknęłam ślinę. Miałam wrażenie, że ruszę zaraz na niego, krzycząc i płacząc. Miałam ochotę go zabić.
- Co masz ? - spytałam zduszonym głosem. Sehun wstał z fotela i zaczął kierować się w moją stronę. Pośpiesznie podniosłam się, złapałam torbę z jedzeniem i skierowałam się do drzwi. Sehun ruszył za mną, złapał mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę.
- Proszę, Shus, zaczekaj. - powiedział. - Daj mi wyjaśnić.
- Puść mnie. - powiedziałam zła i szarpnęłam ręką. Udało mi się ją uwolnić. - Ty świnio. - wysyczałam przez zęby, wymierzając mu policzek. - Z nami koniec. - trzasnęłam drzwiami od biura i skierowałam się na dół. Torba szeleściła mi w rękach, kiedy wsiadałam do winy.
Na niższym piętrze do windy wsiadł chłopak, który zaczepił mnie na korytarzu. Byliśmy już na parterze, kiedy odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
- Dziękuję pani za pomoc. - powiedział.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam i ścisnęłam rękę. - Masz może ochotę coś zjeść ? - spytałam, przypominając sobie o torbie z jedzeniem.
- Wydaję mi się, że powinna pani zjeść z panem Oh. - powiedział.
- Nie zawracajmy mu głowy. - powiedziałam. - Zrób mi tą przyjemność i zjedz ze mną.
- Nie jestem pewny czy to dobry pomysł pani Swarowsky. - powiedział. Cały czas zastanawiałam się dlaczego chłopak tak dobrze mnie zna.
- Na prawdę, pan Oh jest zajęty, a nie chciałabym żeby coś się popsuło. - powiedziałam, przekonując go do mojej racji.
Chłopak w końcu uległ i skierowaliśmy się do pustej już stołówki. Rozłożyłam sushi na stole i podałam mu pałeczki. Chłopak niepewnie wziął kawałek do buzi. Wpatrywałam się na niego przez chwilę i sama spróbowałam kawałka. Nigdy nie przepadałam za sushi, ale dziś byłam głodna i mogłam zjeść wszystko. Gdy tylko skończyliśmy obiad, do chłopaka podszedł jakiś mężczyzna.
- Przepraszam pani Swarowsky. - zwrócił się do mnie. - Mógłbym na chwileczkę poprosić Luhana ?
- Tak. - odpowiedziałam. Luhan odszedł kawałek od stolika i wdał się w rozmowę z mężczyzną. Wiec tak miał na imię. - pomyślałam i posprzątałam po jedzeniu. Gdy tylko mężczyzna odszedł, Luhan wrócił z szerokim uśmiechem.
- Dziękuję za przepyszne sushi i radę. Dzięki pani dostałem awans. - powiedział Luhan. Jego otwartość i delikatność zwróciła moją uwagę. - Jeśli nie miałaby pani nic przeciwko, chciałbym zaprosić panią na kawę. - zaproponował. Spojrzałam na niego. Podniosłam się z krzesełka i podeszłam bliżej niego.
- Jeśli zamiast kawy, będzie to piwo, dziś wieczorem, jestem za. - powiedziałam. Luhan wyglądał na zdziwionego.
- Przepraszam, ale pan Oh, nie będzie zadowolony. - powiedział nagle. Miałam dość poruszania tematu tego osła.
- Pan Oh pracuje do późna. - powiedziałam.
- No dobrze więc pójdźmy na piwo, dziś wieczorem. - przyznał. - Pasuje pani na 20 ?
- Mów mi Shus. - uśmiechnęłam się. - Oczywiście.
- Więc 20 w Lucky Stars pa-...Shus. - speszył się. Ukłonił mi się i zniknął za filarami. Wyszłam z firmy, wsiadłam do samochodu i pognałam do mieszkania Sehuna. Gdy tylko byłam na miejscu, wzięłam szybki prysznic, pomalowałam się i ubrałam podarte jeansy i szarą koszulkę z dekoltem. Wiedziałam, że jeśli Sehun zobaczy mnie w takim stroju, będzie zły. Miałam ochotę wywołać w nim uczucia, które nigdy nie towarzyszyły mu w związku ze mną. Włożyłam czerwone szpilki, zabrałam czarną kopertówkę i spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 2 godziny do wyjścia. Włączyłam więc telewizor i usiadłam na kanapie. Gdy tylko usłyszałam dźwięk powiadomienia, wyjęłam telefon z kopertówki i spojrzałam na ekranik. Kilka nieodebranych połączeń od Sehuna. Wykasowałam wszystkie powiadomienia, wyłączyłam dźwięki i schowałam telefon. Dobiegała godzina 20, kiedy wyszłam z mieszkania i skierowałam się w stronę klubu. Byłam niedaleko, kiedy ktoś złapał mnie za plecy. Nie zdążyłam się odwrócić, a obok mnie szedł już Luhan. Miałam wrażenie, że idę z kimś innym. Jego czarna kurtka, biała koszulka, przez którą widać było zarys mięśni i czarne spodnie, sprawiały, że wyglądał pociągająco.
- Cześć. - powiedział z uśmiechem.
- No witaj. - odpowiedziałam. - Zadowolony z awansu ?
- Nawet nie wiesz jak. - widziałam, że był bardzo zadowolony z powodu jego sukcesu. Doszliśmy do klubu, kiedy chłopak otworzył przede mną drzwi. Gdy tylko znaleźliśmy się w środku, impreza dopiero się rozkręcała.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam do czytania zamówionych ff z idolami (k-pop), na stronie http://ffpart.blogspot.com
Pozdrawiam, założycielka.
środa, 2 marca 2016
Rozdział 28. - Są drzwi które zamykają się za wcześnie, oraz takie które zamykają się za późno.
- Przepraszam. - wypowiedział na początek. - Tak bardzo cię przepraszam Norene.
Płacz Shin-hye przeciął jego słowa. Chłopak odwrócił głowę w stronę salonu zaskoczony. Ruszył w stronę płaczu dziecka, a ja pobiegłam za nim. Wszedł za próg i stanął bez ruchu. Podeszłam do maleńkiej i wyjęłam ją z nosidełka. Pobujałam delikatnie ramionami i włączyłam kołysankę, którą nagrał dla niej Kyungsoo. Maleńka od razu się uspokoiła. Spojrzałam na bruneta, który nadal stał bez ruchu.
- Usiądź, proszę. - wskazałam na fotel. Chłopak posłusznie usiadł, a na jego twarzy widocznie namalował się smutek. Odsunęłam nosidełko i usiadłam z małą na sofie. Shin-hye spojrzała na bruneta i wyciągnęła do niego rączki. Mój wzrok powędrował na chłopaka. Brunet przyglądał się maleństwu. Wstałam, podsunęłam się do niego i delikatnie położyłam mu dziecko w ramionach. Kwiaty z jego dłoni wypadły na podłogę, a on trzęsącymi się rękoma objął maleństwo. Po jego policzkach poleciały łzy, a jeg ręka pogładziła policzek Shin-hye.
- Jak ma na imię ? - wydukał i spojrzał w moją stronę.
- Salari Shin-hye. - odpowiedziałam. Uśmiechnął się przez łzy, a jego wzrok wrócił z powrotem do maleńkiej.
- Ślicznie. - stwierdził. Czułam, że pęka mi serce. - Norene, weź ją, proszę. - wydukał po chwili. Zabrałam Shin-hye i wsadziłam ją z powrotem do nosidełka, które położyłam na stół. Chłopak przysiadł się obok mnie i głęboko westchnął, ocierając łzy wierzchem dłoni.
- Mógłbyś mi powiedzieć, co Cię tutaj sprowadza ? - zapytałam w końcu. Odkąd się pojawił, pytanie kłębiło się w mojej głowie.
- Przyjechałem cię zobaczyć. - powiedział cicho - Chciałem cię tez przeprosić za to co Ci zrobiłem. Za całe to zło.
- Channie. - przerwałam mu. Brunet wlepił wzrok w moje oczy. - Ja nie mam do Ciebie żalu. Rozumiem, postąpiłeś tak, a nie inaczej. - miałam wrażenie, że usprawiedliwiam jego zachowanie i od nowa staję się jego ofiarą. - Dziękuję Ci za naszą córkę. - spojrzałam na maleństwo w nosidełku - To ona daje mi najwięcej siły.
- Tak bardzo przepraszam. - powiedział nagle Chanyeol i niespodziewanie mnie przytulił. Trwało to może kilka minut, może sekund. W jego ramionach zawsze czułam się inaczej. Może moja miłość do niego nie zniknęła na zawsze. Może chciałam wrócić. W końcu łączyło nas dziecko i coś, czego nie mogłam opisać. To uczucie pozwoliło mi wybaczyć mu całą krzywdę, której doświadczyłam z jego strony. Brunet oderwał się ode mnie, włożył rękę do kieszeni i wręczył mi małą kartkę. - To mój pierwszy prezent. - powiedział. Złapał kwiaty w rękę i podarował mi je ze słowami: - To mój drugi prezent. - po chwili ujął moją twarz i niepewnie schylił się nade mną. Wiedziałam co było jego trzecim prezentem. Kochałam Kaia, ale to co przyciągało mnie w Channim było zbyt silne. Nie mogłam powstrzymać ani jego, ani siebie. Brunet zatopił się w moje usta, namiętnie całując. Poczułam przypływ adrenaliny, mimo tego jasna poświata zaczęła robić się krwistoczerwona, a moje serce zaczęło niebezpiecznie przyśpieszać. Odepchnęłam Chanyeola od siebie i wstałam szybko z kanapy.
- Ja cię nie kocham ! - krzyknęłam roztrzęsiona. Miałam wrażenie, że stoję nad urwiskiem i w każdym momencie mogę spaść w dół. Chanyeol podniósł się z kanapy, mocno mnie przytulił.
- Wybacz mi, ale ja nie mogę o Tobie zapomnieć. - przyznał. Odsunął się ode mnie, ucałował w czoło Shin-hye, odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia. Otarłam czoło i ruszyłam za nim.
- Chanyeol ! - krzyknęłam, wybiegając na korytarz. Brunet stanął bez ruchu, a po chwili odwrócił się powoli, wbijając wzrok w moją osobę. Czułam, że robię błąd. Z każdą minutą robiłam błąd za błędem. Zamknęłam oczy i rzuciłam mu się na szyję.
*Kai*
Wszedłem przez drzwi najciszej jak mogłem. Chciałem zrobić Norene niespodziankę. Gdy tylko zobaczyłem plecy chłopaka i wiszącą na nim moją dziewczynę, wpadłem w szał. Mimo tego nie ruszyłem się. Oczy Norene otworzyły się i spojrzała na mnie, nie odczepiając się od bruneta. Miałem odepchnąć chłopaka, ale Norene zaczęła mówić.
- Nie wiem co się ze mną dzieje. - przyznała. Czekałem co powie. Chciałem wiedzieć o co w końcu chodzi. - Wybaczyłam Ci wszystko. - powiedziała głośno. Jej wzrok cały czas był wbity we mnie. - Nie chcę żebyś już kiedykolwiek mnie okłamał. Nie chcę żebyś mnie skrzywdził. Nie umiem przejść obok Ciebie obojętnie. - serce waliło mi jak oszalałe. Czułem, że zaczynam tracić moją ukochaną. Na policzkach dziewczyny pojawiły się łzy. - Chanyeol, nigdy nie chciałam żebyś cierpiał. Zawsze myślałam, że wszystko co robiłeś, było dla mnie dobre. W czasie ciąży, zrozumiałam jednak jedno. Tak na prawdę nie mogłeś mnie nigdy pokochać, rozumiesz ? - spytała. Zatrzymała się, jakby oczekiwała odpowiedzi.
- Ko...
- Nie. - przerwała mu stanowczo. - Ty nie kochasz mnie, ja nie kocham Ciebie. Uwierz mi, tak będzie łatwiej. - jej policzki błyszczały od łez, które zdążyły już wyschnąć.
- Park. - powiedziałem stanowczo. Chłopak odwrócił się w moją stronę i stanął na przeciwko. Miałem wrażenie, że jest zdruzgotany. Nie powiedziałem ani słowa, bo chłopak przeszedł obok mnie i wyszedł bez słowa. Norene nie było już na korytarzu. Dziewczyna z nosidełkiem w ręku przystanęła u dołu schodów, wymieniając ze mną spojrzenie pełne smutku. Odwróciła głowę, wchodząc w ciszy do góry. Chwyciłem zakupy, wniosłem je do kuchni i rzuciłem na stół. Próbowałem opanować gniew, po chwili jednak uderzyłem pięścią w blat kuchenny. Poczułem ból w dłoni i opierając się na łokciach, przeczesałem włosy palcami. Byłam wściekły i smutny. Norene i Shin-hye były dla mnie całym światem. Musiałem coś zrobić. Wykonałem kilka potrzebnych telefonów, rzuciłem kurtkę na krzesło w kuchni i wbiegłem na górę. Miałem tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na ostatnią część ff o Chanyeolu (Exo) oraz zachęcam do składania zamówień na stronie ff: www.ffpart.blogspot.com
Płacz Shin-hye przeciął jego słowa. Chłopak odwrócił głowę w stronę salonu zaskoczony. Ruszył w stronę płaczu dziecka, a ja pobiegłam za nim. Wszedł za próg i stanął bez ruchu. Podeszłam do maleńkiej i wyjęłam ją z nosidełka. Pobujałam delikatnie ramionami i włączyłam kołysankę, którą nagrał dla niej Kyungsoo. Maleńka od razu się uspokoiła. Spojrzałam na bruneta, który nadal stał bez ruchu.
- Usiądź, proszę. - wskazałam na fotel. Chłopak posłusznie usiadł, a na jego twarzy widocznie namalował się smutek. Odsunęłam nosidełko i usiadłam z małą na sofie. Shin-hye spojrzała na bruneta i wyciągnęła do niego rączki. Mój wzrok powędrował na chłopaka. Brunet przyglądał się maleństwu. Wstałam, podsunęłam się do niego i delikatnie położyłam mu dziecko w ramionach. Kwiaty z jego dłoni wypadły na podłogę, a on trzęsącymi się rękoma objął maleństwo. Po jego policzkach poleciały łzy, a jeg ręka pogładziła policzek Shin-hye.
- Jak ma na imię ? - wydukał i spojrzał w moją stronę.
- Salari Shin-hye. - odpowiedziałam. Uśmiechnął się przez łzy, a jego wzrok wrócił z powrotem do maleńkiej.
- Ślicznie. - stwierdził. Czułam, że pęka mi serce. - Norene, weź ją, proszę. - wydukał po chwili. Zabrałam Shin-hye i wsadziłam ją z powrotem do nosidełka, które położyłam na stół. Chłopak przysiadł się obok mnie i głęboko westchnął, ocierając łzy wierzchem dłoni.
- Mógłbyś mi powiedzieć, co Cię tutaj sprowadza ? - zapytałam w końcu. Odkąd się pojawił, pytanie kłębiło się w mojej głowie.
- Przyjechałem cię zobaczyć. - powiedział cicho - Chciałem cię tez przeprosić za to co Ci zrobiłem. Za całe to zło.
- Channie. - przerwałam mu. Brunet wlepił wzrok w moje oczy. - Ja nie mam do Ciebie żalu. Rozumiem, postąpiłeś tak, a nie inaczej. - miałam wrażenie, że usprawiedliwiam jego zachowanie i od nowa staję się jego ofiarą. - Dziękuję Ci za naszą córkę. - spojrzałam na maleństwo w nosidełku - To ona daje mi najwięcej siły.
- Tak bardzo przepraszam. - powiedział nagle Chanyeol i niespodziewanie mnie przytulił. Trwało to może kilka minut, może sekund. W jego ramionach zawsze czułam się inaczej. Może moja miłość do niego nie zniknęła na zawsze. Może chciałam wrócić. W końcu łączyło nas dziecko i coś, czego nie mogłam opisać. To uczucie pozwoliło mi wybaczyć mu całą krzywdę, której doświadczyłam z jego strony. Brunet oderwał się ode mnie, włożył rękę do kieszeni i wręczył mi małą kartkę. - To mój pierwszy prezent. - powiedział. Złapał kwiaty w rękę i podarował mi je ze słowami: - To mój drugi prezent. - po chwili ujął moją twarz i niepewnie schylił się nade mną. Wiedziałam co było jego trzecim prezentem. Kochałam Kaia, ale to co przyciągało mnie w Channim było zbyt silne. Nie mogłam powstrzymać ani jego, ani siebie. Brunet zatopił się w moje usta, namiętnie całując. Poczułam przypływ adrenaliny, mimo tego jasna poświata zaczęła robić się krwistoczerwona, a moje serce zaczęło niebezpiecznie przyśpieszać. Odepchnęłam Chanyeola od siebie i wstałam szybko z kanapy.
- Ja cię nie kocham ! - krzyknęłam roztrzęsiona. Miałam wrażenie, że stoję nad urwiskiem i w każdym momencie mogę spaść w dół. Chanyeol podniósł się z kanapy, mocno mnie przytulił.
- Wybacz mi, ale ja nie mogę o Tobie zapomnieć. - przyznał. Odsunął się ode mnie, ucałował w czoło Shin-hye, odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia. Otarłam czoło i ruszyłam za nim.
- Chanyeol ! - krzyknęłam, wybiegając na korytarz. Brunet stanął bez ruchu, a po chwili odwrócił się powoli, wbijając wzrok w moją osobę. Czułam, że robię błąd. Z każdą minutą robiłam błąd za błędem. Zamknęłam oczy i rzuciłam mu się na szyję.
*Kai*
Wszedłem przez drzwi najciszej jak mogłem. Chciałem zrobić Norene niespodziankę. Gdy tylko zobaczyłem plecy chłopaka i wiszącą na nim moją dziewczynę, wpadłem w szał. Mimo tego nie ruszyłem się. Oczy Norene otworzyły się i spojrzała na mnie, nie odczepiając się od bruneta. Miałem odepchnąć chłopaka, ale Norene zaczęła mówić.
- Nie wiem co się ze mną dzieje. - przyznała. Czekałem co powie. Chciałem wiedzieć o co w końcu chodzi. - Wybaczyłam Ci wszystko. - powiedziała głośno. Jej wzrok cały czas był wbity we mnie. - Nie chcę żebyś już kiedykolwiek mnie okłamał. Nie chcę żebyś mnie skrzywdził. Nie umiem przejść obok Ciebie obojętnie. - serce waliło mi jak oszalałe. Czułem, że zaczynam tracić moją ukochaną. Na policzkach dziewczyny pojawiły się łzy. - Chanyeol, nigdy nie chciałam żebyś cierpiał. Zawsze myślałam, że wszystko co robiłeś, było dla mnie dobre. W czasie ciąży, zrozumiałam jednak jedno. Tak na prawdę nie mogłeś mnie nigdy pokochać, rozumiesz ? - spytała. Zatrzymała się, jakby oczekiwała odpowiedzi.
- Ko...
- Nie. - przerwała mu stanowczo. - Ty nie kochasz mnie, ja nie kocham Ciebie. Uwierz mi, tak będzie łatwiej. - jej policzki błyszczały od łez, które zdążyły już wyschnąć.
- Park. - powiedziałem stanowczo. Chłopak odwrócił się w moją stronę i stanął na przeciwko. Miałem wrażenie, że jest zdruzgotany. Nie powiedziałem ani słowa, bo chłopak przeszedł obok mnie i wyszedł bez słowa. Norene nie było już na korytarzu. Dziewczyna z nosidełkiem w ręku przystanęła u dołu schodów, wymieniając ze mną spojrzenie pełne smutku. Odwróciła głowę, wchodząc w ciszy do góry. Chwyciłem zakupy, wniosłem je do kuchni i rzuciłem na stół. Próbowałem opanować gniew, po chwili jednak uderzyłem pięścią w blat kuchenny. Poczułem ból w dłoni i opierając się na łokciach, przeczesałem włosy palcami. Byłam wściekły i smutny. Norene i Shin-hye były dla mnie całym światem. Musiałem coś zrobić. Wykonałem kilka potrzebnych telefonów, rzuciłem kurtkę na krzesło w kuchni i wbiegłem na górę. Miałem tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na ostatnią część ff o Chanyeolu (Exo) oraz zachęcam do składania zamówień na stronie ff: www.ffpart.blogspot.com
poniedziałek, 29 lutego 2016
Rozdział 27. - Są też słowa obojętne, które wypowiedziane przez Tą osobę nabierają zupełnie innego znaczenia.
- Shus, Sehun ? - spojrzałam na nich. - Mieliście wrócić za kilka miesięcy.
- Norene, Ciebie też miło widzieć. - zaśmiała się Shus, podchodząc do mnie i Shin-hye. Spojrzała na małą z uśmiechem. - Jaka słodziutka. - stwierdziła i wyciągnęła rękę w stronę Sehuna. Blondyn podszedł do nas i również szeroko się uśmiechnął.
- Piękna po mamusi. - powiedział. Uśmiechnęłam się, a Shin-hye zaczęła znów grymasić. Przewracała małymi oczkami i machała nerwowo rączkami. Przeprosiłam Shus i usiadłam na kanapie, podtrzymując maleńką i zaczynając ją karmić.
- Co się stało, że wróciliście tak szybko ? - spytałam.
- Przyjechaliśmy zobaczyć Shin-hye i chcieliśmy upewnić się, że wszystko z wami w porządku. - powiedziała z uśmiechem Shus. Od czasu porodu miałam wrażenie, że wyostrzyły mi się wszystkie zmysły. Nic nie umknęło moje uwagę. Dziś również tak było. Wzrok Sehuna, który wpatrywał się w Shin-hye sprawił, że zrobiłam się podejrzliwa.
- A jak praca ? - oderwałam wzrok od Sehuna, kierując go na Shus.
- Radzimy sobie. - odpowiedziała szybko. - A gdzie Kai ?
Dopiero teraz dotarło do mnie, że nie widziałam go odkąd wyszłam w nocy do Shin-hye.
- Wiesz co, sama nie wiem. - odparłam. - Ostatnio bardzo się stara, pomimo tego, że musi pracować od rana do nocy. - stwierdziłam - Może zrobię wam coś do jedzenia, przygotuję pokój ?
- Nie zawracaj sobie nami głowy. - powiedziała Shus. Odstawiłam pustą butelkę Shin-hye, oparłam ją o mój bark i delikatnie poklepywałam po pleckach. - Zostaniemy tu tylko 2 dni. - uśmiech nie schodził jej z twarzy. - Masz teraz Shin-hye na głowie. A po za tym, mamy coś dla Ciebie. - wręczyła mi sporą torbę. - Ciuszki, buciki i akcesoria dla maleństwa. - podniosła się z kanapy. - Musimy już iść, będziemy wieczorem. Pa, kochane. - pożegnała się i wyszła z Sehunem.
- Gdzie jest twój tatuś Shin, hmm? - spojrzałam na maleństwo w moich ramionach. Shin-hye poruszyła rączkami i otworzyła małe usteczka. - Najukochańsza moja. - uśmiechnęłam się i pocałowałam jej cieplutkie czoło. Podniosłam się z kanapy, włożyłam małą do nosidełka, włączyłam jej telewizor i poszłam do kuchni. Skończyłam właśnie obiad, kiedy Shin-hye zaczęła płakać. Rzuciłam łyżkę do zlewu, wytarłam pośpiesznie ręce i pobiegłam do maleńkiej. Wzięłam ją na ręce i delikatnie zaczęłam kołysać. Wyjrzałam przez odsłonięte wyjście na patio i zaczęłam zastanawiać się co przestraszyło moją księżniczkę. Byłam sama w domu i zaczęłam poważnie martwić się o moją córeczkę. Weszłam z nią na górę, przewinęłam ją i z powrotem wróciłam na dół. Włożyłam maleńką do nosidełka i zabrałam ją ze sobą. Maleńka lubiła spędzać ze mną czas, gdziekolwiek nie była. Miałam wrażenie, że jak na swój wiek jest nad wyraz rozwinięta. Umyłam brudne naczynia i zdjęłam fartuszek.
- Kwiatuszek mój. - powiedziałam do Shin-hye, całując jej twarzyczkę. Maleńka wydała z siebie radosny pisk. Zachichotałam łapiąc za rączkę nosidełka i wróciłam z nią do salonu. Ułożyłam nosidełko w fotelu i usiadłam przed nim. - To teraz Shin-hye porozmawia z mamusią. - powiedziałam do niej. Maleńka zaczęła radośnie fikać nóżkami. Mój wzrok powędrował na zegar nad kominkiem. Mijała godzina 16, a Kaia nadal nie było w domu. Mój niepokój przerwał dzwonek do drzwi. Podniosłam się i ucałowałam Shin-hye. - Mamusia zaraz wróci słoneczko. - odpowiedziałam do niej i pod głosiłam "Don't go" Exo, które akurat leciało w radiu telewizyjnym. Shin-hye uwielbiała słuchać swoich wujków, a zwłaszcza Kyungsoo, który zawsze potrafił ją uspokoić. Wyszłam na korytarz, chwyciłam klucze i włożyłam je do zamka. Znów Kai zapomniał kluczy. - pomyślałam. Po chwili jednak moja pewność siebie ustąpiła strachowi. Przekręciłam niepewnie klucz i zatrzaski. Nacisnęłam na klamkę i otworzyłam drzwi. Wysoki brunet stanął przede mną z kwiatami. Zaniemówiłam. Patrzyłam w jego brązowe oczy i zasmuconą twarz.
- Mogę wejść ? - spytał po chwili. Jego widok sprawił, że nie byłam pewna tego co mam zrobić. Po chwili odsunęłam się z przejścia, robiąc mu miejsce. Chłopak wszedł do środka, a ja pośpiesznie zamknęłam drzwi.
- Norene, Ciebie też miło widzieć. - zaśmiała się Shus, podchodząc do mnie i Shin-hye. Spojrzała na małą z uśmiechem. - Jaka słodziutka. - stwierdziła i wyciągnęła rękę w stronę Sehuna. Blondyn podszedł do nas i również szeroko się uśmiechnął.
- Piękna po mamusi. - powiedział. Uśmiechnęłam się, a Shin-hye zaczęła znów grymasić. Przewracała małymi oczkami i machała nerwowo rączkami. Przeprosiłam Shus i usiadłam na kanapie, podtrzymując maleńką i zaczynając ją karmić.
- Co się stało, że wróciliście tak szybko ? - spytałam.
- Przyjechaliśmy zobaczyć Shin-hye i chcieliśmy upewnić się, że wszystko z wami w porządku. - powiedziała z uśmiechem Shus. Od czasu porodu miałam wrażenie, że wyostrzyły mi się wszystkie zmysły. Nic nie umknęło moje uwagę. Dziś również tak było. Wzrok Sehuna, który wpatrywał się w Shin-hye sprawił, że zrobiłam się podejrzliwa.
- A jak praca ? - oderwałam wzrok od Sehuna, kierując go na Shus.
- Radzimy sobie. - odpowiedziała szybko. - A gdzie Kai ?
Dopiero teraz dotarło do mnie, że nie widziałam go odkąd wyszłam w nocy do Shin-hye.
- Wiesz co, sama nie wiem. - odparłam. - Ostatnio bardzo się stara, pomimo tego, że musi pracować od rana do nocy. - stwierdziłam - Może zrobię wam coś do jedzenia, przygotuję pokój ?
- Nie zawracaj sobie nami głowy. - powiedziała Shus. Odstawiłam pustą butelkę Shin-hye, oparłam ją o mój bark i delikatnie poklepywałam po pleckach. - Zostaniemy tu tylko 2 dni. - uśmiech nie schodził jej z twarzy. - Masz teraz Shin-hye na głowie. A po za tym, mamy coś dla Ciebie. - wręczyła mi sporą torbę. - Ciuszki, buciki i akcesoria dla maleństwa. - podniosła się z kanapy. - Musimy już iść, będziemy wieczorem. Pa, kochane. - pożegnała się i wyszła z Sehunem.
- Gdzie jest twój tatuś Shin, hmm? - spojrzałam na maleństwo w moich ramionach. Shin-hye poruszyła rączkami i otworzyła małe usteczka. - Najukochańsza moja. - uśmiechnęłam się i pocałowałam jej cieplutkie czoło. Podniosłam się z kanapy, włożyłam małą do nosidełka, włączyłam jej telewizor i poszłam do kuchni. Skończyłam właśnie obiad, kiedy Shin-hye zaczęła płakać. Rzuciłam łyżkę do zlewu, wytarłam pośpiesznie ręce i pobiegłam do maleńkiej. Wzięłam ją na ręce i delikatnie zaczęłam kołysać. Wyjrzałam przez odsłonięte wyjście na patio i zaczęłam zastanawiać się co przestraszyło moją księżniczkę. Byłam sama w domu i zaczęłam poważnie martwić się o moją córeczkę. Weszłam z nią na górę, przewinęłam ją i z powrotem wróciłam na dół. Włożyłam maleńką do nosidełka i zabrałam ją ze sobą. Maleńka lubiła spędzać ze mną czas, gdziekolwiek nie była. Miałam wrażenie, że jak na swój wiek jest nad wyraz rozwinięta. Umyłam brudne naczynia i zdjęłam fartuszek.
- Kwiatuszek mój. - powiedziałam do Shin-hye, całując jej twarzyczkę. Maleńka wydała z siebie radosny pisk. Zachichotałam łapiąc za rączkę nosidełka i wróciłam z nią do salonu. Ułożyłam nosidełko w fotelu i usiadłam przed nim. - To teraz Shin-hye porozmawia z mamusią. - powiedziałam do niej. Maleńka zaczęła radośnie fikać nóżkami. Mój wzrok powędrował na zegar nad kominkiem. Mijała godzina 16, a Kaia nadal nie było w domu. Mój niepokój przerwał dzwonek do drzwi. Podniosłam się i ucałowałam Shin-hye. - Mamusia zaraz wróci słoneczko. - odpowiedziałam do niej i pod głosiłam "Don't go" Exo, które akurat leciało w radiu telewizyjnym. Shin-hye uwielbiała słuchać swoich wujków, a zwłaszcza Kyungsoo, który zawsze potrafił ją uspokoić. Wyszłam na korytarz, chwyciłam klucze i włożyłam je do zamka. Znów Kai zapomniał kluczy. - pomyślałam. Po chwili jednak moja pewność siebie ustąpiła strachowi. Przekręciłam niepewnie klucz i zatrzaski. Nacisnęłam na klamkę i otworzyłam drzwi. Wysoki brunet stanął przede mną z kwiatami. Zaniemówiłam. Patrzyłam w jego brązowe oczy i zasmuconą twarz.
- Mogę wejść ? - spytał po chwili. Jego widok sprawił, że nie byłam pewna tego co mam zrobić. Po chwili odsunęłam się z przejścia, robiąc mu miejsce. Chłopak wszedł do środka, a ja pośpiesznie zamknęłam drzwi.
sobota, 27 lutego 2016
Rozdział 26. - Przestań zbawiać świat, bo przecież świat nie zbawi Ciebie.
- Może pan odwiedzić swoją narzeczoną i dziecko. Sala 5. - powiedziała pielęgniarka i odeszła do swoich zajęć. Rzuciłem się biegiem do sali numer 5. Gdy tylko wszedłem do środka, moim oczom ukazał się przepiękny widok. Rozczochrana, ale bardzo szczęśliwa Norene leżała podparta na łóżku, a na rękach trzymała maleńkie zawiniątko. Oderwała na chwilę wzrok od zawiniątka i spojrzała ze łzami w moją stronę. Zachęciła mnie głową do podejścia i wróciła wzrokiem do białej kulki w jej rękach.
Podszedłem z wahaniem do jej łóżka. Gdy tylko lekko nachyliłem się nad zawiniątkiem ujrzałem maleństwo. Moje serce zabiło mocniej, a ja mimowolnie usiadłem na krzesełku obok łóżka. Maleństwo poruszyło się w zawiniątku i poruszyło rączkami.
- Salari Shin-hye. - powiedziała cicho Norene. Spojrzałem na jej uśmiech i pocałowałem ją w czoło.
- Pięknie. - stwierdziłem. Miałem wrażenie, że to najpiękniejsza chwila w moim życiu.
*Norene*
Byłam wykończona, ale patrząc na buźkę mojego maleństwa stawałam się coraz bardziej podekscytowana i szczęśliwa.
- Kai ? - spytałam i spojrzałam na chwilę w jego stronę. Shin-hye delikatnie poruszyła się w rożku, więc zaczęłam delikatnie kołysać ramionami, żeby ją uspokoić. - Chciałbyś wziąć ją na ręce ?
Chłopak spojrzał na mnie wielkimi oczyma. Widziałam, że jego radość przechodzi w niepokój.
- Ona jest taka delikatna kochanie. - powiedział z zawahaniem.
- Przecież wiem, że nic się jej nie stanie, ufam Ci. - powiedziałam i pocałowałam ciepłe czółko mojej córeczki. Miałam wrażenie, że Shin-hye lekko się uśmiecha. Kai wyciągnął trzęsące się ręce w moją stronę, a ja delikatnie ułożyłam dziecko w jego ramionach. Jego męska powłoka pękła. Widziałam jak wpatruje się w twarz mojej córeczki, a po kilku chwilach po jego policzkach płyną łzy.
- Najpiękniejsza chwila mojego życia. - powiedział cicho. Wpatrywałam się w Kaia i poczułam, że teraz na prawdę jestem szczęśliwa. - Kocham was moje księżniczki. - uśmiechnął się do Shin-hye, a później do mnie i oddał mi maleńką. Do sali weszła pielęgniarka. Spojrzałam z nad dziecka na starszawą, uśmiechniętą kobietę przy moim łóżku.
- Zabiorę małą, a pani niech odpocznie. - powiedziała spokojnie. W jej głosie wyczułam radość.
- Dobrze. - powiedziałam oddając małą w jej ręce. Gdy tylko maleńka wyjechała ze sali opadłam na poduszkę.
- Jak się czujesz ? - zapytał Kai. Martwił się.
- Pomimo zmęczenia po porodzie, jestem szczęśliwa. - dopiero teraz dotarło do mnie, że nie mam nawet siły na uśmiech.
- Odpocznij sobie kochanie, zobaczymy się jutro. - powiedział chłopak i pocałował mnie w czoło - Spisałaś się dziś maleńka, kocham cię. - wyszeptał wychodząc ze sali. Zamknęłam oczy, a spokój i cisza, które wypełniały salę sprawił, że usnęłam.
*3 miesiące później*
Płacz mojego dziecka wyrwał mnie ze snu. Zrywając się z łóżka spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 3:12. Wbiegłam do pokoju Shin-hye. Mój wzrok spoczął na chłopaku obok łóżeczka. Brunet siedział w fotelu na biegunach i kołysał maleńką do snu. Delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. - powiedziałam cichutko. Brunet wyrwał wzrok z twarzyczki małej i spojrzał na mnie. Kąciki jego ust delikatnie podniosły się, tworząc uśmiech.
- Nie ma za co. - odpowiedział - Lubię spędzać czas z maleńką.
- Kyungsoo, na prawdę jestem Ci wdzięczna za opiekę nad małą. - powiedziałam i podeszłam do nich. Uklęknęłam przed fotelem i spojrzałam na córeczkę. Jej buziulka wydała mi się spokojna.
- Pewnie chciałabyś zostać z nią sama. - powiedział Kyungsoo, wstał z fotela i delikatnie podał mi maleństwo. - Dobranoc dziewczyny. - wyszedł z pokoju, zamykając drzwi jak najciszej mógł i zostawił mnie z Shin-hye samą. Usiadłam w fotelu i włączyłam kołysankę nad łóżeczkiem. Mała karuzela zaczęła zataczać powolne koła i nucić cichutko piosenkę. Odłożyłam maleńką do łóżeczka i przykryłam ją kołderką. Usiadłam z powrotem na fotelu i trzymając Shin-hye za rączkę, zasnęłam razem z nią.
Obudziłam się dopiero przed południem. Maleńka ruszała sie niespokojne w łóżeczku. Podniosłam się szybko z fotela i poprawiłam włosy. Shin-hye wydała z siebie dźwięk przypominający ćwierk małych ptaszków. Spojrzałam w jej stronę i uśmiechnęłam się szeroko.
- Wstała moja księżniczka. - wyszeptałam i wzięłam ją na ręce. Przebrałam małej pampersa, ubranka i poszłam z nią do sypialni. Położyłam kocyk dla maleńkiej na łóżku i ułożyłam ją wygodnie na miękkim materiale. Zdjęłam pidżamę, ubrałam czarne legginsy, koszulę, związałam włosy w kok i poprawiłam rzęsy tuszem. Byłam młodą mamą, ale to nie świadczyło o tym, że mam wyglądać jak strach na wróble. Odłożyłam szczotkę i wróciłam do Shin-hye, która zaczęła marudzić.
- Już kochanie, mamusia zaraz cię nakarmi. - powiedziałam. Od tygodnia miałam problem z pokarmem, dlatego mała musiała przestawić się na mleko w proszku. Strasznie mnie to bolało, ale nie mogłam nic zrobić. Wzięłam maleńką na ręce i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni z zamiarem przygotowania mleka dla Shin-hye. Gdy tylko spojrzałam na blat, butelka stała z gotowym mlekiem. Sprawdziłam temperaturę, zabrałam butelkę i skierowałam się do salonu. Przekroczyłam łuk pokoju i to co zobaczyłam sprawiło, że o mało nie upuściłam butelki.
Podszedłem z wahaniem do jej łóżka. Gdy tylko lekko nachyliłem się nad zawiniątkiem ujrzałem maleństwo. Moje serce zabiło mocniej, a ja mimowolnie usiadłem na krzesełku obok łóżka. Maleństwo poruszyło się w zawiniątku i poruszyło rączkami.
- Salari Shin-hye. - powiedziała cicho Norene. Spojrzałem na jej uśmiech i pocałowałem ją w czoło.
- Pięknie. - stwierdziłem. Miałem wrażenie, że to najpiękniejsza chwila w moim życiu.
*Norene*
Byłam wykończona, ale patrząc na buźkę mojego maleństwa stawałam się coraz bardziej podekscytowana i szczęśliwa.
- Kai ? - spytałam i spojrzałam na chwilę w jego stronę. Shin-hye delikatnie poruszyła się w rożku, więc zaczęłam delikatnie kołysać ramionami, żeby ją uspokoić. - Chciałbyś wziąć ją na ręce ?
Chłopak spojrzał na mnie wielkimi oczyma. Widziałam, że jego radość przechodzi w niepokój.
- Ona jest taka delikatna kochanie. - powiedział z zawahaniem.
- Przecież wiem, że nic się jej nie stanie, ufam Ci. - powiedziałam i pocałowałam ciepłe czółko mojej córeczki. Miałam wrażenie, że Shin-hye lekko się uśmiecha. Kai wyciągnął trzęsące się ręce w moją stronę, a ja delikatnie ułożyłam dziecko w jego ramionach. Jego męska powłoka pękła. Widziałam jak wpatruje się w twarz mojej córeczki, a po kilku chwilach po jego policzkach płyną łzy.
- Najpiękniejsza chwila mojego życia. - powiedział cicho. Wpatrywałam się w Kaia i poczułam, że teraz na prawdę jestem szczęśliwa. - Kocham was moje księżniczki. - uśmiechnął się do Shin-hye, a później do mnie i oddał mi maleńką. Do sali weszła pielęgniarka. Spojrzałam z nad dziecka na starszawą, uśmiechniętą kobietę przy moim łóżku.
- Zabiorę małą, a pani niech odpocznie. - powiedziała spokojnie. W jej głosie wyczułam radość.
- Dobrze. - powiedziałam oddając małą w jej ręce. Gdy tylko maleńka wyjechała ze sali opadłam na poduszkę.
- Jak się czujesz ? - zapytał Kai. Martwił się.
- Pomimo zmęczenia po porodzie, jestem szczęśliwa. - dopiero teraz dotarło do mnie, że nie mam nawet siły na uśmiech.
- Odpocznij sobie kochanie, zobaczymy się jutro. - powiedział chłopak i pocałował mnie w czoło - Spisałaś się dziś maleńka, kocham cię. - wyszeptał wychodząc ze sali. Zamknęłam oczy, a spokój i cisza, które wypełniały salę sprawił, że usnęłam.
*3 miesiące później*
Płacz mojego dziecka wyrwał mnie ze snu. Zrywając się z łóżka spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 3:12. Wbiegłam do pokoju Shin-hye. Mój wzrok spoczął na chłopaku obok łóżeczka. Brunet siedział w fotelu na biegunach i kołysał maleńką do snu. Delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. - powiedziałam cichutko. Brunet wyrwał wzrok z twarzyczki małej i spojrzał na mnie. Kąciki jego ust delikatnie podniosły się, tworząc uśmiech.
- Nie ma za co. - odpowiedział - Lubię spędzać czas z maleńką.
- Kyungsoo, na prawdę jestem Ci wdzięczna za opiekę nad małą. - powiedziałam i podeszłam do nich. Uklęknęłam przed fotelem i spojrzałam na córeczkę. Jej buziulka wydała mi się spokojna.
- Pewnie chciałabyś zostać z nią sama. - powiedział Kyungsoo, wstał z fotela i delikatnie podał mi maleństwo. - Dobranoc dziewczyny. - wyszedł z pokoju, zamykając drzwi jak najciszej mógł i zostawił mnie z Shin-hye samą. Usiadłam w fotelu i włączyłam kołysankę nad łóżeczkiem. Mała karuzela zaczęła zataczać powolne koła i nucić cichutko piosenkę. Odłożyłam maleńką do łóżeczka i przykryłam ją kołderką. Usiadłam z powrotem na fotelu i trzymając Shin-hye za rączkę, zasnęłam razem z nią.
Obudziłam się dopiero przed południem. Maleńka ruszała sie niespokojne w łóżeczku. Podniosłam się szybko z fotela i poprawiłam włosy. Shin-hye wydała z siebie dźwięk przypominający ćwierk małych ptaszków. Spojrzałam w jej stronę i uśmiechnęłam się szeroko.
- Wstała moja księżniczka. - wyszeptałam i wzięłam ją na ręce. Przebrałam małej pampersa, ubranka i poszłam z nią do sypialni. Położyłam kocyk dla maleńkiej na łóżku i ułożyłam ją wygodnie na miękkim materiale. Zdjęłam pidżamę, ubrałam czarne legginsy, koszulę, związałam włosy w kok i poprawiłam rzęsy tuszem. Byłam młodą mamą, ale to nie świadczyło o tym, że mam wyglądać jak strach na wróble. Odłożyłam szczotkę i wróciłam do Shin-hye, która zaczęła marudzić.
- Już kochanie, mamusia zaraz cię nakarmi. - powiedziałam. Od tygodnia miałam problem z pokarmem, dlatego mała musiała przestawić się na mleko w proszku. Strasznie mnie to bolało, ale nie mogłam nic zrobić. Wzięłam maleńką na ręce i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni z zamiarem przygotowania mleka dla Shin-hye. Gdy tylko spojrzałam na blat, butelka stała z gotowym mlekiem. Sprawdziłam temperaturę, zabrałam butelkę i skierowałam się do salonu. Przekroczyłam łuk pokoju i to co zobaczyłam sprawiło, że o mało nie upuściłam butelki.
wtorek, 23 lutego 2016
Rozdział 25. - Ostateczną odpowiedzią jest sama, pojedyncza kropka.
- D.O. ale mnie przestraszyłeś. - powiedziałam i wypuściłam w końcu powietrze. - Co Ty do cholery tu robisz ?
- Byłem na spacerze. - odpowiedział szybko, po chwili zaczął sprzątać kawałki stłuczonej szklanki.
- O tej godzinie ? - spytałam zdziwiona. Miałam wrażenie, że coś przede mną ukrywa.
- Ta. - odparł krótko wyrzucając szkło do kosza w kuchni.
- Okej. - powiedziałam pod nosem i wróciłam do salonu. Po chwili dołączył do mnie Kyungsoo. Usiadł na przeciwko mnie i wpatrywał się szerokimi oczyma w mój brzuch. Przez kilka minut nie przywiązywałam do tego uwagi, w końcu po 15 minutach jego wzrok zaczął działać mi na nerwy.
- O co chodzi Kyungsoo ? - zapytałam w końcu. Chłopak oderwał wzrok i przeniósł go na moje usta, a później oczy.
- O nic. - odpowiedział po chwili.
- To czemu tak się patrzysz ? - spytałam poddenerwowana.
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. - odparł, jego wzrok zrobił się szklisty - Nie teraz. - podniósł się i bez słowa poszedł do swojego pokoju.
- Co do cholery ? - spytałam sama siebie i obejrzałam się za chłopakiem. Jego zachowanie od jakiegoś czasu było co najmniej dziwne i podejrzane. Nie przejmując się tym wróciłam do Kaia. Nim się obejrzałam zasnęłam na prawym boku.
*7 miesięcy później*
Przez ostatni tydzień miałam problemy z chodzeniem. Stopy spuchły i niesamowicie bolały kiedy próbowałam ustać na nich całym ciężarem ciała. Za 2 tygodnie miałam rodzić, a Shus i Sehun wyjeżdżali na jakąś wycieczkę. Przez kilka godzin wściekałam się i płakałam. Kai sprawił jednak, że szybko przeszedł mi zły humor a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Ostatnie dni przed porodem były dla mnie niezwykle stresujące, mimo to Kai cały czas był przy mnie, uspokajał mnie i pilnował. Dzisiejszy dzień zaczął się dość późno. Wstałam i przetarłam oczy. Kolejny dzień bolał mnie kręgosłup. Podniosłam się z łóżka i ku mojemu zaskoczeniu cały ciężar ciała spoczął na moich stopach bezboleśnie. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam spory brzuch.
- Mamusia cię kocha słoneczko. - powiedziałam z radością, założyłam rybaczki, koszulkę i zeszłam na dół. Po drodze związałam włosy w kok i wyjrzałam przez okno w salonie. Dzień był coraz dłuższy, a dni cieplejsze. Szła wiosna, a z nią nowe życie. W kuchni przywitał mnie Kai.
- Witam moje piękności. - powiedział i obdarował mnie słodkim całusem. Spojrzałam na stół, który zastawiony był pysznymi daniami, a na środku tliły się świece.
- A co to za okazja ? - spytałam zdziwiona. Kai męsko westchnął.
- Bez okazji kochanie, usiądź i jedz. - powiedział, cmoknął mnie w policzek i zaprowadził do stołu. Miska zupy i dwa rogaliki wypełniły pustkę w żołądku. Od jakiegoś czasu miałam apetyt, który ciężko było mi zaspokoić. Oblizałam ust i upiłam łyk ciepłej herbaty.
- Dziękuję, było pyszne. - potwierdziłam z uśmiechem. Chłopak odwzajemnił uśmiech delikatnie podnosząc kąciki ust. Wyglądał dziś jak młody bóg. Jego nagi tors unosił się delikatnie z każdym oddechem, poczochrane włosy odstawały w różne strony, a uśmiechnięta twarz sprawiły, że miałam ochotę zaciągnąć go do łóżka. Odgoniłam moje fantazje na bok i poszłam do salonu. Siedziałam w milczeniu i ciszy przez kilkanaście minut, kiedy dołączył do mnie Kai. Fala ciepła jaka przeszła moje ciało sprawiła, że zakręciło mi się w głowie. Wstałam i zaczerpnęłam powietrze opierając się o róg kanapy. Kai złapał mnie pod rękę.
- Poradzę sobie. - powiedziałam, posyłając mu uśmiech.
- Skoro już stoisz kochanie. - zaczął i cicho się roześmiał. Uśmiech nie schodził mu z ust. - Chciałbym cię o coś prosić. - powiedział i uklęknął przede mną. Czas stanął w miejscu. - Zostaniesz moją żoną ?
*Kai*
Norene wpatrywała się we mnie przez kilka minut. Klęknąłem przed nią z pierścionkiem pełen nadziei i pewności, teraz czułem, że coś jest nie tak.
- Nie. - powiedziała cicho dziewczyna. Posmutniałem i zwiesiłem głowę. - Kai, nie o to chodzi. - mówiła szybko. Jej oddech był płytki. Spojrzałem na nią szybko. Norene wyglądała na przerażoną. - Ja rodzę.
Wszystko potoczyło się szybko. Wsadziłem ją do samochodu i ruszyłem do szpitala. Byłem przestraszony jak ona. Łamiąc kilka przepisów drogowych dojechałem w końcu do celu. Wybiegłem po pielęgniarki, które zabrały moją Norene na porodówkę.
Opadłem na krzesełka przed salą i wyjąłem telefon. Trzęsącymi rękoma wykręciłem numer.
- Kai, coś się stało ? - zapytała dziewczyna
- Norene rodzi. - odpowiedziałem. Głos drżał mi ze strachu i podekscytowania.
- Teraz ? - zapytała podniesionym głosem - Proszę cię zadzwoń do mnie jak urodzi, trzymam za was kciuki.
- Dziękuję. - odpowiedziałem, rozłączyłem rozmowę i schowałem komórkę. Zacząłem nerwowo chodzić po korytarzu wyczekując informacji.
[...]
Minęła 20, a nadal nie miałem wiadomości o porodzie. Coraz bardziej martwiłem się o nią i dziecko. Załamany usiadłem na krzesełko i wpatrzyłem się w drzwi prowadzące na sale. Po chwili wyszła zza nich położna. Skierowała się w moją stronę, w momencie znajdując się przede mną. Pośpiesznie wstałem i wpatrzyłem się w kobietę wyczekując odpowiedzi. To co usłyszałem sprawiło, że łzy spłynęły po moich policzkach.
- Byłem na spacerze. - odpowiedział szybko, po chwili zaczął sprzątać kawałki stłuczonej szklanki.
- O tej godzinie ? - spytałam zdziwiona. Miałam wrażenie, że coś przede mną ukrywa.
- Ta. - odparł krótko wyrzucając szkło do kosza w kuchni.
- Okej. - powiedziałam pod nosem i wróciłam do salonu. Po chwili dołączył do mnie Kyungsoo. Usiadł na przeciwko mnie i wpatrywał się szerokimi oczyma w mój brzuch. Przez kilka minut nie przywiązywałam do tego uwagi, w końcu po 15 minutach jego wzrok zaczął działać mi na nerwy.
- O co chodzi Kyungsoo ? - zapytałam w końcu. Chłopak oderwał wzrok i przeniósł go na moje usta, a później oczy.
- O nic. - odpowiedział po chwili.
- To czemu tak się patrzysz ? - spytałam poddenerwowana.
- Nie mogę Ci tego powiedzieć. - odparł, jego wzrok zrobił się szklisty - Nie teraz. - podniósł się i bez słowa poszedł do swojego pokoju.
- Co do cholery ? - spytałam sama siebie i obejrzałam się za chłopakiem. Jego zachowanie od jakiegoś czasu było co najmniej dziwne i podejrzane. Nie przejmując się tym wróciłam do Kaia. Nim się obejrzałam zasnęłam na prawym boku.
*7 miesięcy później*
Przez ostatni tydzień miałam problemy z chodzeniem. Stopy spuchły i niesamowicie bolały kiedy próbowałam ustać na nich całym ciężarem ciała. Za 2 tygodnie miałam rodzić, a Shus i Sehun wyjeżdżali na jakąś wycieczkę. Przez kilka godzin wściekałam się i płakałam. Kai sprawił jednak, że szybko przeszedł mi zły humor a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Ostatnie dni przed porodem były dla mnie niezwykle stresujące, mimo to Kai cały czas był przy mnie, uspokajał mnie i pilnował. Dzisiejszy dzień zaczął się dość późno. Wstałam i przetarłam oczy. Kolejny dzień bolał mnie kręgosłup. Podniosłam się z łóżka i ku mojemu zaskoczeniu cały ciężar ciała spoczął na moich stopach bezboleśnie. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam spory brzuch.
- Mamusia cię kocha słoneczko. - powiedziałam z radością, założyłam rybaczki, koszulkę i zeszłam na dół. Po drodze związałam włosy w kok i wyjrzałam przez okno w salonie. Dzień był coraz dłuższy, a dni cieplejsze. Szła wiosna, a z nią nowe życie. W kuchni przywitał mnie Kai.
- Witam moje piękności. - powiedział i obdarował mnie słodkim całusem. Spojrzałam na stół, który zastawiony był pysznymi daniami, a na środku tliły się świece.
- A co to za okazja ? - spytałam zdziwiona. Kai męsko westchnął.
- Bez okazji kochanie, usiądź i jedz. - powiedział, cmoknął mnie w policzek i zaprowadził do stołu. Miska zupy i dwa rogaliki wypełniły pustkę w żołądku. Od jakiegoś czasu miałam apetyt, który ciężko było mi zaspokoić. Oblizałam ust i upiłam łyk ciepłej herbaty.
- Dziękuję, było pyszne. - potwierdziłam z uśmiechem. Chłopak odwzajemnił uśmiech delikatnie podnosząc kąciki ust. Wyglądał dziś jak młody bóg. Jego nagi tors unosił się delikatnie z każdym oddechem, poczochrane włosy odstawały w różne strony, a uśmiechnięta twarz sprawiły, że miałam ochotę zaciągnąć go do łóżka. Odgoniłam moje fantazje na bok i poszłam do salonu. Siedziałam w milczeniu i ciszy przez kilkanaście minut, kiedy dołączył do mnie Kai. Fala ciepła jaka przeszła moje ciało sprawiła, że zakręciło mi się w głowie. Wstałam i zaczerpnęłam powietrze opierając się o róg kanapy. Kai złapał mnie pod rękę.
- Poradzę sobie. - powiedziałam, posyłając mu uśmiech.
- Skoro już stoisz kochanie. - zaczął i cicho się roześmiał. Uśmiech nie schodził mu z ust. - Chciałbym cię o coś prosić. - powiedział i uklęknął przede mną. Czas stanął w miejscu. - Zostaniesz moją żoną ?
*Kai*
Norene wpatrywała się we mnie przez kilka minut. Klęknąłem przed nią z pierścionkiem pełen nadziei i pewności, teraz czułem, że coś jest nie tak.
- Nie. - powiedziała cicho dziewczyna. Posmutniałem i zwiesiłem głowę. - Kai, nie o to chodzi. - mówiła szybko. Jej oddech był płytki. Spojrzałem na nią szybko. Norene wyglądała na przerażoną. - Ja rodzę.
Wszystko potoczyło się szybko. Wsadziłem ją do samochodu i ruszyłem do szpitala. Byłem przestraszony jak ona. Łamiąc kilka przepisów drogowych dojechałem w końcu do celu. Wybiegłem po pielęgniarki, które zabrały moją Norene na porodówkę.
Opadłem na krzesełka przed salą i wyjąłem telefon. Trzęsącymi rękoma wykręciłem numer.
- Kai, coś się stało ? - zapytała dziewczyna
- Norene rodzi. - odpowiedziałem. Głos drżał mi ze strachu i podekscytowania.
- Teraz ? - zapytała podniesionym głosem - Proszę cię zadzwoń do mnie jak urodzi, trzymam za was kciuki.
- Dziękuję. - odpowiedziałem, rozłączyłem rozmowę i schowałem komórkę. Zacząłem nerwowo chodzić po korytarzu wyczekując informacji.
[...]
Minęła 20, a nadal nie miałem wiadomości o porodzie. Coraz bardziej martwiłem się o nią i dziecko. Załamany usiadłem na krzesełko i wpatrzyłem się w drzwi prowadzące na sale. Po chwili wyszła zza nich położna. Skierowała się w moją stronę, w momencie znajdując się przede mną. Pośpiesznie wstałem i wpatrzyłem się w kobietę wyczekując odpowiedzi. To co usłyszałem sprawiło, że łzy spłynęły po moich policzkach.
niedziela, 21 lutego 2016
Rozdział 24. - Nigdy nie wiesz, jaka historia kryje się za osobą którą gardzisz.
*Kai*
Obudził mnie głośny krzyk Norene. Zerwałem się do mojej ukochanej i przez moment słuchałem co się dzieje.
- Chan, nie ! - krzyknęła. Moje serce omal nie wyskoczyło z piersi. Złapałem ją za ramiona, a ona z przerażeniem zerwała się do góry. Jej ciało drżało.
- Maleńka, spokojnie. - przytuliłem ją i pocałowałem w czoło. Dziewczyna rozkopała kołdrę i spojrzała na swój brzuch. Delikatnie pogładziła się po wypukłości i wytarła spocone czoło. Jej oddech zaczął się uspokajać, a ona mocno mnie przytuliła. - Csiii. - pogładziłem jej włosy. Miałem tylko nadzieję, że nic jej nie jest.
*Norene*
- Muszę na chwilę wyjść Kai. - powiedziałam. Nie chciałam dać po sobie poznać, że nie mogę dojść do siebie.
- Pójdę z Tobą. - zaproponował chłopak. Posłałam mu słaby uśmiech.
- Nie trzeba. - zaprzeczyłam. Za wszelką cenę chciałam być teraz sama. - Napiję się czegoś, ochłonę i zaraz wracam. - ucałowałam jego czoło - Śpij.
Wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni. Wyjęłam z lodówki mleko, nalałam sobie do szklanki i poszłam do salonu. Gdy tylko usiadłam, złapałam głęboki oddech i upiłam łyk ze szklanki. Ciepła dłoń spoczęła na moim ramieniu.
- Coś się stało ? - usłyszałam niski głos. Przełknęłam mleko i odwróciłam wzrok w stronę chłopaka.
- Oh, Sehun, nie chciałam cię obudzić. - powiedziałam. Blondyn zabrał dłoń i usiadł na przeciwko w fotelu.
- Nie obudziłaś. - posłał mi ciepły uśmiech. Jego twarz przybrała nagle poważnego wyrazu. - Jesteś roztrzęsiona.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam skąd domyślił się, że coś mi dolega.
- Bo wiesz co Sehun.. - zawahałam się. Był chłopakiem mojej siostry, a takie zwierzanie nie wydawało mi się dobrym sposobem na załagodzenie mojego bólu. - ...nie mogę. - wydukałam w końcu i odłożyłam szklankę na stolik. Pokiwałam głową. Chowając ją w dłoniach powstrzymywałam łzy. Chłopak dotknął mojej dłoni i odciągnął ją od twarzy. Spojrzałam na niego zła. Jednak kiedy spotkałam jego ciepły i delikatny wzrok, wiedziałam, że mogę mu o wszystkim powiedzieć.
- Więc ? - zapytał i delikatnie się uśmiechnął. Wysunęłam swoją dłoń z jego uścisku, kładąc ją swobodnie na kolanach.
- Miałam sen. - zaczęłam. Chciałam opowiedzieć mu wszystko, pomijając szczegóły i nie wspominać o rzeczach, które by mnie zabolały. Wiedziałam jednak, że bez tego się nie obędzie. - Był tu Chanyeol. - chłopak poruszył się w fotelu. Gdyby nie jego mimika twarzy, nigdy nie pomyślałabym, że to go ruszyło. - Channie miał wypadek na moich oczach. Ja poroniłam, a Shus dostała telefon od Cho. - blondyn przeczesał włosy ręką i delikatnie przejechał językiem o ustach. Pomyślałam wtedy, że wygląda seksownie i od razu skarałam się w myślach. Jak mogłam tak myśleć, przecież on był chłopakiem mojej siostrzyczki. Zamyśliłam się. Nie zauważyłam kiedy Sehun przysiadł się obok mnie i mimowolnie mnie przytulił. Szybko się od niego odsunęłam. - To był tylko sen, prawda ? - zapytałam po chwili. Chłopak nic nie odpowiedział. Przestraszyłam się. - Sehun. - powiedziałam donośniej. Dopiero teraz blondyn odwrócił wzrok w moją stronę. Wpatrywał się we mnie pytająco. - Czy ty mnie słuchałeś ?
- Tak. - odpowiedział szybko. - Przepraszam. To był sen, tak. - potwierdził. Widać było jego rozkojarzenie.
- Sehun, nie okłamujesz mnie ? - spytałam niepewnie. Nie byłam tego już taka pewna.
- Norene, nie mógłbym cię okłamać. - powiedział z powagą. Uwierzyłam mu. Zadawałam sobie tylko pytanie, czemu Sehun był taki zakłopotany, kiedy o tym usłyszał. Wstał z kanapy i pogłaskał mnie po głowie. Poczułam się strasznie głupio. - Nie myśl o tym więcej, dobrze ?
- Dobrze. - odpowiedziałam mu. Chłopak posłał mi uśmiech i szybko zniknął. Obejrzałam się za nim, ale on już dawno zniknął na górze.
Dźwięk spadającego wazonu wyrwał mnie z ciszy, która panowała wokoło mnie. Ścisnęłam szklankę w ręce i schowałam się za ścianą wychodzącą na korytarz. Szybkim krokiem wyszłam zza ściany i uniosłam szklankę nad osobą, która stała przede mną. Chłopak zastygł, a ja z wrażenia upuściłam szklankę.
Obudził mnie głośny krzyk Norene. Zerwałem się do mojej ukochanej i przez moment słuchałem co się dzieje.
- Chan, nie ! - krzyknęła. Moje serce omal nie wyskoczyło z piersi. Złapałem ją za ramiona, a ona z przerażeniem zerwała się do góry. Jej ciało drżało.
- Maleńka, spokojnie. - przytuliłem ją i pocałowałem w czoło. Dziewczyna rozkopała kołdrę i spojrzała na swój brzuch. Delikatnie pogładziła się po wypukłości i wytarła spocone czoło. Jej oddech zaczął się uspokajać, a ona mocno mnie przytuliła. - Csiii. - pogładziłem jej włosy. Miałem tylko nadzieję, że nic jej nie jest.
*Norene*
- Muszę na chwilę wyjść Kai. - powiedziałam. Nie chciałam dać po sobie poznać, że nie mogę dojść do siebie.
- Pójdę z Tobą. - zaproponował chłopak. Posłałam mu słaby uśmiech.
- Nie trzeba. - zaprzeczyłam. Za wszelką cenę chciałam być teraz sama. - Napiję się czegoś, ochłonę i zaraz wracam. - ucałowałam jego czoło - Śpij.
Wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni. Wyjęłam z lodówki mleko, nalałam sobie do szklanki i poszłam do salonu. Gdy tylko usiadłam, złapałam głęboki oddech i upiłam łyk ze szklanki. Ciepła dłoń spoczęła na moim ramieniu.
- Coś się stało ? - usłyszałam niski głos. Przełknęłam mleko i odwróciłam wzrok w stronę chłopaka.
- Oh, Sehun, nie chciałam cię obudzić. - powiedziałam. Blondyn zabrał dłoń i usiadł na przeciwko w fotelu.
- Nie obudziłaś. - posłał mi ciepły uśmiech. Jego twarz przybrała nagle poważnego wyrazu. - Jesteś roztrzęsiona.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam skąd domyślił się, że coś mi dolega.
- Bo wiesz co Sehun.. - zawahałam się. Był chłopakiem mojej siostry, a takie zwierzanie nie wydawało mi się dobrym sposobem na załagodzenie mojego bólu. - ...nie mogę. - wydukałam w końcu i odłożyłam szklankę na stolik. Pokiwałam głową. Chowając ją w dłoniach powstrzymywałam łzy. Chłopak dotknął mojej dłoni i odciągnął ją od twarzy. Spojrzałam na niego zła. Jednak kiedy spotkałam jego ciepły i delikatny wzrok, wiedziałam, że mogę mu o wszystkim powiedzieć.
- Więc ? - zapytał i delikatnie się uśmiechnął. Wysunęłam swoją dłoń z jego uścisku, kładąc ją swobodnie na kolanach.
- Miałam sen. - zaczęłam. Chciałam opowiedzieć mu wszystko, pomijając szczegóły i nie wspominać o rzeczach, które by mnie zabolały. Wiedziałam jednak, że bez tego się nie obędzie. - Był tu Chanyeol. - chłopak poruszył się w fotelu. Gdyby nie jego mimika twarzy, nigdy nie pomyślałabym, że to go ruszyło. - Channie miał wypadek na moich oczach. Ja poroniłam, a Shus dostała telefon od Cho. - blondyn przeczesał włosy ręką i delikatnie przejechał językiem o ustach. Pomyślałam wtedy, że wygląda seksownie i od razu skarałam się w myślach. Jak mogłam tak myśleć, przecież on był chłopakiem mojej siostrzyczki. Zamyśliłam się. Nie zauważyłam kiedy Sehun przysiadł się obok mnie i mimowolnie mnie przytulił. Szybko się od niego odsunęłam. - To był tylko sen, prawda ? - zapytałam po chwili. Chłopak nic nie odpowiedział. Przestraszyłam się. - Sehun. - powiedziałam donośniej. Dopiero teraz blondyn odwrócił wzrok w moją stronę. Wpatrywał się we mnie pytająco. - Czy ty mnie słuchałeś ?
- Tak. - odpowiedział szybko. - Przepraszam. To był sen, tak. - potwierdził. Widać było jego rozkojarzenie.
- Sehun, nie okłamujesz mnie ? - spytałam niepewnie. Nie byłam tego już taka pewna.
- Norene, nie mógłbym cię okłamać. - powiedział z powagą. Uwierzyłam mu. Zadawałam sobie tylko pytanie, czemu Sehun był taki zakłopotany, kiedy o tym usłyszał. Wstał z kanapy i pogłaskał mnie po głowie. Poczułam się strasznie głupio. - Nie myśl o tym więcej, dobrze ?
- Dobrze. - odpowiedziałam mu. Chłopak posłał mi uśmiech i szybko zniknął. Obejrzałam się za nim, ale on już dawno zniknął na górze.
Dźwięk spadającego wazonu wyrwał mnie z ciszy, która panowała wokoło mnie. Ścisnęłam szklankę w ręce i schowałam się za ścianą wychodzącą na korytarz. Szybkim krokiem wyszłam zza ściany i uniosłam szklankę nad osobą, która stała przede mną. Chłopak zastygł, a ja z wrażenia upuściłam szklankę.
środa, 17 lutego 2016
Rozdział 23. - Zbyt maleńka, by mogła pomieścić coś więcej niż oczywistość.
Wszystko wyglądało jak w zwolnionym tempie. Auto wjechało w ciało Chanyeola, które upadło na kostkę. Widziałam jak jego głowa uderza o twardą nawierzchnię i odbija się od niej jak kauczukowa piłka. Pisk opon samochodu zagłuszył mój wybuch płaczu. Z jego głowy zaczęła wypływać krew, tworząc coraz większą kałużę. Czułam jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a ja zaczynam słabnąć. Kai mocno mnie ściskał, nie dając upaść. Poczułam, że po moich nogach zaczyna spływać ciepła ciecz. Na początku nie wiedziałam o co chodzi, lecz gdy tylko spojrzałam na dół, zobaczyłam krew. Nagły przypływ gorąca zwalił mnie z nóg. Kai szybko wziął mnie na ręce. Moje powieki robiły się coraz cięższe.
- Norene ! - krzyknął głośno. Na jego twarzy widziałam łzy. Ostatnie co pamiętam to krzyki Shus.
*Shus*
Zawieźliśmy ją do szpitala. Masa pielęgniarek zatarasowała nam drogę do wejścia na salę. Rozpłakałam się, wtulając w Sehuna.
- Shus, spokojnie. - powiedział chłopak. Czułam, że wszystko zaczyna walić się od początku.
- Sehun, a jeśli ona straci to dziecko ? - wydukałam i skarciłam się w myślach.
- Nie myśl tak.- powiedział ostro Sehun. Widać było, że też się o nią martwi. Wcześniej nie przeszło by mi przez myśl, że Sehun może przejmować się Norene. Teraz widziałam, że jest zdruzgotany. Przestań ! - krzyknęłam w myślach na siebie. To nie był czas i miejsce na podejrzewanie Sehuna o cokolwiek. Wytarłam policzki i opadłam na krzesełko. Minęło kilka godzin zanim w szpitalu pojawił się Kai. Podbiegł do nas roztrzęsiony.
- I co z nią ? - zapytał ledwo łapiąc powietrze.
- Nic nie wiemy. - odpowiedział Sehun. Kai przeczesał włosy ręką i usiadł obok mnie.
- To moja wina. - powiedziałem - Mimo wszystko Chan nie powinien zginąć.
Spojrzała na niego. Męczyły go straszne wyrzuty sumienia, ale to nie była jego wina. Może gdyby nie on, Norene tez by zginęła.
- Czy ktoś z państwa jest z rodziny ? - wyrwał mnie głęboki głos mężczyzny stojącego przed nami.
- Ja, jestem jej siostrą. - odpowiedziałam szybko i wstałam. Mężczyzna w białym kitlu poprosił mnie do sali gdzie leżała Norene.
- Prosiłbym żeby moja pacjentka oszczędzała się, nie przemęczała. - powiedział - Jeśli pańska siostra obudzi się i będzie chciała wyjaśnić o co chodziło, proszę jej na to pozwolić. - wyszedł ze sali nic więcej nie mówiąc.
Podeszłam do leżącej Norene. Na jej twarzy malował się grymas bólu. Pogłaskałam ją po głowie.
- Będzie dobrze kochanie. - przerwałam ciszę, która panowała w sali i momentalnie cicho się rozpłakałam.
*Kai*
Czekałem z niecierpliwością na Shus, która rozmawiała z lekarzem. Po godzinie przyszła do nas zapłakana.
- Norene chcę z Tobą porozmawiać. - powiedziała w moją stronę Shus. Wstałem i pośpiesznie udałem się do sali, w której leżała. Gdy tylko nasze oczy zetknęły się w powitalnym geście, wpadłem w panikę, a moje serce przeszył ból. Podszedłem do niej i złapałem ją za rękę. Jej oczy były lekko przekrwione, mimo tego na jej twarzy nie było smutku.
- Maleńka. - powiedziałem i pocałowałem jej rękę. Norene wpatrywała się we mnie przez moment.
- Dziękuję Ci. - powiedziała. Czułem się okropnie.
- Co? - spytałem - Za co ?
- Powiedzieć Ci co tak na prawdę z dzieckiem ? - zapytała. Chciałem wiedzieć, mimo to, nie mogłem pozwolić jej na ból.
- Norene, jeśli nie...
- Chcesz czy nie ? - przerwała. Jeszcze nie widziałem jej tak stanowczej i złej zarazem.
- Tak. - przyznałem cicho, spuściłem głowę i wpatrywałem się w białe płytki na podłodze.
- Poroniłam słabszego bliźniaka. - powiedziała. Moja głowa uniosła się z nad łóżka. Nie wiedziałem czy mam się cieszyć, czy płakać. Ścisnąłem mocniej jej rękę. - Urodzę córeczkę. - kontynuowała z uśmiechem. - Dziękuję, że uratowałeś mnie i moje dziecko.
Wpatrywałem się w nią. W momencie znalazłem się przy niej i mocno ją pocałowałem.
*Shus*
Gdy tylko usiadłam Sehun podał mi plastikowy kubek z gorąca herbatą. Przysiadł obok i delikatnie pogłaskał mnie po plecach. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, a z drugiej byłam wściekła, że moja siostra musi cierpieć.
- Jak dziecko ? - spytał Sehun po chwili milczenia.
- Wszystko będzie dobrze. - zaczęłam i upiłam łyk z kubka - Poroniła jednego z bliźniaków.
- Bliźniaków? - zdziwił się chłopak.
- Tak. - odpowiedziałam mu - Urodzi córeczkę.
Słyszałam jak jego oddech uspokaja się, a jego ciało przestaje drżeć. Byłam szczęśliwa, że mam tak troskliwego faceta, coś jednak wzbudziło moje podejrzenia. Mimo wszystko odsunęłam negatywne emocje na bok i położyłam lekko głowę na jego ramieniu. Chłopak objął mnie i pocałował w czoło. Mój telefon zaczął mocno wibrować. Przyłożyłam go do ucha, nie patrząc na nadawcę.
- Shus, co stało się Norene, mów ! - krzyknął męski głos po drugiej stronie. Sehun skrzywił się obok słysząc głos zdenerwowanego chłopaka. - Shus ! - powtórzył. Teraz wiedziałam, że nie moge ukrywać tego co się stało.
- Norene ! - krzyknął głośno. Na jego twarzy widziałam łzy. Ostatnie co pamiętam to krzyki Shus.
*Shus*
Zawieźliśmy ją do szpitala. Masa pielęgniarek zatarasowała nam drogę do wejścia na salę. Rozpłakałam się, wtulając w Sehuna.
- Shus, spokojnie. - powiedział chłopak. Czułam, że wszystko zaczyna walić się od początku.
- Sehun, a jeśli ona straci to dziecko ? - wydukałam i skarciłam się w myślach.
- Nie myśl tak.- powiedział ostro Sehun. Widać było, że też się o nią martwi. Wcześniej nie przeszło by mi przez myśl, że Sehun może przejmować się Norene. Teraz widziałam, że jest zdruzgotany. Przestań ! - krzyknęłam w myślach na siebie. To nie był czas i miejsce na podejrzewanie Sehuna o cokolwiek. Wytarłam policzki i opadłam na krzesełko. Minęło kilka godzin zanim w szpitalu pojawił się Kai. Podbiegł do nas roztrzęsiony.
- I co z nią ? - zapytał ledwo łapiąc powietrze.
- Nic nie wiemy. - odpowiedział Sehun. Kai przeczesał włosy ręką i usiadł obok mnie.
- To moja wina. - powiedziałem - Mimo wszystko Chan nie powinien zginąć.
Spojrzała na niego. Męczyły go straszne wyrzuty sumienia, ale to nie była jego wina. Może gdyby nie on, Norene tez by zginęła.
- Czy ktoś z państwa jest z rodziny ? - wyrwał mnie głęboki głos mężczyzny stojącego przed nami.
- Ja, jestem jej siostrą. - odpowiedziałam szybko i wstałam. Mężczyzna w białym kitlu poprosił mnie do sali gdzie leżała Norene.
- Prosiłbym żeby moja pacjentka oszczędzała się, nie przemęczała. - powiedział - Jeśli pańska siostra obudzi się i będzie chciała wyjaśnić o co chodziło, proszę jej na to pozwolić. - wyszedł ze sali nic więcej nie mówiąc.
Podeszłam do leżącej Norene. Na jej twarzy malował się grymas bólu. Pogłaskałam ją po głowie.
- Będzie dobrze kochanie. - przerwałam ciszę, która panowała w sali i momentalnie cicho się rozpłakałam.
*Kai*
Czekałem z niecierpliwością na Shus, która rozmawiała z lekarzem. Po godzinie przyszła do nas zapłakana.
- Norene chcę z Tobą porozmawiać. - powiedziała w moją stronę Shus. Wstałem i pośpiesznie udałem się do sali, w której leżała. Gdy tylko nasze oczy zetknęły się w powitalnym geście, wpadłem w panikę, a moje serce przeszył ból. Podszedłem do niej i złapałem ją za rękę. Jej oczy były lekko przekrwione, mimo tego na jej twarzy nie było smutku.
- Maleńka. - powiedziałem i pocałowałem jej rękę. Norene wpatrywała się we mnie przez moment.
- Dziękuję Ci. - powiedziała. Czułem się okropnie.
- Co? - spytałem - Za co ?
- Powiedzieć Ci co tak na prawdę z dzieckiem ? - zapytała. Chciałem wiedzieć, mimo to, nie mogłem pozwolić jej na ból.
- Norene, jeśli nie...
- Chcesz czy nie ? - przerwała. Jeszcze nie widziałem jej tak stanowczej i złej zarazem.
- Tak. - przyznałem cicho, spuściłem głowę i wpatrywałem się w białe płytki na podłodze.
- Poroniłam słabszego bliźniaka. - powiedziała. Moja głowa uniosła się z nad łóżka. Nie wiedziałem czy mam się cieszyć, czy płakać. Ścisnąłem mocniej jej rękę. - Urodzę córeczkę. - kontynuowała z uśmiechem. - Dziękuję, że uratowałeś mnie i moje dziecko.
Wpatrywałem się w nią. W momencie znalazłem się przy niej i mocno ją pocałowałem.
*Shus*
Gdy tylko usiadłam Sehun podał mi plastikowy kubek z gorąca herbatą. Przysiadł obok i delikatnie pogłaskał mnie po plecach. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, a z drugiej byłam wściekła, że moja siostra musi cierpieć.
- Jak dziecko ? - spytał Sehun po chwili milczenia.
- Wszystko będzie dobrze. - zaczęłam i upiłam łyk z kubka - Poroniła jednego z bliźniaków.
- Bliźniaków? - zdziwił się chłopak.
- Tak. - odpowiedziałam mu - Urodzi córeczkę.
Słyszałam jak jego oddech uspokaja się, a jego ciało przestaje drżeć. Byłam szczęśliwa, że mam tak troskliwego faceta, coś jednak wzbudziło moje podejrzenia. Mimo wszystko odsunęłam negatywne emocje na bok i położyłam lekko głowę na jego ramieniu. Chłopak objął mnie i pocałował w czoło. Mój telefon zaczął mocno wibrować. Przyłożyłam go do ucha, nie patrząc na nadawcę.
- Shus, co stało się Norene, mów ! - krzyknął męski głos po drugiej stronie. Sehun skrzywił się obok słysząc głos zdenerwowanego chłopaka. - Shus ! - powtórzył. Teraz wiedziałam, że nie moge ukrywać tego co się stało.
wtorek, 16 lutego 2016
Rozdział 22. - To, jaki nastrój w pokoju panuje, często zależy od pojedynczej osoby.
Norene też nie mogła powstrzymać łez, które płynęły jej po policzkach. Spojrzałam na jej okazały brzuszek i uśmiechnęłam się szeroko.
- Martwiłam się o Ciebie i dziecko. - przyznałam.
- Przepraszam cię Shus, ja musiałam wyjechać. - posmutniała. Nie chciałam, żeby przypominała sobie o tym idiocie, więc szybko zmieniłam temat.
- Sehun przygotował pyszne jedzenie, chodźmy zjeść. - zaproponowałam. Wszyscy zgodnie udaliśmy się do kuchni i usiedliśmy przy stole. Zjedliśmy w milczeniu i przesiedliśmy się do salonu. Nagle w korytarzu zaczął dzwonić telefon Norene.
*Norene*
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wychodząc ze salonu i kierując się do wyjścia, zauważyłam, że Shus wiedzie mnie wzrokiem na korytarz. Zastanawiała się, kto to mógł być, tak jak ja. Gdy tylko wyjęłam telefon i spojrzałam na ekranik przeszedł mnie niepokojący dreszcz. Niepewnie kliknęłam zieloną słuchawkę i pierwsze co usłyszałam to płacz. Milczałam. Nie wiedziałam co mam zrobić. Gdy tylko chłopak zrozumiał, że go słucham, ucichł.
- Norene ? - zapytał. Czułam jak moje serce zwalnia i czas staje w miejscu.
- Tak ? - spytałam cicho wchodząc do kuchni
- Myślałem, że nie odbierzesz, że...
- Mów o co Ci chodzi. - przerwałam. Nadal mówiłam szeptem.
- Chciałbym się z Tobą zobaczyć. - zaczął - Skrzywdziłem cię, ale nie chcę żeby tak to się skończyło.
- A jak ? - spytałam. W tej chwili nie byłam na niego zła, nie wściekałam się, po prostu już nic do niego nie czułam.
- Inaczej. - powiedział. Przez chwilę milczał. - Możesz rozmawiać ?
- Zaczekaj. - odpowiedziałam mu cicho. Wychyliłam się z kuchni i odsunęłam telefon od ucha. W salonie nadal rozbrzmiewała rozmowa. Założyłam buty i kurtkę jak najciszej mogłam, nacisnęłam klamkę i wyszłam. Ustałam na schodach i podniosłam z powrotem komórkę do ucha.
- Już. - powiedziałam, zapinając kurtkę. Poprawiłam telefon, w którym panowała cisza. - Channie ? - spytałam i od razu skarciłam się, za to, że tak go nazwałam. Spojrzałam na ekranik, rozmowa nadal trwała, chociaż on nie odzywał się nawet słowem. - Hallo ? - powtórzyłam i usłyszałam w słuchawce dziwne echo. Przestraszyłam się i skierowałam wzrok za furtkę. Ulica była dosyć ciemna i pusta. Ruszyłam przed siebie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z drugiej strony. Gdy tylko moja ręka dotknęła bramki, ktoś położył na niej swoją dłoń. Mój wzrok powoli przesunął się po dłoni, ręce aż na twarz obcego. Nagle zobaczyłam czerwone oczy, grymas bólu i świecące od łez policzki. Brązowe koniuszki grzywki delikatnie spadały na czoło chłopaka. Wpatrywałam się w niego tylko przez chwilę. Chwila wystarczyła, żeby coś we mnie pękło.
*Chanyeol*
Nie wytrzymałem. Gdy tylko zobaczyłem jej brzuch i twarz stało się coś dziwnego. Poczułem straszne wyrzuty sumienia, które w kilka sekund wypaliły mi dziurę w klatce piersiowej. Po chwili Norene wpatrywała się w moją twarz. Płakałem, bo dotarło do mnie jak bardzo ją skrzywdziłem.
Milczała, ale jej dłoń delikatnie otarła mój policzek. Miałem wrażenie, że od nowa się w niej zakochuję, że znów zaczyna mi zależeć. Norene przytuliła mnie delikatnie. Nie mogłem się tego spodziewać. Gdy tylko odsunęła się ode mnie, na jej twarzy zauważyłem łzy. Otworzyłem bramkę, ująłem jej rękę i pociągnąłem w stronę ciemniejszego miejsca. Nie chciałem żeby ktokolwiek nas widział.
*Norene*
- Wiem, że moje słowa są nic nie warte, ale chciałbym Cię przeprosić. - zaczął - Zraniłem Ciebie i nasze dziecko. Gdy tylko zobaczyłem ten test spanikowałem. Nie chciałem być ojcem i ponosić odpowiedzialności za to wszystko, dlatego napisałem, że już nic nie czuję. - kontynuował - Boże, jestem jebanym idiotą, bo Cię straciłem. - powiedział i schował twarz w dłoniach. Znów płakał.
*Kai*
Wyszedłem na korytarz, sprawdziłem kuchnię, nigdzie jej nie było. Wyjrzałem na zewnątrz. Już miałem krzyknąć, kiedy w końcu ją zobaczyłem. Zdenerwowany chwyciłem kurtkę i rzuciłem się w stronę wielkiego drzewa po drugiej stronie ulicy. Stanąłem niedaleko i wpatrzyłem się w to co robi moja ukochana. Gdy tylko chwyciła go za dłoń, moje serce stanęło.
- Channie...- usłyszałem z jej ust. - ...chciałabym Ci wybaczyć, zacząć wszystko od nowa. - wypowiedziała słowa z łatwością. Podszedłem do nich, złapałem za jego kurtkę i odepchnąłem go mocno w stronę ogrodzenia. Wpadłem w szał. Kolejny raz powtarzała się sytuacja sprzed kilku miesięcy. Ściskałem jego kołnierz, a on wpatrywał się we mnie ze strachem.
- Jak mogłaś ?! - krzyknąłem w jej stronę. Norene stała i spoglądała na mnie w milczeniu.
- Ale Kai. - powiedziała spokojnie i wyciągnęła do mnie rękę
- Chcesz z nim być, tak ? - zapytałem ze złością i skierowałem twarz w stronę Chanyeola. - Więc proszę. - puściłem go i odszedłem w stronę dormy.
- Kai ! - krzyknęła Norene i pobiegła za mną. Chwyciła mnie za rękę i odciągnęła od bramki. - Ja nie chcę z nim być.
- Sam słyszałem Norene. - powiedziałem powstrzymując łzy. - Proszę cię, nie rań mnie i odejdź.
Jej dłoń silnie ścisnęła moją.
*Norene*
Usłyszałam głośny ryk silnika. Gdy tylko odwróciłam się w stronę hałasu, zauważyłam, że auto jedzie wprost na Chanyeola. Chłopak stał nieruchomo i z delikatnym uśmiechem spoglądał w moją stronę. W popłochu rzuciłam mu się na ratunek. Silne ręce Kaia nie pozwoliły mi jednak wypaść na ulicę.
- Chan ! - krzyknęłam, a po moich gorących policzkach popłynęły łzy.
- Martwiłam się o Ciebie i dziecko. - przyznałam.
- Przepraszam cię Shus, ja musiałam wyjechać. - posmutniała. Nie chciałam, żeby przypominała sobie o tym idiocie, więc szybko zmieniłam temat.
- Sehun przygotował pyszne jedzenie, chodźmy zjeść. - zaproponowałam. Wszyscy zgodnie udaliśmy się do kuchni i usiedliśmy przy stole. Zjedliśmy w milczeniu i przesiedliśmy się do salonu. Nagle w korytarzu zaczął dzwonić telefon Norene.
*Norene*
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wychodząc ze salonu i kierując się do wyjścia, zauważyłam, że Shus wiedzie mnie wzrokiem na korytarz. Zastanawiała się, kto to mógł być, tak jak ja. Gdy tylko wyjęłam telefon i spojrzałam na ekranik przeszedł mnie niepokojący dreszcz. Niepewnie kliknęłam zieloną słuchawkę i pierwsze co usłyszałam to płacz. Milczałam. Nie wiedziałam co mam zrobić. Gdy tylko chłopak zrozumiał, że go słucham, ucichł.
- Norene ? - zapytał. Czułam jak moje serce zwalnia i czas staje w miejscu.
- Tak ? - spytałam cicho wchodząc do kuchni
- Myślałem, że nie odbierzesz, że...
- Mów o co Ci chodzi. - przerwałam. Nadal mówiłam szeptem.
- Chciałbym się z Tobą zobaczyć. - zaczął - Skrzywdziłem cię, ale nie chcę żeby tak to się skończyło.
- A jak ? - spytałam. W tej chwili nie byłam na niego zła, nie wściekałam się, po prostu już nic do niego nie czułam.
- Inaczej. - powiedział. Przez chwilę milczał. - Możesz rozmawiać ?
- Zaczekaj. - odpowiedziałam mu cicho. Wychyliłam się z kuchni i odsunęłam telefon od ucha. W salonie nadal rozbrzmiewała rozmowa. Założyłam buty i kurtkę jak najciszej mogłam, nacisnęłam klamkę i wyszłam. Ustałam na schodach i podniosłam z powrotem komórkę do ucha.
- Już. - powiedziałam, zapinając kurtkę. Poprawiłam telefon, w którym panowała cisza. - Channie ? - spytałam i od razu skarciłam się, za to, że tak go nazwałam. Spojrzałam na ekranik, rozmowa nadal trwała, chociaż on nie odzywał się nawet słowem. - Hallo ? - powtórzyłam i usłyszałam w słuchawce dziwne echo. Przestraszyłam się i skierowałam wzrok za furtkę. Ulica była dosyć ciemna i pusta. Ruszyłam przed siebie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z drugiej strony. Gdy tylko moja ręka dotknęła bramki, ktoś położył na niej swoją dłoń. Mój wzrok powoli przesunął się po dłoni, ręce aż na twarz obcego. Nagle zobaczyłam czerwone oczy, grymas bólu i świecące od łez policzki. Brązowe koniuszki grzywki delikatnie spadały na czoło chłopaka. Wpatrywałam się w niego tylko przez chwilę. Chwila wystarczyła, żeby coś we mnie pękło.
*Chanyeol*
Nie wytrzymałem. Gdy tylko zobaczyłem jej brzuch i twarz stało się coś dziwnego. Poczułem straszne wyrzuty sumienia, które w kilka sekund wypaliły mi dziurę w klatce piersiowej. Po chwili Norene wpatrywała się w moją twarz. Płakałem, bo dotarło do mnie jak bardzo ją skrzywdziłem.
Milczała, ale jej dłoń delikatnie otarła mój policzek. Miałem wrażenie, że od nowa się w niej zakochuję, że znów zaczyna mi zależeć. Norene przytuliła mnie delikatnie. Nie mogłem się tego spodziewać. Gdy tylko odsunęła się ode mnie, na jej twarzy zauważyłem łzy. Otworzyłem bramkę, ująłem jej rękę i pociągnąłem w stronę ciemniejszego miejsca. Nie chciałem żeby ktokolwiek nas widział.
*Norene*
- Wiem, że moje słowa są nic nie warte, ale chciałbym Cię przeprosić. - zaczął - Zraniłem Ciebie i nasze dziecko. Gdy tylko zobaczyłem ten test spanikowałem. Nie chciałem być ojcem i ponosić odpowiedzialności za to wszystko, dlatego napisałem, że już nic nie czuję. - kontynuował - Boże, jestem jebanym idiotą, bo Cię straciłem. - powiedział i schował twarz w dłoniach. Znów płakał.
*Kai*
Wyszedłem na korytarz, sprawdziłem kuchnię, nigdzie jej nie było. Wyjrzałem na zewnątrz. Już miałem krzyknąć, kiedy w końcu ją zobaczyłem. Zdenerwowany chwyciłem kurtkę i rzuciłem się w stronę wielkiego drzewa po drugiej stronie ulicy. Stanąłem niedaleko i wpatrzyłem się w to co robi moja ukochana. Gdy tylko chwyciła go za dłoń, moje serce stanęło.
- Channie...- usłyszałem z jej ust. - ...chciałabym Ci wybaczyć, zacząć wszystko od nowa. - wypowiedziała słowa z łatwością. Podszedłem do nich, złapałem za jego kurtkę i odepchnąłem go mocno w stronę ogrodzenia. Wpadłem w szał. Kolejny raz powtarzała się sytuacja sprzed kilku miesięcy. Ściskałem jego kołnierz, a on wpatrywał się we mnie ze strachem.
- Jak mogłaś ?! - krzyknąłem w jej stronę. Norene stała i spoglądała na mnie w milczeniu.
- Ale Kai. - powiedziała spokojnie i wyciągnęła do mnie rękę
- Chcesz z nim być, tak ? - zapytałem ze złością i skierowałem twarz w stronę Chanyeola. - Więc proszę. - puściłem go i odszedłem w stronę dormy.
- Kai ! - krzyknęła Norene i pobiegła za mną. Chwyciła mnie za rękę i odciągnęła od bramki. - Ja nie chcę z nim być.
- Sam słyszałem Norene. - powiedziałem powstrzymując łzy. - Proszę cię, nie rań mnie i odejdź.
Jej dłoń silnie ścisnęła moją.
*Norene*
Usłyszałam głośny ryk silnika. Gdy tylko odwróciłam się w stronę hałasu, zauważyłam, że auto jedzie wprost na Chanyeola. Chłopak stał nieruchomo i z delikatnym uśmiechem spoglądał w moją stronę. W popłochu rzuciłam mu się na ratunek. Silne ręce Kaia nie pozwoliły mi jednak wypaść na ulicę.
- Chan ! - krzyknęłam, a po moich gorących policzkach popłynęły łzy.
poniedziałek, 15 lutego 2016
Rozdział 21. - Na zachód słońca, możesz nieraz czekać całe noce.
*Shus*
Zdążyłam odłożyć telefon na stolik kiedy znów zaczął wibrować. Mój wzrok powędrował na nadawcę, numer nieznany. Niepewnie wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Shanti ? - odezwał się męski głos po drugiej stronie.
- Kim jesteś ? - zapytałam. Kojarzyłam ten głos, ale nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należy.
- Cho. - odpowiedział krótko.
- No tak. - powiedział głośno - Dlaczego dzwonisz ?
- Chodzi o Norene. - przyznał. I za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, kontynuował. - Jest w Polsce.
- Dlaczego dopiero teraz dzwonisz ? - zapytałam zła. Minęły 2 miesiące, a on dopiero teraz informował mnie o jej pobycie. Po chwili jednak uspokoiłam się i czekałam, aż chłopak mi wszystko wyjaśni.
- Słuchaj, nie mogłem wcześniej. Ale kilka dni temu przyjechał tu jakiś chłopak. - przerwał.
Zastanawiałam się czy nie był nim Chanyeol. Kiedy jednak zrozumiałam, że to nie on pobiegłam do pokoju Kaia. Gdy tylko otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się pusty pokój.
- Jest tam Kai ? - zapytałam żeby upewnić się, że tak jest.
- Tak, chyba tak ma na imię. - powiedział Cho - Jestem pewny, że to on. - przyznał w końcu. - Cho! - usłyszałam damski głos.
- Norene ?! - krzyknęłam głośno. Byłam wściekła. Po chwili ciszy w słuchawce usłyszałam głos mojej siostry.
- Shus, to Ty ? - zapytała
- Gdzie Ty się podziewasz ? - skarciłam ją. - Nawet nie wiesz jak się o Ciebie wszyscy martwimy. - zaczęłam - Odchodzę od zmysłów, a Ty nawet nie powiadomisz mnie, że jesteś w Polsce ?!
- Wysłałam Ci list Shus, to Ty na niego nie odpowiedziałaś.
- Jaki listy ? Co Ty bredzisz ? - spytałam. Spojrzałam na łóżko Kaia, w oczy rzuciła mi się pogięta biała kartka. Doskoczyłam do niej i wzięłam ją do wolnej ręki. Gdy tylko rozgięłam papier, wiedziałam, że to list o którym mówiła Norene.
*Norene*
Słyszałam szelest papieru.
- Powiedz Kaiowi, że nie powinien ruszać mojej korespondencji. - powiedziała poddenerwowana powoli wypuszczając powietrze z ust.
- Co takiego ? - spojrzałam gniewnie w stronę chłopaka, który właśnie zszedł na dół. Kai wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
- Kiedy wracasz ? - zapytała w końcu.
- Nie wiem. - odpowiedziałam - Może nawet dziś.
- Zamieszkasz w dormie. Bez marudzenia, narzekania i gadania. - postanowiła - Wszyscy Ci pomożemy.
- Dziękuję Shus. - odpowiedziałam - Porozmawiamy później, pa.
- Uważaj na siebie, pa, pa. - rozłączyła się. Oddałam Cho telefon i zaciągnęłam Kaia do kuchni.
- Dlaczego zabrałeś list Shus ? - zapytałam. Milczał. - Odpowiedz.
- Nie rozumiesz Norene ? - spojrzał na mnie z powagą - Musiałem cię znaleźć.
Wiedziałam, że tęsknił. Przejechał dla mnie tyle kilometrów, a ja robiłam mu wyrzuty o jakiś list. Z całego serca cieszyłam się, że to on przyjechał mnie odnaleźć.
- Przepraszam Kai. - powiedziałam i przytuliłam się do niego. Jego silne ramiona wydały mi się czułe, a jego męski głos stał się niezwykle czarujący.
- Zrobiłem to dla Ciebie. - wyszeptał i złożył pocałunek na moim czole.
[5 godzin później]
Kai siedział już w taksówce, a ja żegnałam się z Cho.
- Chce wrócić. - przyznałam - Przepraszam cię za to że narobiłam Ci tylu problemów.
- Nie Norene. - zaprzeczył - Byłaś najlepszą niespodzianką, jaka mogła mnie spotkać.
- Chciałabym żebyś kiedyś mnie odwiedził.
- Zrobię tak księżniczko. - dotknął delikatnie mojego policzka, ale od razu cofnął rękę. - Uważaj na siebie i dziecko. - dał mi krótkiego buziaka w czoło. Zrobiło mi się okropnie żal. Cho poświęcał mi każdą wolną chwilę. Bolało mnie też to, że wiedział iż nigdy go nie pokocham, a mimo to był dla mnie najwspanialszym przyjacielem. Nigdy się na nim nie zawiodłam.
- Pa książę Cho. - powiedziałam mu. Wsiadłam do taksówki. Odjeżdżając pomachałam mu i wpatrzyłam się w Kaia. Nie chciałam patrzeć na smutek, który malował się na jego twarzy.
*Channie*
Siedziałem na krześle i wpatrywałem się w kolejną dziewczynę, która wróciła ze mną na noc. Nikt ani nic nie mogło wypełnić pustki w moim sercu. Gdy tylko dziewczyna odwróciła się plecami, pokazując przy tym okazałe i jędrne pośladki, wściekłem się. Chwyciłem ją za ramię i wyrzuciłem za drzwi, które zamknąłem z hukiem. Spojrzałem na datę. Dziś mijały 2 miesiące odkąd zostawiłem Norene i nasze dziecko. Mimo tego, że tęskniłem, nie chciałem wracać. Wiedziałem, że nic już z tego nie będzie.
*Shus*
Chodziłam nerwowo po domu. Sehun przygotowywał jedzenie dla Norene i Kaia, a ja zastanawiałam się co jej powiedzieć. Minęło kilka godzin, kiedy w końcu przekroczyli próg dormy. Od razu rzuciłam się jej na szyję.
- Moja kochana. - popłakałam się ze szczęścia.
-------------------------------------------------------------------------
Przepraszam kochani za przerwę, ale moja wena umarła na kilka dni. Mam nadzieję, że uda mi się coś napisać i wstawić to kolejnego dnia, pozdrawiam.
Zdążyłam odłożyć telefon na stolik kiedy znów zaczął wibrować. Mój wzrok powędrował na nadawcę, numer nieznany. Niepewnie wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Shanti ? - odezwał się męski głos po drugiej stronie.
- Kim jesteś ? - zapytałam. Kojarzyłam ten głos, ale nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należy.
- Cho. - odpowiedział krótko.
- No tak. - powiedział głośno - Dlaczego dzwonisz ?
- Chodzi o Norene. - przyznał. I za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, kontynuował. - Jest w Polsce.
- Dlaczego dopiero teraz dzwonisz ? - zapytałam zła. Minęły 2 miesiące, a on dopiero teraz informował mnie o jej pobycie. Po chwili jednak uspokoiłam się i czekałam, aż chłopak mi wszystko wyjaśni.
- Słuchaj, nie mogłem wcześniej. Ale kilka dni temu przyjechał tu jakiś chłopak. - przerwał.
Zastanawiałam się czy nie był nim Chanyeol. Kiedy jednak zrozumiałam, że to nie on pobiegłam do pokoju Kaia. Gdy tylko otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się pusty pokój.
- Jest tam Kai ? - zapytałam żeby upewnić się, że tak jest.
- Tak, chyba tak ma na imię. - powiedział Cho - Jestem pewny, że to on. - przyznał w końcu. - Cho! - usłyszałam damski głos.
- Norene ?! - krzyknęłam głośno. Byłam wściekła. Po chwili ciszy w słuchawce usłyszałam głos mojej siostry.
- Shus, to Ty ? - zapytała
- Gdzie Ty się podziewasz ? - skarciłam ją. - Nawet nie wiesz jak się o Ciebie wszyscy martwimy. - zaczęłam - Odchodzę od zmysłów, a Ty nawet nie powiadomisz mnie, że jesteś w Polsce ?!
- Wysłałam Ci list Shus, to Ty na niego nie odpowiedziałaś.
- Jaki listy ? Co Ty bredzisz ? - spytałam. Spojrzałam na łóżko Kaia, w oczy rzuciła mi się pogięta biała kartka. Doskoczyłam do niej i wzięłam ją do wolnej ręki. Gdy tylko rozgięłam papier, wiedziałam, że to list o którym mówiła Norene.
*Norene*
Słyszałam szelest papieru.
- Powiedz Kaiowi, że nie powinien ruszać mojej korespondencji. - powiedziała poddenerwowana powoli wypuszczając powietrze z ust.
- Co takiego ? - spojrzałam gniewnie w stronę chłopaka, który właśnie zszedł na dół. Kai wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
- Kiedy wracasz ? - zapytała w końcu.
- Nie wiem. - odpowiedziałam - Może nawet dziś.
- Zamieszkasz w dormie. Bez marudzenia, narzekania i gadania. - postanowiła - Wszyscy Ci pomożemy.
- Dziękuję Shus. - odpowiedziałam - Porozmawiamy później, pa.
- Uważaj na siebie, pa, pa. - rozłączyła się. Oddałam Cho telefon i zaciągnęłam Kaia do kuchni.
- Dlaczego zabrałeś list Shus ? - zapytałam. Milczał. - Odpowiedz.
- Nie rozumiesz Norene ? - spojrzał na mnie z powagą - Musiałem cię znaleźć.
Wiedziałam, że tęsknił. Przejechał dla mnie tyle kilometrów, a ja robiłam mu wyrzuty o jakiś list. Z całego serca cieszyłam się, że to on przyjechał mnie odnaleźć.
- Przepraszam Kai. - powiedziałam i przytuliłam się do niego. Jego silne ramiona wydały mi się czułe, a jego męski głos stał się niezwykle czarujący.
- Zrobiłem to dla Ciebie. - wyszeptał i złożył pocałunek na moim czole.
[5 godzin później]
Kai siedział już w taksówce, a ja żegnałam się z Cho.
- Chce wrócić. - przyznałam - Przepraszam cię za to że narobiłam Ci tylu problemów.
- Nie Norene. - zaprzeczył - Byłaś najlepszą niespodzianką, jaka mogła mnie spotkać.
- Chciałabym żebyś kiedyś mnie odwiedził.
- Zrobię tak księżniczko. - dotknął delikatnie mojego policzka, ale od razu cofnął rękę. - Uważaj na siebie i dziecko. - dał mi krótkiego buziaka w czoło. Zrobiło mi się okropnie żal. Cho poświęcał mi każdą wolną chwilę. Bolało mnie też to, że wiedział iż nigdy go nie pokocham, a mimo to był dla mnie najwspanialszym przyjacielem. Nigdy się na nim nie zawiodłam.
- Pa książę Cho. - powiedziałam mu. Wsiadłam do taksówki. Odjeżdżając pomachałam mu i wpatrzyłam się w Kaia. Nie chciałam patrzeć na smutek, który malował się na jego twarzy.
*Channie*
Siedziałem na krześle i wpatrywałem się w kolejną dziewczynę, która wróciła ze mną na noc. Nikt ani nic nie mogło wypełnić pustki w moim sercu. Gdy tylko dziewczyna odwróciła się plecami, pokazując przy tym okazałe i jędrne pośladki, wściekłem się. Chwyciłem ją za ramię i wyrzuciłem za drzwi, które zamknąłem z hukiem. Spojrzałem na datę. Dziś mijały 2 miesiące odkąd zostawiłem Norene i nasze dziecko. Mimo tego, że tęskniłem, nie chciałem wracać. Wiedziałem, że nic już z tego nie będzie.
*Shus*
Chodziłam nerwowo po domu. Sehun przygotowywał jedzenie dla Norene i Kaia, a ja zastanawiałam się co jej powiedzieć. Minęło kilka godzin, kiedy w końcu przekroczyli próg dormy. Od razu rzuciłam się jej na szyję.
- Moja kochana. - popłakałam się ze szczęścia.
-------------------------------------------------------------------------
Przepraszam kochani za przerwę, ale moja wena umarła na kilka dni. Mam nadzieję, że uda mi się coś napisać i wstawić to kolejnego dnia, pozdrawiam.
czwartek, 11 lutego 2016
Rozdział 20. - Na wieczność możesz zapomnieć o jednej rzeczy; na krótką chwilę możesz o niej pamiętać.
*Cho*
Minęła północ, a ja nadal nie mogłem zasnąć. Cisza, która panowała w salonie była nie do zniesienia. Włączyłem cicho telewizor i zacząłem oglądać niskobudżetowy horror. Po dwóch godzinach czułem, że jeśli położę głowę na poduszce mogę od razu zasnąć. Wyłączyłem więc pasmo reklam i przykryłem się kocem. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Zdenerwowany ruszyłem w ich stronę. Przekręciłem klucz i otworzyłem je szybko. Przede mną stał wysoki brunet i dziwnie się we mnie wpatrywał. Pierwsze co wpadło mi do głowy, było, że to on zrobił jej dziecko. Chwyciłem go za kurtkę i wciągnąłem do środka. Machnąłem noga w powietrzu, drzwi trzasnęły, a ja mocniej zacisnąłem ręce na jego kurtce.
- Jak śmiesz się tu pokazywać? - zapytałem zły. Nie chciałem krzyczeć, budzić Norene i narażać jej na stres. Chłopak był zszokowany. Nie wiedział co ma powiedzieć.
*Norene*
Obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwiami. Serce przyśpieszyło, a ja zerwałam się z łóżka i cicho wyszłam z pokoju.
- Zrobiłeś dziecko mojej księżniczce, a teraz przyjeżdżasz tu i co ? - usłyszałam głos Cho z dołu. Nie myśląc racjonalnie zbiegłam po schodach i ustałam w korytarzu. Cho szybko się do mnie odwrócił. Gdy zobaczyłam kogo przyciska do ściany nie wiedziałam co powiedzieć.
- Kai, to Ty ? - zapytałam. Cho odsunął się od bruneta. Gdy ten chciał do mnie podejść, Cho złapał go za ramię. - To nie on. - uświadomiłam go. Cho stał zdezorientowany. - Proszę cię, zostaw nas samych. - chłopak posłusznie poszedł do swojego pokoju, a ja zostałam z brunetem sama.
*Kai*
Stałem przed nią i milczałem. Nie tak chciałem zacząć to spotkanie. Kiedy tylko zeszła na dół cała moja mowa przestała istnieć. W momencie stwierdziłem, że wygląda pięknie. Luźna koszulka zasłaniała jej odstający brzuch, a spodenki dawały jej uroku. Niepewnie podszedłem do niej, pogładziłem ją po policzku. Nie mogłem powstrzymać swoich ust i delikatnie ją pocałowałem. Norene nie broniła się. Jej policzki zrobiły się mokre, a ja delikatnie oderwałem się od jej ust. Widok jej twarzy sprawił, że moje serce pędziło jak stado koni.
- Maleńka. - powiedziałem i rozpłakałem się razem z nią.
*Norene*
To był on. W końcu czułam, że jestem przy osobie, którą na prawdę kocham.
- Kai, przepraszam. - powiedziałam i zaczęłam szlochać. - Nie chciałam cię ranić.
- Ja wiem Norene. - odpowiedział, pocałował mnie w czoło i czule przytulił - Nie chcę Cię już więcej tracić. Nie chcę, nie mogę. - jąkał się - Proszę, zostań ze mną.
- Kai, a dziecko ? - zapytałam. Chłopak spojrzał na mnie, przykucnął i pocałował mnie w brzuch.
- Obiecuję, że postaram się być jak najlepszym tatą. - powiedział cicho. Żar, który rozlał się po całym moim ciele sprawił, że kolejny raz się rozpłakałam. Kai wstał, otarł mi łzy i namiętnie pocałował - Będzie dobrze maleńka.
Uśmiechnęłam się. Nie zauważyłam, kiedy za nami pojawił się Cho. Wyglądał na smutnego, mimo to głośno przełknął ślinę i spojrzał w naszą stronę.
- Jeśli chcesz, możesz zostać. - zwrócił się do Kaia. Widać, że nie było mu łatwo.
- Dziękuję. - powiedział Kai. Puściłam go przed sobą. Gdy tylko chłopak był już na górze, ucałowałam Cho w policzek.
- Dziękuję Ci za wszystko książę Cho. - szepnęłam mu do ucha i wbiegłam na górę. Kątem oka zauważyłam jak jego uśmiech blednie.
Gdy tylko zamknęła drzwi mocno uściskałam Kaia. Chłopak od razu ściągnął spodnie i kurtkę, zostając w bokserkach i położył się do łóżka. Ułożyłam się obok niego i pocałowałam w czoło. Chwilę milczeliśmy.
- Dobranoc słońce. - powiedziałam i zamknęłam oczy. Poczułam jak jego ręce odchylają mi koszulkę na brzuchu a jego ciepłe usta składają tam pocałunek.
- Dobranoc maleństwo. - powiedział cichutko do brzucha. - Dobranoc słodziutka. - wyszeptał mi do ucha, pocałował i mocno przytulił.
Minęła północ, a ja nadal nie mogłem zasnąć. Cisza, która panowała w salonie była nie do zniesienia. Włączyłem cicho telewizor i zacząłem oglądać niskobudżetowy horror. Po dwóch godzinach czułem, że jeśli położę głowę na poduszce mogę od razu zasnąć. Wyłączyłem więc pasmo reklam i przykryłem się kocem. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Zdenerwowany ruszyłem w ich stronę. Przekręciłem klucz i otworzyłem je szybko. Przede mną stał wysoki brunet i dziwnie się we mnie wpatrywał. Pierwsze co wpadło mi do głowy, było, że to on zrobił jej dziecko. Chwyciłem go za kurtkę i wciągnąłem do środka. Machnąłem noga w powietrzu, drzwi trzasnęły, a ja mocniej zacisnąłem ręce na jego kurtce.
- Jak śmiesz się tu pokazywać? - zapytałem zły. Nie chciałem krzyczeć, budzić Norene i narażać jej na stres. Chłopak był zszokowany. Nie wiedział co ma powiedzieć.
*Norene*
Obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwiami. Serce przyśpieszyło, a ja zerwałam się z łóżka i cicho wyszłam z pokoju.
- Zrobiłeś dziecko mojej księżniczce, a teraz przyjeżdżasz tu i co ? - usłyszałam głos Cho z dołu. Nie myśląc racjonalnie zbiegłam po schodach i ustałam w korytarzu. Cho szybko się do mnie odwrócił. Gdy zobaczyłam kogo przyciska do ściany nie wiedziałam co powiedzieć.
- Kai, to Ty ? - zapytałam. Cho odsunął się od bruneta. Gdy ten chciał do mnie podejść, Cho złapał go za ramię. - To nie on. - uświadomiłam go. Cho stał zdezorientowany. - Proszę cię, zostaw nas samych. - chłopak posłusznie poszedł do swojego pokoju, a ja zostałam z brunetem sama.
*Kai*
Stałem przed nią i milczałem. Nie tak chciałem zacząć to spotkanie. Kiedy tylko zeszła na dół cała moja mowa przestała istnieć. W momencie stwierdziłem, że wygląda pięknie. Luźna koszulka zasłaniała jej odstający brzuch, a spodenki dawały jej uroku. Niepewnie podszedłem do niej, pogładziłem ją po policzku. Nie mogłem powstrzymać swoich ust i delikatnie ją pocałowałem. Norene nie broniła się. Jej policzki zrobiły się mokre, a ja delikatnie oderwałem się od jej ust. Widok jej twarzy sprawił, że moje serce pędziło jak stado koni.
- Maleńka. - powiedziałem i rozpłakałem się razem z nią.
*Norene*
To był on. W końcu czułam, że jestem przy osobie, którą na prawdę kocham.
- Kai, przepraszam. - powiedziałam i zaczęłam szlochać. - Nie chciałam cię ranić.
- Ja wiem Norene. - odpowiedział, pocałował mnie w czoło i czule przytulił - Nie chcę Cię już więcej tracić. Nie chcę, nie mogę. - jąkał się - Proszę, zostań ze mną.
- Kai, a dziecko ? - zapytałam. Chłopak spojrzał na mnie, przykucnął i pocałował mnie w brzuch.
- Obiecuję, że postaram się być jak najlepszym tatą. - powiedział cicho. Żar, który rozlał się po całym moim ciele sprawił, że kolejny raz się rozpłakałam. Kai wstał, otarł mi łzy i namiętnie pocałował - Będzie dobrze maleńka.
Uśmiechnęłam się. Nie zauważyłam, kiedy za nami pojawił się Cho. Wyglądał na smutnego, mimo to głośno przełknął ślinę i spojrzał w naszą stronę.
- Jeśli chcesz, możesz zostać. - zwrócił się do Kaia. Widać, że nie było mu łatwo.
- Dziękuję. - powiedział Kai. Puściłam go przed sobą. Gdy tylko chłopak był już na górze, ucałowałam Cho w policzek.
- Dziękuję Ci za wszystko książę Cho. - szepnęłam mu do ucha i wbiegłam na górę. Kątem oka zauważyłam jak jego uśmiech blednie.
Gdy tylko zamknęła drzwi mocno uściskałam Kaia. Chłopak od razu ściągnął spodnie i kurtkę, zostając w bokserkach i położył się do łóżka. Ułożyłam się obok niego i pocałowałam w czoło. Chwilę milczeliśmy.
- Dobranoc słońce. - powiedziałam i zamknęłam oczy. Poczułam jak jego ręce odchylają mi koszulkę na brzuchu a jego ciepłe usta składają tam pocałunek.
- Dobranoc maleństwo. - powiedział cichutko do brzucha. - Dobranoc słodziutka. - wyszeptał mi do ucha, pocałował i mocno przytulił.
środa, 10 lutego 2016
Rozdział 19. - Być może nigdy nie będziemy doskonali, ale już jesteśmy wyjątkowi.
- Jak się dziś czuję moja brzuchatka ? - zapytał i ucałował moje czoło.
- Bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się. Od tygodnia nie czułam się lepiej. Nie dokuczały mi nudności, ze stóp zeszła opuchlizna i nie miałam podwyższonej temperatury.
- A maleństwo ? - zapytał i przyłożył ucho do brzucha. Wyglądał śmiesznie a zarazem bardzo opiekuńczo. Pocałował mój brzuch i obdarzył mnie szerokim uśmiechem. - Zjedzcie coś ślicznotki.
Usiadłam przy stole kiedy Cho podał mi przepyszny rosół. Jedząc zupę zastanawiałam się dlaczego Shus nadal się do mnie nie odezwała. Kiedy tylko zjadłam zupę, odstawiłam naczynie do zlewu.
- Było pyszne, dziękuje. - przyznałam. Cho był świetnym kucharzem.
- Najważniejsze żeby smakowało Tobie i maluszkowi. - powiedział uśmiechnięty. Widać, było, że cieszył się moim szczęściem.
*Kai*
Przyszedłem do domu i od razu skierowałem się do swojego pokoju. Garstka listów na blacie w kuchni zdążyła przyciągnąć moją uwagę. Podszedłem do niej i rozsunąłem je na blacie. Koperta zaadresowana do Shus bardzo mnie zaintrygowała. Gdy tylko odwróciłem ją, żeby sprawdzić nadawcę, jednocześnie posmutniałem i ucieszyłem się. To był list od Norene. Gdy tylko zobaczyłem adres, mój smutek zamienił się w złość. Drzwi na korytarzu otworzyły się, a ja spanikowany zgiąłem kopertę i wsadziłem ją do kieszeni. W kuchni pojawiła się Shus.
- Hej, wszystko w porządku ? - zapytała i podeszła do mnie.
- Tak. - odpowiedziałem wychodząc z kuchni. Wszedłem do pokoju, zdjąłem kurtkę i wyjąłem z niej list. Usiadłem na łóżku wpatrując się w kopertę. Minęło kilka minut gdy zdecydowałem się ją otworzyć. List stał przede mną otworem. Niepewnie rozgiąłem go. Ze środka wypadło coś na podłogę. Nie przejąłem się tym i pośpiesznie zacząłem czytać, skupiając się na każdym słowie jakie napisała Norene: Hej Shus. Mam nadzieję, że u Ciebie...u was wszystko w porządku. Jak zdążyłaś zauważyć po adresie, jestem teraz w Polsce. Jeremy i Richard bardzo mi pomagają. Mieszkam u Cho, pamiętasz kto to, prawda ? Pomimo tego, co mówiłam wcześniej, nie usunęłam dziecka. Jestem szczęśliwa, że zostanę mamą. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy, ja, Ty i moja córeczka. Kocham cię. Ps: Dołączam USG mojego maleństwa, Norene.
Spojrzałem na podłogę. Wziąłem zdjęcie w dłoń i odwróciłem je. Rzeczywiście, było to USG. Na czarno-białym obrazie widoczny był mały zarys. Uśmiechnąłem się, a w moich oczach pojawiły się łzy. Maleństwo miało kształt fasolki. Schowałem zdjęcie do kieszeni spodni razem z kopertą oraz telefonem, spakowałem do plecaka kilka potrzebnych rzeczy i wybiegłem z domu.
*Norene*
Siedziałam na fotelu i oglądałam powtórkę mojego ulubionego serialu, gdy wpadł do mnie Richard. Spojrzał na mój brzuch i pogłaskał mnie po włosach.
- Cześć Norene, jak się czujesz ? - uśmiechnął się
- Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałam mu, odwzajemniając uśmiech.
- Dziecko też ? - usiadł na kanapie, na przeciwko.
- Tak. - położyłam dłoń na nabrzmiałym brzuchu. - Rośnie i je więcej niż mamusia.
Oby dwoje cicho się zaśmialiśmy. Dopiero teraz zauważyłam, że trzyma on w ręce sporą, ozdobną torbę.
- Proszę moja droga, to dla Ciebie. - podał mi prezent. Wyjęłam z torby maleńkie buciki. Oczy zaszły mi łzami.
- Dziękuję Richard. - odpowiedziałam i przytuliłam go mocno. - Są piękne, prawda kochanie ? - skierowałam buciki w stronę brzucha. Richard uśmiechnął się i ucałował mnie w czoło.
- Muszę już iść. - przyznał. - Jeśli pozwolisz przyjadę jutro.
- Pewnie. - odpowiedziałam. Pożegnaliśmy się przy drzwiach. Richard odjechał swoim srebrnym mustangiem, a ja zamknęłam drzwi. Wyłączyłam telewizor i stanęłam przed wyjściem na patio. Był wrzesień, a Polska już przygotowywała się do wczesnej jesieni.
Nagle poczułam ciepłe ręce, które obejmują mnie delikatnie w pasie.
- Cieszę się, że tu jesteś. - powiedział szeptem chłopak. Odwróciłam się do niego z delikatnym uśmiechem.
- Wiesz Cho, chciałabym Ci podziękować. - przyznałam - Zrobiłeś dla mnie więcej niż ktokolwiek chciał czy próbował.
- Przecież wiesz, że to nic. - odwzajemnił mój uśmiech. - Zawsze byłem w Tobie zakochany, i nadal coś do Ciebie czuję, myślę jednak, że to nie jest odpowiedni moment na wyznawanie Ci miłości.
Wpatrzyłam się w niego. Potrzebowałam czułości, ale on nie był tą osobą, która mogła mnie uszczęśliwić.
- Cho, ja...
- Wiem Norene. - przerwał - Po prostu nie jestem tym z kim chciałabyś spędzić życie. - posmutniał na moment, po chwili jednak na twarzy znów zawitał mu promienny uśmiech - Mimo tego zawsze Ci pomogę. - ucałował mnie w czoło
- Jesteś cudowny. - przyznałam. Na prawdę chciałam zapomnieć o ojcu mojego dziecka, ale nie mogłam. Cho dawał mi tyle radości i na pewno byłby świetnym ojcem, ale tak nie mogło się stać, bo ja kochałam po prostu kogoś innego.
Gdy tylko nadszedł wieczór, Cho zapukał do moich drzwi.
- Mogę na chwilę Ci przeszkodzić ? - zapytał. Zamknęłam książkę i odłożyłam ją na poduszkę obok mnie.
- Wchodź, nie krępuj się. - powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam. Cho wszedł, zamknął za sobą drzwi i usiadł obok mnie.
- Przyszedłem tylko sprawdzić czy niczego Ci nie brakuje. - przyznał. Widać było, że kłamie.
- Nigdy nie brakowało - zaczęłam z uśmiechem - No, a tak na prawdę o co chodzi ?
Spojrzał na mnie i męsko się uśmiechnął.
- Po prostu chciałem na Ciebie popatrzeć. - powiedział. Zapanowała cisza, gdy nagle się roześmiał. - Wiem, głupio to zabrzmiało. - przyznał.
Zachichotałam.
- Możesz patrzeć ile chcesz Cho. - odpowiedziałam.
- Dziękuję - kolejny raz się zaśmiał - Dobrze, ja Ci nie będę przeszkadzał. - wstał z łóżka. - Dobranoc ślicznotki. - powiedział, a kolejno ucałował mnie w czoło oraz brzuch i wyszedł z pokoju. Zrobiłam się senna. Zgasiłam więc światło i położyłam się spać.
- Bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się. Od tygodnia nie czułam się lepiej. Nie dokuczały mi nudności, ze stóp zeszła opuchlizna i nie miałam podwyższonej temperatury.
- A maleństwo ? - zapytał i przyłożył ucho do brzucha. Wyglądał śmiesznie a zarazem bardzo opiekuńczo. Pocałował mój brzuch i obdarzył mnie szerokim uśmiechem. - Zjedzcie coś ślicznotki.
Usiadłam przy stole kiedy Cho podał mi przepyszny rosół. Jedząc zupę zastanawiałam się dlaczego Shus nadal się do mnie nie odezwała. Kiedy tylko zjadłam zupę, odstawiłam naczynie do zlewu.
- Było pyszne, dziękuje. - przyznałam. Cho był świetnym kucharzem.
- Najważniejsze żeby smakowało Tobie i maluszkowi. - powiedział uśmiechnięty. Widać, było, że cieszył się moim szczęściem.
*Kai*
Przyszedłem do domu i od razu skierowałem się do swojego pokoju. Garstka listów na blacie w kuchni zdążyła przyciągnąć moją uwagę. Podszedłem do niej i rozsunąłem je na blacie. Koperta zaadresowana do Shus bardzo mnie zaintrygowała. Gdy tylko odwróciłem ją, żeby sprawdzić nadawcę, jednocześnie posmutniałem i ucieszyłem się. To był list od Norene. Gdy tylko zobaczyłem adres, mój smutek zamienił się w złość. Drzwi na korytarzu otworzyły się, a ja spanikowany zgiąłem kopertę i wsadziłem ją do kieszeni. W kuchni pojawiła się Shus.
- Hej, wszystko w porządku ? - zapytała i podeszła do mnie.
- Tak. - odpowiedziałem wychodząc z kuchni. Wszedłem do pokoju, zdjąłem kurtkę i wyjąłem z niej list. Usiadłem na łóżku wpatrując się w kopertę. Minęło kilka minut gdy zdecydowałem się ją otworzyć. List stał przede mną otworem. Niepewnie rozgiąłem go. Ze środka wypadło coś na podłogę. Nie przejąłem się tym i pośpiesznie zacząłem czytać, skupiając się na każdym słowie jakie napisała Norene: Hej Shus. Mam nadzieję, że u Ciebie...u was wszystko w porządku. Jak zdążyłaś zauważyć po adresie, jestem teraz w Polsce. Jeremy i Richard bardzo mi pomagają. Mieszkam u Cho, pamiętasz kto to, prawda ? Pomimo tego, co mówiłam wcześniej, nie usunęłam dziecka. Jestem szczęśliwa, że zostanę mamą. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy, ja, Ty i moja córeczka. Kocham cię. Ps: Dołączam USG mojego maleństwa, Norene.
Spojrzałem na podłogę. Wziąłem zdjęcie w dłoń i odwróciłem je. Rzeczywiście, było to USG. Na czarno-białym obrazie widoczny był mały zarys. Uśmiechnąłem się, a w moich oczach pojawiły się łzy. Maleństwo miało kształt fasolki. Schowałem zdjęcie do kieszeni spodni razem z kopertą oraz telefonem, spakowałem do plecaka kilka potrzebnych rzeczy i wybiegłem z domu.
*Norene*
Siedziałam na fotelu i oglądałam powtórkę mojego ulubionego serialu, gdy wpadł do mnie Richard. Spojrzał na mój brzuch i pogłaskał mnie po włosach.
- Cześć Norene, jak się czujesz ? - uśmiechnął się
- Dobrze, dziękuję. - odpowiedziałam mu, odwzajemniając uśmiech.
- Dziecko też ? - usiadł na kanapie, na przeciwko.
- Tak. - położyłam dłoń na nabrzmiałym brzuchu. - Rośnie i je więcej niż mamusia.
Oby dwoje cicho się zaśmialiśmy. Dopiero teraz zauważyłam, że trzyma on w ręce sporą, ozdobną torbę.
- Proszę moja droga, to dla Ciebie. - podał mi prezent. Wyjęłam z torby maleńkie buciki. Oczy zaszły mi łzami.
- Dziękuję Richard. - odpowiedziałam i przytuliłam go mocno. - Są piękne, prawda kochanie ? - skierowałam buciki w stronę brzucha. Richard uśmiechnął się i ucałował mnie w czoło.
- Muszę już iść. - przyznał. - Jeśli pozwolisz przyjadę jutro.
- Pewnie. - odpowiedziałam. Pożegnaliśmy się przy drzwiach. Richard odjechał swoim srebrnym mustangiem, a ja zamknęłam drzwi. Wyłączyłam telewizor i stanęłam przed wyjściem na patio. Był wrzesień, a Polska już przygotowywała się do wczesnej jesieni.
Nagle poczułam ciepłe ręce, które obejmują mnie delikatnie w pasie.
- Cieszę się, że tu jesteś. - powiedział szeptem chłopak. Odwróciłam się do niego z delikatnym uśmiechem.
- Wiesz Cho, chciałabym Ci podziękować. - przyznałam - Zrobiłeś dla mnie więcej niż ktokolwiek chciał czy próbował.
- Przecież wiesz, że to nic. - odwzajemnił mój uśmiech. - Zawsze byłem w Tobie zakochany, i nadal coś do Ciebie czuję, myślę jednak, że to nie jest odpowiedni moment na wyznawanie Ci miłości.
Wpatrzyłam się w niego. Potrzebowałam czułości, ale on nie był tą osobą, która mogła mnie uszczęśliwić.
- Cho, ja...
- Wiem Norene. - przerwał - Po prostu nie jestem tym z kim chciałabyś spędzić życie. - posmutniał na moment, po chwili jednak na twarzy znów zawitał mu promienny uśmiech - Mimo tego zawsze Ci pomogę. - ucałował mnie w czoło
- Jesteś cudowny. - przyznałam. Na prawdę chciałam zapomnieć o ojcu mojego dziecka, ale nie mogłam. Cho dawał mi tyle radości i na pewno byłby świetnym ojcem, ale tak nie mogło się stać, bo ja kochałam po prostu kogoś innego.
Gdy tylko nadszedł wieczór, Cho zapukał do moich drzwi.
- Mogę na chwilę Ci przeszkodzić ? - zapytał. Zamknęłam książkę i odłożyłam ją na poduszkę obok mnie.
- Wchodź, nie krępuj się. - powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam. Cho wszedł, zamknął za sobą drzwi i usiadł obok mnie.
- Przyszedłem tylko sprawdzić czy niczego Ci nie brakuje. - przyznał. Widać było, że kłamie.
- Nigdy nie brakowało - zaczęłam z uśmiechem - No, a tak na prawdę o co chodzi ?
Spojrzał na mnie i męsko się uśmiechnął.
- Po prostu chciałem na Ciebie popatrzeć. - powiedział. Zapanowała cisza, gdy nagle się roześmiał. - Wiem, głupio to zabrzmiało. - przyznał.
Zachichotałam.
- Możesz patrzeć ile chcesz Cho. - odpowiedziałam.
- Dziękuję - kolejny raz się zaśmiał - Dobrze, ja Ci nie będę przeszkadzał. - wstał z łóżka. - Dobranoc ślicznotki. - powiedział, a kolejno ucałował mnie w czoło oraz brzuch i wyszedł z pokoju. Zrobiłam się senna. Zgasiłam więc światło i położyłam się spać.
wtorek, 9 lutego 2016
Rozdział 18. - Nie ma recepty na szczęście, ponieważ każdy ma inne objawy choroby.
Gdy tylko przekroczyłam próg jego domu zobaczyłam Jeremiego. Stanęłam kawałek za progiem i wpatrywałam się w mojego ojca.
- Co Ty tu robisz ? - zdziwiłam się.
- Przyjechałem cię zobaczyć. - powiedział i powoli do mnie podszedł.
- Nawet nie wyobrażaj sobie, że wybaczę Ci to, że nas zostawiłeś. - rzuciłam poddenerwowana.
- Nie przyjechałem tu po wybaczenie, przyjechałem zobaczyć moją córkę. - przerwał.
- Cho, dlaczego mnie nie uprzedziłeś ? - zapytałam zła chłopaka stojącego obok.
- Przepraszam, chciałam żebyś się z nim zobaczyła. - przyznał brunet. Byłam wściekła. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Cho otworzył je, a do środka wszedł Hammond.
*Shus*
Trzasnęłam drzwiami do pokoju i rzuciłam telefon na łóżko.
- Kurwa mać. - zaklęłam, a słowa zawisły w powietrzu.
- Kochanie, co się dzieje ? - zapytał Sehun. - Od kilku godzin chodzisz jakaś poddenerwowana.
- Bo zrobiłam najgłupszą rzecz na ziemii i nie wiem co mam teraz zrobić. - przyznałam wściekła.
- Powiedz co takiego się stało ? - spytał i usiadł na przeciwko mnie.
- Puściłam Norene bez opieki, a teraz nie odbiera telefonu i strasznie się o nią martwię. - klepnęłam się w głowę. Nie zdawał sobie sprawy, że tak mnie to będzie bolało.
- Przecież Norene jest dorosła, więc da sobie radę. - powiedział Sehun. No tak. - pomyślałam. On przecież nie wiedział, że ona nosi w sobie nowe życie.
- Sehun... - zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy. - ...ona nosi pod sercem nowe życie. - gdy tylko wypowiedziałam ostatnie słowo rozpłakałam się. Chciałam ją mieć przy sobie, pomóc jej.
Sehun wpatrywał się we mnie milcząc. W końcu podszedł do mnie i mocno mnie uściskał.
- Trzeba ją znaleźć. - powiedział szybko. Oderwał się ode mnie, ubrał kurtkę i pociągnął za rękę na dół. Ubraliśmy buty i wybiegliśmy na dwór. Nagle stanęłam na schodach i spojrzałam na blondyna, który ze zdziwieniem w oczach odwrócił się w moją stronę.
- Ona nie odbiera telefonu. - rzekłam - Jak my ją znajdziemy ?
- Coś wykombinuję. - powiedział Sehun. - Znajdziemy ją, nie martw się.
*Norene*
Gdy tylko zobaczyłam mojego ojca chrzestnego, uśmiechnęłam się. Richard podszedł do mnie i mocno mnie uściskał.
- Moja najukochańsza chrześnica. - powiedział - Co się stało, dlaczego wróciłaś ?
Spojrzałam na niego i mojego ojca.
- Może chodźmy usiąść. - zaproponował Cho. Widział, że czuję się nieswojo. Usiedliśmy więc w salonie, schowałam ręce pod kolana i spojrzałam na rodzinę siedzącą przede mną.
- Jestem w ciąży. - wydukałam cicho. Mój ojciec wpatrywał się we mnie zdziwiony, a Richard wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
- Jak to w ciąży ? - zapytał nagle ojciec.
- Nie pytaj mnie jak to się stało. - odrzekłam od razu. - Zabezpieczyłam się. - zatrzymałam się na chwilę. - Nie mam pojęcia co poszło nie tak.
Byłam zażenowana tą całą sytuacją.
- A ojciec dziecka? - spytał Richard. Milczałam - Norene, gdzie jest ojciec dziecka ? - powtórzył wujek. Widać było, że bardzo poruszyła go ta wiadomość.
- Uciekł ! - krzyknęłam w końcu. - Po prostu uciekł. - powtórzyłam. Cho położył mi rękę na plecach i zaczął delikatnie muskać je koniuszkami.
- Co za skurwiel. - powiedział wściekły Richard. - Nie martw się Norene, my się Tobą zaopiekujemy.
- Richard, ja chyba wolałabym wrócić do Seoulu. - przyznałam po chwili.
- Nigdzie nie wrócisz. - powiedział kategorycznie ojciec. Widać, że Cho też nie spodobała się ta wiadomość. - Do porodu zostaniesz tutaj, tak będzie lepiej. Powiadomię twoją matkę żeby się nie martwiła.
- A szkoła ? - zapytałam zła.
- Pójdziesz tam z brzuchem ? - zapytał ojciec. - Wykluczone. zostajesz w Polsce do porodu. - zaaferowany wyszedł z domu. Po chwili słychać było, że odjechał. Richard zdążył usiąść i powoli dochodził do siebie.
- Dobrze moja kochana, - zaczął - na razie zostaniesz w Polsce jak mówił Jeremi, a później, jeśli na prawdę dalej będziesz chciała wrócić do Seoulu, pomogę Ci wyjechać. - skończył - A teraz może odpocznij. - ucałował mnie w czoło i wyszedł z domu.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że oni tu będą ? - spytałam po raz kolejny Cho i odsunęłam się od niego.
- Przepraszam Norene, nie chciałem zrobić nic złego. - odpowiedział i złapał mnie za rękę. - Nie denerwuj się. - uśmiechnął się delikatnie dotykając mojego brzucha. Poczułam się nieswojo, a zarazem przeszedł mnie miły dreszcz.
Odwzajemniłam jego uśmiech i dotknęłam jego dłoni, która znajdowała się na brzuchu.
- Ja też przepraszam, niepotrzebnie się na Ciebie złoszczę. - przyznałam po chwili. Ucieszył się.
- Odpocznij. - powiedział i zabał mnie do swojej sypialni. Położyłam się i momentalnie zasnęłam.
*Shus*
- Jak to do cholery nigdzie jej nie ma ?! - krzyknęłam. Było już po 4, a my nadal nie mogliśmy jej znaleźć.
- Dzwoniłem do szpitali, nikogo takiego u nich nie było. - przyznał Sehun - Policja powiedziała, że nic nie moga zrobić, bo nie minęło jeszcze 48 godzin. - przerwał - A nawet jeśli minie ustalony czas, nic nie będą w stanie zobić ponieważ Norene jest pełnoletnia.
- Co za cholerne buce. - powiedziałam wściekła.
- Shus, jest 4 w nocy, może ona śpi w domu. - powiedział Sehun. Miałam tylko nadzieję, że tak jest.
- No dobrze, obydwoje jesteśmy zmęczeni. Wróćmy do domu, odpocznijmy i poszukamy jej później. - powiedziałam. Gdy tylko wróciliśmy do domu. Nie wiedzialam jak zmęczona jestem, póki nie wtuliłam się w Sehuna i nie zasnęłam.
[2 miesiące później]
*Shus*
Zaczęła się szkoła, a Norene nadal nie dała znaku życia. Policja nie mogła nic zrobić, a ja chodziłam jak na szpilkach. Sehun ledwo ze mną wytrzymywał, mimo tego nie chciał okazywać mi, że czasem go ranię. Kai 2 miesiące nie wychodził z pokoju, a jeśli już to robił, była noc. Gdy zobaczyłam go dziś w szkole myślałam, że się rozpłaczę. Tak bardzo chciałam pomóc mu i Norene.
*Norene*
Wstałam z łóżka i od razu zeszłam na dół. Przez te dwa miesiące mój brzuch osiągnął już stadium małego arbuza. Mimo tego, że dziecko kojarzyło mi się z Chanyeolem byłam szczęśliwa, że zostanę matką. W kuchni przywitał mnie Cho.
---------------------------------------------------------------------------
ZAPOWIEDZI: moi drodzy, czas podany w zapowiedziach rozdziałów, jest czasem polskim.
Co do godzin rozdziałów, mogą nieco odbiegać od podanych w rozpisce. mam nadzieję, że podoba wam się to co piszę. Pozdrawiam ;).
- Co Ty tu robisz ? - zdziwiłam się.
- Przyjechałem cię zobaczyć. - powiedział i powoli do mnie podszedł.
- Nawet nie wyobrażaj sobie, że wybaczę Ci to, że nas zostawiłeś. - rzuciłam poddenerwowana.
- Nie przyjechałem tu po wybaczenie, przyjechałem zobaczyć moją córkę. - przerwał.
- Cho, dlaczego mnie nie uprzedziłeś ? - zapytałam zła chłopaka stojącego obok.
- Przepraszam, chciałam żebyś się z nim zobaczyła. - przyznał brunet. Byłam wściekła. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Cho otworzył je, a do środka wszedł Hammond.
*Shus*
Trzasnęłam drzwiami do pokoju i rzuciłam telefon na łóżko.
- Kurwa mać. - zaklęłam, a słowa zawisły w powietrzu.
- Kochanie, co się dzieje ? - zapytał Sehun. - Od kilku godzin chodzisz jakaś poddenerwowana.
- Bo zrobiłam najgłupszą rzecz na ziemii i nie wiem co mam teraz zrobić. - przyznałam wściekła.
- Powiedz co takiego się stało ? - spytał i usiadł na przeciwko mnie.
- Puściłam Norene bez opieki, a teraz nie odbiera telefonu i strasznie się o nią martwię. - klepnęłam się w głowę. Nie zdawał sobie sprawy, że tak mnie to będzie bolało.
- Przecież Norene jest dorosła, więc da sobie radę. - powiedział Sehun. No tak. - pomyślałam. On przecież nie wiedział, że ona nosi w sobie nowe życie.
- Sehun... - zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy. - ...ona nosi pod sercem nowe życie. - gdy tylko wypowiedziałam ostatnie słowo rozpłakałam się. Chciałam ją mieć przy sobie, pomóc jej.
Sehun wpatrywał się we mnie milcząc. W końcu podszedł do mnie i mocno mnie uściskał.
- Trzeba ją znaleźć. - powiedział szybko. Oderwał się ode mnie, ubrał kurtkę i pociągnął za rękę na dół. Ubraliśmy buty i wybiegliśmy na dwór. Nagle stanęłam na schodach i spojrzałam na blondyna, który ze zdziwieniem w oczach odwrócił się w moją stronę.
- Ona nie odbiera telefonu. - rzekłam - Jak my ją znajdziemy ?
- Coś wykombinuję. - powiedział Sehun. - Znajdziemy ją, nie martw się.
*Norene*
Gdy tylko zobaczyłam mojego ojca chrzestnego, uśmiechnęłam się. Richard podszedł do mnie i mocno mnie uściskał.
- Moja najukochańsza chrześnica. - powiedział - Co się stało, dlaczego wróciłaś ?
Spojrzałam na niego i mojego ojca.
- Może chodźmy usiąść. - zaproponował Cho. Widział, że czuję się nieswojo. Usiedliśmy więc w salonie, schowałam ręce pod kolana i spojrzałam na rodzinę siedzącą przede mną.
- Jestem w ciąży. - wydukałam cicho. Mój ojciec wpatrywał się we mnie zdziwiony, a Richard wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
- Jak to w ciąży ? - zapytał nagle ojciec.
- Nie pytaj mnie jak to się stało. - odrzekłam od razu. - Zabezpieczyłam się. - zatrzymałam się na chwilę. - Nie mam pojęcia co poszło nie tak.
Byłam zażenowana tą całą sytuacją.
- A ojciec dziecka? - spytał Richard. Milczałam - Norene, gdzie jest ojciec dziecka ? - powtórzył wujek. Widać było, że bardzo poruszyła go ta wiadomość.
- Uciekł ! - krzyknęłam w końcu. - Po prostu uciekł. - powtórzyłam. Cho położył mi rękę na plecach i zaczął delikatnie muskać je koniuszkami.
- Co za skurwiel. - powiedział wściekły Richard. - Nie martw się Norene, my się Tobą zaopiekujemy.
- Richard, ja chyba wolałabym wrócić do Seoulu. - przyznałam po chwili.
- Nigdzie nie wrócisz. - powiedział kategorycznie ojciec. Widać, że Cho też nie spodobała się ta wiadomość. - Do porodu zostaniesz tutaj, tak będzie lepiej. Powiadomię twoją matkę żeby się nie martwiła.
- A szkoła ? - zapytałam zła.
- Pójdziesz tam z brzuchem ? - zapytał ojciec. - Wykluczone. zostajesz w Polsce do porodu. - zaaferowany wyszedł z domu. Po chwili słychać było, że odjechał. Richard zdążył usiąść i powoli dochodził do siebie.
- Dobrze moja kochana, - zaczął - na razie zostaniesz w Polsce jak mówił Jeremi, a później, jeśli na prawdę dalej będziesz chciała wrócić do Seoulu, pomogę Ci wyjechać. - skończył - A teraz może odpocznij. - ucałował mnie w czoło i wyszedł z domu.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi, że oni tu będą ? - spytałam po raz kolejny Cho i odsunęłam się od niego.
- Przepraszam Norene, nie chciałem zrobić nic złego. - odpowiedział i złapał mnie za rękę. - Nie denerwuj się. - uśmiechnął się delikatnie dotykając mojego brzucha. Poczułam się nieswojo, a zarazem przeszedł mnie miły dreszcz.
Odwzajemniłam jego uśmiech i dotknęłam jego dłoni, która znajdowała się na brzuchu.
- Ja też przepraszam, niepotrzebnie się na Ciebie złoszczę. - przyznałam po chwili. Ucieszył się.
- Odpocznij. - powiedział i zabał mnie do swojej sypialni. Położyłam się i momentalnie zasnęłam.
*Shus*
- Jak to do cholery nigdzie jej nie ma ?! - krzyknęłam. Było już po 4, a my nadal nie mogliśmy jej znaleźć.
- Dzwoniłem do szpitali, nikogo takiego u nich nie było. - przyznał Sehun - Policja powiedziała, że nic nie moga zrobić, bo nie minęło jeszcze 48 godzin. - przerwał - A nawet jeśli minie ustalony czas, nic nie będą w stanie zobić ponieważ Norene jest pełnoletnia.
- Co za cholerne buce. - powiedziałam wściekła.
- Shus, jest 4 w nocy, może ona śpi w domu. - powiedział Sehun. Miałam tylko nadzieję, że tak jest.
- No dobrze, obydwoje jesteśmy zmęczeni. Wróćmy do domu, odpocznijmy i poszukamy jej później. - powiedziałam. Gdy tylko wróciliśmy do domu. Nie wiedzialam jak zmęczona jestem, póki nie wtuliłam się w Sehuna i nie zasnęłam.
[2 miesiące później]
*Shus*
Zaczęła się szkoła, a Norene nadal nie dała znaku życia. Policja nie mogła nic zrobić, a ja chodziłam jak na szpilkach. Sehun ledwo ze mną wytrzymywał, mimo tego nie chciał okazywać mi, że czasem go ranię. Kai 2 miesiące nie wychodził z pokoju, a jeśli już to robił, była noc. Gdy zobaczyłam go dziś w szkole myślałam, że się rozpłaczę. Tak bardzo chciałam pomóc mu i Norene.
*Norene*
Wstałam z łóżka i od razu zeszłam na dół. Przez te dwa miesiące mój brzuch osiągnął już stadium małego arbuza. Mimo tego, że dziecko kojarzyło mi się z Chanyeolem byłam szczęśliwa, że zostanę matką. W kuchni przywitał mnie Cho.
---------------------------------------------------------------------------
ZAPOWIEDZI: moi drodzy, czas podany w zapowiedziach rozdziałów, jest czasem polskim.
Co do godzin rozdziałów, mogą nieco odbiegać od podanych w rozpisce. mam nadzieję, że podoba wam się to co piszę. Pozdrawiam ;).
poniedziałek, 8 lutego 2016
Rozdział 17. - Smakiem życia można nazwać słodkie słówka, słone smutki, delikatny aromat chwil, gorzkie porażki oraz kwaśne miłości i tylko my możemy napisać swój przepis na życie.
*Norene*
Minęła 22, a ja siedziałam w salonie i płakałam. Miałam tylko nadzieję, że Chanyeol w końcu się pojawi, przytuli mnie i powie, że mnie kocha. Załamana weszłam na górę i zaczęłam pakować swoje ubrania w dużą torbę podróżną. Gdy zestawiłam ją na podłogę, z łóżka spadła widocznie zgięta kartka. Podniosłam ją, otworzyłam i zaczęłam czytać: Moja piękna, przepraszam za wszystko. Wiem, że jesteś w ciąży. Mam nadzieję, że kiedyś wybaczysz mi to co zrobiłem. Muszę jednak wyjechać. Przez kilka dni próbowałem zapanować nad moimi uczuciami do Ciebie. Nie czuję tego co czułem gdy cię poznałem. Mam wrażenie, że to było tylko zauroczenie. Przepraszam, że zostawiam cię ze wszystkim samą, ale ja nie dam rady. Wybacz mi, że cię skrzywdziłem. Chanyeol.
Zgniotłam kartkę i rzuciłam ją na podłogę. Chwyciłam torbę i zbiegłam na dół. Wzięłam klucze, zamknęłam drzwi i skierowałam się w stone samochodu. Moją uwagę zwrócił pewien bezdomny. Podeszłam do niego, wręczyłam mu kluczę i wytłumaczyłam, że dom jest opłacony, jest tam jedzenie i bezwarunkowo może tam zamieszkać. Facet nie wiedział co ma zrobić, po chwili podziękował mi za takie gest i dopytał się czy wszystko w porządku. Potwierdziłam, że tak i odeszłam do samochodu. Spakowałam się, ruszyłam do swojego starego domu, wzięłam trochę pieniędzy, a później pojechałam na lotnisko. Szybko podjęłam decyzję. Kupiłam bilet w kasie i usiadłam na ławce. Jak najszybciej chciałam odciąć się od tego co stało się w Seoulu. Poczekałam 2 godziny, przeszłam przez odprawę i w momencie leciałam już do domu.
*Cho*
Niespodziewanie dostałem SMSa. Gdy tylko zobaczyłem, że na wyświetlaczu pojawiło się jej imię w pośpiechu go odczytałem. Nie mogłem uwierzyć, że wraca. Wybiegłem ze szkoły i wsiadłem do samochodu. Miałem przed sobą sporo kilometrów do przejechania. Wyjechałem z miasta i wjechałem na autostradę. Połączyłem się z Jeremym, kiedy odebrał nie wiedziałem co mam mu powiedzieć.
- Norene wraca. - zakomunikowałem krótko.
- Co ? - zdziwił się. - Jak to możliwe ?
- Nie wiem, nie pytaj mnie, będziesz miał okazję z nią porozmawiać jak tylko ja z nią pogadam. - odpowiedziałem. - A teraz muszę kończyć, cześć.
- Cześć. - rozłączył się. Przez myśli przebieło mi dlaczego po roku odezwała się i nagle wracała do Polski. Po kilku godzinach jazdy byłem już niedaleko lotniska. Norene powinna wylądować za 3 godziny, miałem więc czas żeby przemyśleć wszystko o czym jej powiem.
*Norene*
Siedziałam przy oknie i przyglądałam się chmurą. Byłam coraz bliżej mojego ojczystego kraju i ludzi, których zostawiłam wyjeżdżając. Kiedy dostałam wiadomość zwrotną, o nic nie musiałam się już martwić. Była godzina 15:46 kiedy samolot wylądował, a ja wyszłam do poczekalni. Od razu zobaczyłam Cho. Na początku nie wiedziałam co mam zrobić. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się przez łzy. Chłopak odwzajemnił uśmiech i mocno mnie przytulił.
- Tęskniłem. - powiedział cicho. Jego głos mocno drżał. Wtuliłam się w niego.
- Ja też Cho. - z mojej ręki wypadła torba. Cho od razu się po nią schylił.
- Pomogę Ci. - wziął ją i chwycił mnie mocno za rękę. - Chodźmy.
Zaprowadził mnie na parking. Gdy tylko zobaczyłam, że kupił sobie nowego mecsedesa uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że od zawsze podobały mu się ta auta i o takim modelu właśnie marzył. Cieszyłam się, że spełnił swoje marzenia. Wjechaliśmy na autostradę, czekało nas kilka godzin jazdy. Cho od razu chcaił dowiedzieć się o co chodzi.
- Dlaczego wróciłaś ? - zapytał zjeżdżając na krótki przystanek. Gdy tylko ustaliśmy wybiegłam do łazienki. Kolejny raz zrobiło mi się niedobrze, tym razem nie zwymiotowałam. Wyszłam z łazienki i podeszłam do chłopaka, który wręczył mi herbatę i kupne kanapki.
- Norene, mów co się dzieje. - spoważniał - Widzę, że nie jest dobrze.
- Cho, tyle się wydarzyło przez ten rok. - zaczęłam.
- A co jest najistotniejsze ? - zapytał. Odstawiłam wszystko na stolik niedaleko i oparłam się o kant. Cho podszedł do mnie i pogłaskał mnie po ramieniu. - Proszę. - spojrzał mi w oczy.
Nie wytrzymałam. Musiałam powiedzieć w końcu co się dzieje. Miała nadzieję, że on mi pomoże.
- Jestem w ciąży. - przyznałam krótko. Moje oczy zaszły łzami. Wybuchłam - Rozumiesz Cho ?! Będę miała dzidzusia ! - krzyknęłam zapłakana. Zdezorientowany chłopak przebiegł ręką po włosach, złapał mnie za ramiona i spojrzał w oczy.
- Spójrz na mnie. - powiedział. Nie chciałam. Wedziałam, że w jego oczach zobaczę tylko pogardę. - Spójrz. - powtórzył. Mimowolnie skierowąłam wzrok w jego stronę. Jednak to co zobaczyłam w jego oczach było czymś zupełnie innym. - Pomogę Ci. - cisza stała się dokuczliwa dla nas obojga.
- Cho, nie potrzebuję pomocy. - powiedziałam
- Masz rację. - przyznał. Spojrzałam na niego, chłopak na kilka sekund wbił wzrok w płytę chodnikową, kiedy jednak z powrotem zaczął mi się przyglądać delikatnie się uśmiechał - Potrzebujesz mnie. Kogoś kto da Ci szczęście.
Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Chłopak zbliżył się do mnie. Odruchowo cofnęłam się do tyłu i trąciłam ręką plastikowy kubek. Gorąca herbata rozlała się po koniszkach moich palców.
- Cholera. - powiedziałam. Cho odskoczył, a ja zawinęłam rękę w koszulkę.
- Jedźmy już Norene. - powiedział, zabrał jedzenie i wsiadł do samochodu. Ruszyłam za nim, siadając na swoim miejscu. Przez całą drogę milczeliśmy. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce czekała mnie niespodzianka.
-----------------------------------------------------------------------------
Aktualizacja bohaterów - 3 nowe postacie
Przypominam o prawa autorskich obowiązujących na tym blogu i pozdrawiam, założycielka.
Minęła 22, a ja siedziałam w salonie i płakałam. Miałam tylko nadzieję, że Chanyeol w końcu się pojawi, przytuli mnie i powie, że mnie kocha. Załamana weszłam na górę i zaczęłam pakować swoje ubrania w dużą torbę podróżną. Gdy zestawiłam ją na podłogę, z łóżka spadła widocznie zgięta kartka. Podniosłam ją, otworzyłam i zaczęłam czytać: Moja piękna, przepraszam za wszystko. Wiem, że jesteś w ciąży. Mam nadzieję, że kiedyś wybaczysz mi to co zrobiłem. Muszę jednak wyjechać. Przez kilka dni próbowałem zapanować nad moimi uczuciami do Ciebie. Nie czuję tego co czułem gdy cię poznałem. Mam wrażenie, że to było tylko zauroczenie. Przepraszam, że zostawiam cię ze wszystkim samą, ale ja nie dam rady. Wybacz mi, że cię skrzywdziłem. Chanyeol.
Zgniotłam kartkę i rzuciłam ją na podłogę. Chwyciłam torbę i zbiegłam na dół. Wzięłam klucze, zamknęłam drzwi i skierowałam się w stone samochodu. Moją uwagę zwrócił pewien bezdomny. Podeszłam do niego, wręczyłam mu kluczę i wytłumaczyłam, że dom jest opłacony, jest tam jedzenie i bezwarunkowo może tam zamieszkać. Facet nie wiedział co ma zrobić, po chwili podziękował mi za takie gest i dopytał się czy wszystko w porządku. Potwierdziłam, że tak i odeszłam do samochodu. Spakowałam się, ruszyłam do swojego starego domu, wzięłam trochę pieniędzy, a później pojechałam na lotnisko. Szybko podjęłam decyzję. Kupiłam bilet w kasie i usiadłam na ławce. Jak najszybciej chciałam odciąć się od tego co stało się w Seoulu. Poczekałam 2 godziny, przeszłam przez odprawę i w momencie leciałam już do domu.
*Cho*
Niespodziewanie dostałem SMSa. Gdy tylko zobaczyłem, że na wyświetlaczu pojawiło się jej imię w pośpiechu go odczytałem. Nie mogłem uwierzyć, że wraca. Wybiegłem ze szkoły i wsiadłem do samochodu. Miałem przed sobą sporo kilometrów do przejechania. Wyjechałem z miasta i wjechałem na autostradę. Połączyłem się z Jeremym, kiedy odebrał nie wiedziałem co mam mu powiedzieć.
- Norene wraca. - zakomunikowałem krótko.
- Co ? - zdziwił się. - Jak to możliwe ?
- Nie wiem, nie pytaj mnie, będziesz miał okazję z nią porozmawiać jak tylko ja z nią pogadam. - odpowiedziałem. - A teraz muszę kończyć, cześć.
- Cześć. - rozłączył się. Przez myśli przebieło mi dlaczego po roku odezwała się i nagle wracała do Polski. Po kilku godzinach jazdy byłem już niedaleko lotniska. Norene powinna wylądować za 3 godziny, miałem więc czas żeby przemyśleć wszystko o czym jej powiem.
*Norene*
Siedziałam przy oknie i przyglądałam się chmurą. Byłam coraz bliżej mojego ojczystego kraju i ludzi, których zostawiłam wyjeżdżając. Kiedy dostałam wiadomość zwrotną, o nic nie musiałam się już martwić. Była godzina 15:46 kiedy samolot wylądował, a ja wyszłam do poczekalni. Od razu zobaczyłam Cho. Na początku nie wiedziałam co mam zrobić. Podeszłam do niego i uśmiechnęłam się przez łzy. Chłopak odwzajemnił uśmiech i mocno mnie przytulił.
- Tęskniłem. - powiedział cicho. Jego głos mocno drżał. Wtuliłam się w niego.
- Ja też Cho. - z mojej ręki wypadła torba. Cho od razu się po nią schylił.
- Pomogę Ci. - wziął ją i chwycił mnie mocno za rękę. - Chodźmy.
Zaprowadził mnie na parking. Gdy tylko zobaczyłam, że kupił sobie nowego mecsedesa uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że od zawsze podobały mu się ta auta i o takim modelu właśnie marzył. Cieszyłam się, że spełnił swoje marzenia. Wjechaliśmy na autostradę, czekało nas kilka godzin jazdy. Cho od razu chcaił dowiedzieć się o co chodzi.
- Dlaczego wróciłaś ? - zapytał zjeżdżając na krótki przystanek. Gdy tylko ustaliśmy wybiegłam do łazienki. Kolejny raz zrobiło mi się niedobrze, tym razem nie zwymiotowałam. Wyszłam z łazienki i podeszłam do chłopaka, który wręczył mi herbatę i kupne kanapki.
- Norene, mów co się dzieje. - spoważniał - Widzę, że nie jest dobrze.
- Cho, tyle się wydarzyło przez ten rok. - zaczęłam.
- A co jest najistotniejsze ? - zapytał. Odstawiłam wszystko na stolik niedaleko i oparłam się o kant. Cho podszedł do mnie i pogłaskał mnie po ramieniu. - Proszę. - spojrzał mi w oczy.
Nie wytrzymałam. Musiałam powiedzieć w końcu co się dzieje. Miała nadzieję, że on mi pomoże.
- Jestem w ciąży. - przyznałam krótko. Moje oczy zaszły łzami. Wybuchłam - Rozumiesz Cho ?! Będę miała dzidzusia ! - krzyknęłam zapłakana. Zdezorientowany chłopak przebiegł ręką po włosach, złapał mnie za ramiona i spojrzał w oczy.
- Spójrz na mnie. - powiedział. Nie chciałam. Wedziałam, że w jego oczach zobaczę tylko pogardę. - Spójrz. - powtórzył. Mimowolnie skierowąłam wzrok w jego stronę. Jednak to co zobaczyłam w jego oczach było czymś zupełnie innym. - Pomogę Ci. - cisza stała się dokuczliwa dla nas obojga.
- Cho, nie potrzebuję pomocy. - powiedziałam
- Masz rację. - przyznał. Spojrzałam na niego, chłopak na kilka sekund wbił wzrok w płytę chodnikową, kiedy jednak z powrotem zaczął mi się przyglądać delikatnie się uśmiechał - Potrzebujesz mnie. Kogoś kto da Ci szczęście.
Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Chłopak zbliżył się do mnie. Odruchowo cofnęłam się do tyłu i trąciłam ręką plastikowy kubek. Gorąca herbata rozlała się po koniszkach moich palców.
- Cholera. - powiedziałam. Cho odskoczył, a ja zawinęłam rękę w koszulkę.
- Jedźmy już Norene. - powiedział, zabrał jedzenie i wsiadł do samochodu. Ruszyłam za nim, siadając na swoim miejscu. Przez całą drogę milczeliśmy. Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce czekała mnie niespodzianka.
-----------------------------------------------------------------------------
Aktualizacja bohaterów - 3 nowe postacie
Przypominam o prawa autorskich obowiązujących na tym blogu i pozdrawiam, założycielka.
niedziela, 7 lutego 2016
Rozdział 16. - Wyjdźmy sobie na przeciw, skrócimy drogę a i życia jeszcze trochę nam zostanie.
Nerwowo odłożyłam test na kanapę i zakryłam twarz dłońmi. Nie mogłam sobie tego wszystkiego wyobrazić. Norene wpatrzyła się w podłogę.
- Chodź, porozmawiamy na górze. - złapałam ją na nadgarstek i zaciągnęłam do pokoju Sehuna. Siostra opadła na fotel, a ja na łóżko. - Możesz powiedzieć jak to się stało ? - spytałam. miałam nadzieję, że to jakiś błąd, że to nie dzieje się na prawdę.
- Ja nie wiem. - odpowiedziała Norene - W dzień imprezy pojechałam z Channim do jego domu.
- Przespaliście się ze sobą ? - zapytałam. Norene milczała. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
*Kai*
Wyszedłem z pokoju i pierwsze co usłyszałem to kłótnię z pokoju Sehuna. Mimo tego zszedłem na dół. Na ekranie telewizora puszczali już powtórkę popularnej dramy. Pomyślałem, że usiądę i w końcu coś obejrzę. Wskoczyłem na kanapę, a do moich uszu dobiegł dźwięk pękającego plastiku. Podniosłem się i wziąłem do rąk mały, plastikowy przedmiot z widocznym pęknięciem. Zakląłem w myślach i odwróciłem go. Po chwili wpatrywania się w dwie różowe kreski domyśliłem się, że to test ciążowy. Rozejrzałem się po salonie i zacząłem zastanawiać do kogo może należeć. Usłyszałem trzaśnięcie na górze i szybkie kroki na dół. Podniosłem głowę na osobę, która zbiegła na dół. Z początku nie mogłem rozpoznać dziewczyny przede mną, po chwili wpatrywania się w jej piękne oczy, wiedziałem.
Stała przede mną z rozpiętą kurtką i poczerwieniałymi oczami od płaczu. Jej czerwone policzki wskazywały na to, że jest jej gorąco, a worki pod oczami na to, że mało śpi. Staliśmy bez ruchu wpatrując się w siebie nawzajem. Dopiero po kilku sekundach dziewczyna zwiesiła wzrok, a ja zauważyłem, że strasznie schudła. Ścisnąłem mocniej rękę. Charakterystyczne chrupnięcie. Norene skierowała wzrok na moją rękę i powoli wsunęła rękę do kieszeni kurtki. Widziałem jak czegoś szuka i staje się niespokojna. W końcu wszystkie fakty złożyły się w jedno. Podszedłem bliżej niej.
- To on Ci to zrobił ? - zapytałem cicho, wyciągając w jej stronę rękę z połamanym testem. Norene szybko zabrała test i schowała go do kieszeni. Chciała odejść. Chwyciłem ją za nadgarstek. Spojrzała gniewnie w moją stronę. Poczułem mocny ucisk w sercu i puściłem jej rękę. Kiedy zamknęła za sobą drzwi nie wiedziałem co mam robić. W przypływie złości wbiegłem na górę i kopnąłem w drzwi od swojego pokoju. Nie wiedziałem, że z taką łatwością da się wyłamać zamek. Trzasnąłem drzwiami, które odbiły się od wyrwanego metalu i opadłem na łóżko. Nie chciałem wiedzieć co będzie dalej.
*Shus*
Minęła godzina, a ja z każdą minutą zdawałam sobie sprawę z tego, że za ostro potraktowałam moją siostrę. Coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że ona nie była temu winna, on też nie. Może i nie przepadałam za Chanyeolem, ale czułam, że to nie jest jego wina. Suka z ciebie Shus. - pomyślałam. Wygoniłam własną siostrę. Wzięłam telefon i wykręciłam jej numer. Po kilku sygnałach odpowiedziała mi poczta głosowa. Zadzwoniłam do niej jeszcze kilka razy i zbiegłam na dół. Sehun siedział w salonie i razem z D.O. oglądał jakąś kreskówkę. Usiadłam obok blondyna łapiąc go za rękę. Nagle na dole pojawił się Kai. Kiedy tylko spojrzałam na jego twarz wiedziałam, że jest gorzej.
- Shus, możemy pogadać ? - zapytał. Ledwo usłyszałam co mówi.
- Tak. - odpowiedziałam i poszłam za Kaiem do jego pokoju. Kiedy zauważyłam wyłamany zamek spodziewałam się najgorszego.
- Usiądź. - powiedział wskazując kanapę przy oknie. Sam chwilę pokręcił się po pokoju i usiadł naprzeciwko mnie. Był zakłopotany. - Widziałem się dziś z Norene.
Tak jak myślałam. - powiedziałam w środku.
- A stało się coś ? - zapytałam. Chwilę czekałam na odpowiedź, która zwaliła mnie z nóg. Nie tego oczekiwałam.
- Wiem, że jest w ciąży. - powiedział i uderzył pięścią w stolik. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. - Rozumiesz Shus, ona jest w ciąży. - wydukał zły, a po jego policzkach spłyneło kilka łez. W ciągu kilku sekund łzy zamieniły się w małe stróżki spływające na jego dłonie.
- Boże, Kai, skąd o tym wiesz ? - zapytałam. Patrzył na mnie i płakał.
- Znalazłem ten cholerny test na dole. - powiedział. Wiedziałam, że się załamał.
- To jeszcze nic nie znaczy. - przyznałam.
- Shus, właśnie potwierdziłaś to, że ona jest w ciąży, rozumiesz ?
Miał rację, sama zareagowałam tak jak chciał.
- Przykro mi Kai. - wstałam z kanapy - Sama nie wiem co mam robić. Musze się nią zaopiekować. - przerwałam - Przepraszam, ale nie pomogę Ci, bo sama nie mogę dać sobie z tym rady. Ale proszę cię tylko o jedno. Nikomu o tym nie mów i spróbuj się uspokoić. Mam nadzieję, że to pomoże. - wyszłam z jego pokoju i pobiegłam prosto na dół. Usiadłam obok Sehuna, który czule mnie objął i pogrążyłam się w myślach.
*Norene*
Wróciłam do domu. Minęła godzina 16 więc miałam nadzieję, że Channie będzie już w domu. Gdy tylko przeszukałam wszystkie pomieszczenia zdałam sobie sprawę, że jego rzeczy zniknęły. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i drżącą ręką wpisałam jego numer. Automatycznie zostałam rozłączona. Gdy tylko wybierałam zieloną słuchawkę, za każdym razem połączenie zostało zrywane. Rozpłakałam się. Bałam się, że znów go stracę. Kolejny raz połączenie zostało zerwane. Nie wytrzymałam, rzuciłam telefonem o podłogę.
*Chanyeol*
Gdy tylko odczytałem SMSa spakowałem się i wyszedłem z domu. Nie mogłem uwierzyć, że ona na prawdę jest w ciąży. Bałem się odpowiedzialności, która mnie czeka. Jednak nie tylko to mnie dołowało. Przez te kilka dni uświadomiłem sobie, że nie kocham Norene tak bardzo jak mi się zdawało. Nie chcą ranić jej jeszcze bardziej postanowiłem wyjechać tak jak poprzednim razem. Postanowiłem jednak, że zostawię jej list, w którym wszystko tłumaczę. Byłem durniem, że zostawiłem ją z tym wszystkim sam, ale później byłoby jeszcze gorzej, a ja tego nie chciałem. Może jednak zależało mi na niej bardziej niż się spodziewałem.
- Chodź, porozmawiamy na górze. - złapałam ją na nadgarstek i zaciągnęłam do pokoju Sehuna. Siostra opadła na fotel, a ja na łóżko. - Możesz powiedzieć jak to się stało ? - spytałam. miałam nadzieję, że to jakiś błąd, że to nie dzieje się na prawdę.
- Ja nie wiem. - odpowiedziała Norene - W dzień imprezy pojechałam z Channim do jego domu.
- Przespaliście się ze sobą ? - zapytałam. Norene milczała. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
*Kai*
Wyszedłem z pokoju i pierwsze co usłyszałem to kłótnię z pokoju Sehuna. Mimo tego zszedłem na dół. Na ekranie telewizora puszczali już powtórkę popularnej dramy. Pomyślałem, że usiądę i w końcu coś obejrzę. Wskoczyłem na kanapę, a do moich uszu dobiegł dźwięk pękającego plastiku. Podniosłem się i wziąłem do rąk mały, plastikowy przedmiot z widocznym pęknięciem. Zakląłem w myślach i odwróciłem go. Po chwili wpatrywania się w dwie różowe kreski domyśliłem się, że to test ciążowy. Rozejrzałem się po salonie i zacząłem zastanawiać do kogo może należeć. Usłyszałem trzaśnięcie na górze i szybkie kroki na dół. Podniosłem głowę na osobę, która zbiegła na dół. Z początku nie mogłem rozpoznać dziewczyny przede mną, po chwili wpatrywania się w jej piękne oczy, wiedziałem.
Stała przede mną z rozpiętą kurtką i poczerwieniałymi oczami od płaczu. Jej czerwone policzki wskazywały na to, że jest jej gorąco, a worki pod oczami na to, że mało śpi. Staliśmy bez ruchu wpatrując się w siebie nawzajem. Dopiero po kilku sekundach dziewczyna zwiesiła wzrok, a ja zauważyłem, że strasznie schudła. Ścisnąłem mocniej rękę. Charakterystyczne chrupnięcie. Norene skierowała wzrok na moją rękę i powoli wsunęła rękę do kieszeni kurtki. Widziałem jak czegoś szuka i staje się niespokojna. W końcu wszystkie fakty złożyły się w jedno. Podszedłem bliżej niej.
- To on Ci to zrobił ? - zapytałem cicho, wyciągając w jej stronę rękę z połamanym testem. Norene szybko zabrała test i schowała go do kieszeni. Chciała odejść. Chwyciłem ją za nadgarstek. Spojrzała gniewnie w moją stronę. Poczułem mocny ucisk w sercu i puściłem jej rękę. Kiedy zamknęła za sobą drzwi nie wiedziałem co mam robić. W przypływie złości wbiegłem na górę i kopnąłem w drzwi od swojego pokoju. Nie wiedziałem, że z taką łatwością da się wyłamać zamek. Trzasnąłem drzwiami, które odbiły się od wyrwanego metalu i opadłem na łóżko. Nie chciałem wiedzieć co będzie dalej.
*Shus*
Minęła godzina, a ja z każdą minutą zdawałam sobie sprawę z tego, że za ostro potraktowałam moją siostrę. Coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że ona nie była temu winna, on też nie. Może i nie przepadałam za Chanyeolem, ale czułam, że to nie jest jego wina. Suka z ciebie Shus. - pomyślałam. Wygoniłam własną siostrę. Wzięłam telefon i wykręciłam jej numer. Po kilku sygnałach odpowiedziała mi poczta głosowa. Zadzwoniłam do niej jeszcze kilka razy i zbiegłam na dół. Sehun siedział w salonie i razem z D.O. oglądał jakąś kreskówkę. Usiadłam obok blondyna łapiąc go za rękę. Nagle na dole pojawił się Kai. Kiedy tylko spojrzałam na jego twarz wiedziałam, że jest gorzej.
- Shus, możemy pogadać ? - zapytał. Ledwo usłyszałam co mówi.
- Tak. - odpowiedziałam i poszłam za Kaiem do jego pokoju. Kiedy zauważyłam wyłamany zamek spodziewałam się najgorszego.
- Usiądź. - powiedział wskazując kanapę przy oknie. Sam chwilę pokręcił się po pokoju i usiadł naprzeciwko mnie. Był zakłopotany. - Widziałem się dziś z Norene.
Tak jak myślałam. - powiedziałam w środku.
- A stało się coś ? - zapytałam. Chwilę czekałam na odpowiedź, która zwaliła mnie z nóg. Nie tego oczekiwałam.
- Wiem, że jest w ciąży. - powiedział i uderzył pięścią w stolik. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach. - Rozumiesz Shus, ona jest w ciąży. - wydukał zły, a po jego policzkach spłyneło kilka łez. W ciągu kilku sekund łzy zamieniły się w małe stróżki spływające na jego dłonie.
- Boże, Kai, skąd o tym wiesz ? - zapytałam. Patrzył na mnie i płakał.
- Znalazłem ten cholerny test na dole. - powiedział. Wiedziałam, że się załamał.
- To jeszcze nic nie znaczy. - przyznałam.
- Shus, właśnie potwierdziłaś to, że ona jest w ciąży, rozumiesz ?
Miał rację, sama zareagowałam tak jak chciał.
- Przykro mi Kai. - wstałam z kanapy - Sama nie wiem co mam robić. Musze się nią zaopiekować. - przerwałam - Przepraszam, ale nie pomogę Ci, bo sama nie mogę dać sobie z tym rady. Ale proszę cię tylko o jedno. Nikomu o tym nie mów i spróbuj się uspokoić. Mam nadzieję, że to pomoże. - wyszłam z jego pokoju i pobiegłam prosto na dół. Usiadłam obok Sehuna, który czule mnie objął i pogrążyłam się w myślach.
*Norene*
Wróciłam do domu. Minęła godzina 16 więc miałam nadzieję, że Channie będzie już w domu. Gdy tylko przeszukałam wszystkie pomieszczenia zdałam sobie sprawę, że jego rzeczy zniknęły. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i drżącą ręką wpisałam jego numer. Automatycznie zostałam rozłączona. Gdy tylko wybierałam zieloną słuchawkę, za każdym razem połączenie zostało zrywane. Rozpłakałam się. Bałam się, że znów go stracę. Kolejny raz połączenie zostało zerwane. Nie wytrzymałam, rzuciłam telefonem o podłogę.
*Chanyeol*
Gdy tylko odczytałem SMSa spakowałem się i wyszedłem z domu. Nie mogłem uwierzyć, że ona na prawdę jest w ciąży. Bałem się odpowiedzialności, która mnie czeka. Jednak nie tylko to mnie dołowało. Przez te kilka dni uświadomiłem sobie, że nie kocham Norene tak bardzo jak mi się zdawało. Nie chcą ranić jej jeszcze bardziej postanowiłem wyjechać tak jak poprzednim razem. Postanowiłem jednak, że zostawię jej list, w którym wszystko tłumaczę. Byłem durniem, że zostawiłem ją z tym wszystkim sam, ale później byłoby jeszcze gorzej, a ja tego nie chciałem. Może jednak zależało mi na niej bardziej niż się spodziewałem.
sobota, 6 lutego 2016
Rozdział 15. - Czasami jedna krótka chwila, w której coś się wydarzy, może zmienić nasze życie raz na zawsze.
[noc]
*Norene*
Kolejny raz wstałam z łóżka i pognałam do łazienki. Zwiesiłam głowę nad sedesem i zwymiotowałam. Jedyne o czym myślałam, to to żeby nie obudzić Chanyeola. Wytarłam usta i spłukałam zawartość. Usiadłam na klapę i drżącą ręką przekręciłam kurek od zimnej wody. Wzięłam wacik, namoczyłam go i przetarłam twarz. Zakręciłam wodę i spojrzałam na kalendarz na ścianie. Mały dodatek dawał łazience bardziej przyjazny wygląd. Spojrzałam na datę: 4 lipiec.
Przeliczyłam szybko dni i wpadłam w panikę. Na wszelki wypadek przeliczyłam wszystko jeszcze raz. Okres spóźniał mi się już ponad 10 dni. Dziwiłam się i bałam zarazem. Odkąd zaczęłam miesiączkować, mój okres był regularny, nigdy nie zdarzyło się, żeby było inaczej. Przeleciałam myślami wstecz. Impreza na koniec roku szkolnego...zamarłam. Boże, przecież kochałam się z Chanyeolem. - pomyślałam. Moje serce zabiło mocniej. Wydawało mi się, że miał prezerwatywę, ale pewności nie mogłam mieć. Byłam wtedy pijana i ledwo pamiętałam co się wtedy zdarzyło. Wstałam z klapy i stanęłam przed starym lustrem, które było ustawione w rogu. Niepewnie podniosłam koszulkę, stając bokiem do tafli lustra. Rozpłakałam się.
- Nie panikuj, nie panikuj. - powtarzałam cicho do siebie ocierając łzy z moich policzków. Po godzinie chodzenia po łazience zdecydowałam, że czas iść do lekarza.
*Chanyeol*
Kolejny raz poszła do łazienki, a ja zastanawiałem się co robi. Kiedy tylko usłyszałem, że zaczęła płakać wstałem z łóżka i podszedłem do drzwi od łazienki. W środku dało usłyszeć się jej kroki. Miałem dość tego ukrywania, tych wszystkich tajemnic. Wcisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Norene siedziała na podłodze. Spojrzała na mnie, delikatnie się uśmiechając.
- Co się dzieje ? - zapytałem. - Zaczynam poważnie się o Ciebie martwić.
- Nic. - odpowiedziała. Usiadłem przy niej i złapałem jej zimną dłoń.
- Przecież widzę. Norene, wyglądasz coraz gorzej, schudłaś i nie wychodzisz praktycznie z łóżka. - zatrzymałem się. - Powiedz mi co się dzieje.
- Channie, wszystko w porządku. - skłamała.
- Norene. - powiedziałem poddenerwowany. Wiedziałem, że kłamie.
- Zaraziłam się grypą żołądkową. - powiedziała. Może nie byłem lekarzem i nie znałem się na objawach za dobrze, ale wszystko wskazywało, że jednak ma rację. Uwierzyłem jej, bo dlaczego nie miałem tego zrobić. Podniosłem ją z podłogi i zaniosłem do łóżka. Prosiła, żebym ją głaskał po głowie i plecach, tak więc zrobiłem. Gdy tylko zasnęła moja ręka zjechała na pośladki, a później na brzuch. Zjechałem palcami poniżej pępka. Moja ręka zadrżała, odkryłem więc Norene i podgiąłem jej koszulkę. Przyjrzałem się dokładniej jej brzuchowi. Przez moje myśli przebiegło tylko jedno. To niemożliwe. - pomyślałem. Przykryłem ją i mocno przytuliłem. Przez resztę nocy ta myśl nie dawała mi spokoju. To nie mogło być możliwe, miałem nadzieję, że nie było.
*Norene*
Pośpiesznie wybiegłam z apteki i pojechałam do domu. Nie zdejmując butów pobiegłam do łazienki i wyjęłam test z kieszeni. Rozpakowałam go i zrobiłam według instrukcji na opakowaniu. Odczekałam 10 minut, wyciągnęłam rękę po test, kiedy odezwała się moja komórka. Pobiegłam po telefon i pośpiesznie odebrałam go.
- Norene, może w końcu się zobaczymy, co ? - zapytał damski głos po drugiej stronie.
- Shus, może później. - odpowiedziałam - A gdzie jesteś ?
- W dormie. - odrzekła. - Przyjedź jeśli chcesz.
- Zobaczymy. - odpowiedziałam - Zadzwonię później, pa. - rzuciłam i rozłączyłam rozmowę. Spojrzałam w stronę otwartych drzwi do łazienki. Bałam się tam wrócić. Mimo strachu poszłam tam, zamknęłam oczy i wzięłam test do rąk. Gdy tylko moje oczy zobaczyły wynik, test upadł mi na podłogę. Podniosłam go i włożyłam do kieszeni. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę miasta.
*Shus*
Gdy tylko Norene rozłączyła rozmowę znów przytłoczyło mnie to, że tak dawno jej nie widziałam. Zeszłam na dół, kierując się do salonu. Usiadłam na kanapę i włączyłam telewizor. Popołudniowa audycja jakiegoś teleturnieju bardzo mnie zdziwiła. O tej porze puszczali przeważnie powtórki koreańskich dram.
*Sehun*
Stałem przy kuchni kiedy usłyszałem, że ktoś podjeżdża pod dorme. Spojrzałem przez okno. Od razu poznałem samochód. Wysiadła z niego Norene. Wyglądała na strasznie zmęczoną i przygnębioną. Zaczęła iść w stronę drzwi. Umyłem ręce i zanim zdążyła wcisnąć dzwonek, otworzyłem drzwi. Widziałem jej zdziwienie w oczach.
- Cześć. - powiedziała cicho i lekko się uśmiechnęła. Nie była tą dziewczyną, którą zapamiętałem.
- Hej Norene, wejdź. - powiedziałem biorąc ją pod rękę i wprowadzając do środka.
- Shus mówiła, że tu będzie. - przyznała.
- Jest. - powiedziałem - Rene, nie chciałbym się wtrącać, ale wszystko w porządku ?
Spojrzała na mnie niepewnie. W jej oczach odbijał się smutek, zdezorientowanie i strach. Milczała. Widać było, że myśli co mi powiedzieć.
- Tak. - odpowiedziała krótko. Nie chciałem jej zmuszać do odpowiedzi więc poszedłem po Shus.
*Shus*
Teleturniej tak mnie wciągnął, że nie zauważyłam kiedy Sehun zaczął trącać mnie w ramie.
- Shus. - powtarzał. Spojrzałam na niego. W korytarzu zobaczyłam kurtkę Norene. - Norene przyjechała.
Wstałam pośpiesznie z kanapy i zaciągnęłam Norene do salonu. Usiadła, a ja przyjrzałam się jej dokładniej.
- Matko Norene, co się stało ? - zapytałam widząc w jakim stanie znajduje się moja siostra. On spojrzała tylko na Sehuna, który jej się przyglądał.
- Trzymaj się. - powiedział i wyszedł ze salonu. W końcu zostałyśmy same.
- Masz. - wydukała tylko i sięgnęła coś z kieszeni kurtki. W jej ręce dostrzegłam biały plastikowy przedmiot.
- Co to ? - spytałam. Norene położyła przedmiot na stoliku i przysunęła do mnie. Zabrałam go szybko i obróciłam.
*Norene*
Kolejny raz wstałam z łóżka i pognałam do łazienki. Zwiesiłam głowę nad sedesem i zwymiotowałam. Jedyne o czym myślałam, to to żeby nie obudzić Chanyeola. Wytarłam usta i spłukałam zawartość. Usiadłam na klapę i drżącą ręką przekręciłam kurek od zimnej wody. Wzięłam wacik, namoczyłam go i przetarłam twarz. Zakręciłam wodę i spojrzałam na kalendarz na ścianie. Mały dodatek dawał łazience bardziej przyjazny wygląd. Spojrzałam na datę: 4 lipiec.
Przeliczyłam szybko dni i wpadłam w panikę. Na wszelki wypadek przeliczyłam wszystko jeszcze raz. Okres spóźniał mi się już ponad 10 dni. Dziwiłam się i bałam zarazem. Odkąd zaczęłam miesiączkować, mój okres był regularny, nigdy nie zdarzyło się, żeby było inaczej. Przeleciałam myślami wstecz. Impreza na koniec roku szkolnego...zamarłam. Boże, przecież kochałam się z Chanyeolem. - pomyślałam. Moje serce zabiło mocniej. Wydawało mi się, że miał prezerwatywę, ale pewności nie mogłam mieć. Byłam wtedy pijana i ledwo pamiętałam co się wtedy zdarzyło. Wstałam z klapy i stanęłam przed starym lustrem, które było ustawione w rogu. Niepewnie podniosłam koszulkę, stając bokiem do tafli lustra. Rozpłakałam się.
- Nie panikuj, nie panikuj. - powtarzałam cicho do siebie ocierając łzy z moich policzków. Po godzinie chodzenia po łazience zdecydowałam, że czas iść do lekarza.
*Chanyeol*
Kolejny raz poszła do łazienki, a ja zastanawiałem się co robi. Kiedy tylko usłyszałem, że zaczęła płakać wstałem z łóżka i podszedłem do drzwi od łazienki. W środku dało usłyszeć się jej kroki. Miałem dość tego ukrywania, tych wszystkich tajemnic. Wcisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Norene siedziała na podłodze. Spojrzała na mnie, delikatnie się uśmiechając.
- Co się dzieje ? - zapytałem. - Zaczynam poważnie się o Ciebie martwić.
- Nic. - odpowiedziała. Usiadłem przy niej i złapałem jej zimną dłoń.
- Przecież widzę. Norene, wyglądasz coraz gorzej, schudłaś i nie wychodzisz praktycznie z łóżka. - zatrzymałem się. - Powiedz mi co się dzieje.
- Channie, wszystko w porządku. - skłamała.
- Norene. - powiedziałem poddenerwowany. Wiedziałem, że kłamie.
- Zaraziłam się grypą żołądkową. - powiedziała. Może nie byłem lekarzem i nie znałem się na objawach za dobrze, ale wszystko wskazywało, że jednak ma rację. Uwierzyłem jej, bo dlaczego nie miałem tego zrobić. Podniosłem ją z podłogi i zaniosłem do łóżka. Prosiła, żebym ją głaskał po głowie i plecach, tak więc zrobiłem. Gdy tylko zasnęła moja ręka zjechała na pośladki, a później na brzuch. Zjechałem palcami poniżej pępka. Moja ręka zadrżała, odkryłem więc Norene i podgiąłem jej koszulkę. Przyjrzałem się dokładniej jej brzuchowi. Przez moje myśli przebiegło tylko jedno. To niemożliwe. - pomyślałem. Przykryłem ją i mocno przytuliłem. Przez resztę nocy ta myśl nie dawała mi spokoju. To nie mogło być możliwe, miałem nadzieję, że nie było.
*Norene*
Pośpiesznie wybiegłam z apteki i pojechałam do domu. Nie zdejmując butów pobiegłam do łazienki i wyjęłam test z kieszeni. Rozpakowałam go i zrobiłam według instrukcji na opakowaniu. Odczekałam 10 minut, wyciągnęłam rękę po test, kiedy odezwała się moja komórka. Pobiegłam po telefon i pośpiesznie odebrałam go.
- Norene, może w końcu się zobaczymy, co ? - zapytał damski głos po drugiej stronie.
- Shus, może później. - odpowiedziałam - A gdzie jesteś ?
- W dormie. - odrzekła. - Przyjedź jeśli chcesz.
- Zobaczymy. - odpowiedziałam - Zadzwonię później, pa. - rzuciłam i rozłączyłam rozmowę. Spojrzałam w stronę otwartych drzwi do łazienki. Bałam się tam wrócić. Mimo strachu poszłam tam, zamknęłam oczy i wzięłam test do rąk. Gdy tylko moje oczy zobaczyły wynik, test upadł mi na podłogę. Podniosłam go i włożyłam do kieszeni. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę miasta.
*Shus*
Gdy tylko Norene rozłączyła rozmowę znów przytłoczyło mnie to, że tak dawno jej nie widziałam. Zeszłam na dół, kierując się do salonu. Usiadłam na kanapę i włączyłam telewizor. Popołudniowa audycja jakiegoś teleturnieju bardzo mnie zdziwiła. O tej porze puszczali przeważnie powtórki koreańskich dram.
*Sehun*
Stałem przy kuchni kiedy usłyszałem, że ktoś podjeżdża pod dorme. Spojrzałem przez okno. Od razu poznałem samochód. Wysiadła z niego Norene. Wyglądała na strasznie zmęczoną i przygnębioną. Zaczęła iść w stronę drzwi. Umyłem ręce i zanim zdążyła wcisnąć dzwonek, otworzyłem drzwi. Widziałem jej zdziwienie w oczach.
- Cześć. - powiedziała cicho i lekko się uśmiechnęła. Nie była tą dziewczyną, którą zapamiętałem.
- Hej Norene, wejdź. - powiedziałem biorąc ją pod rękę i wprowadzając do środka.
- Shus mówiła, że tu będzie. - przyznała.
- Jest. - powiedziałem - Rene, nie chciałbym się wtrącać, ale wszystko w porządku ?
Spojrzała na mnie niepewnie. W jej oczach odbijał się smutek, zdezorientowanie i strach. Milczała. Widać było, że myśli co mi powiedzieć.
- Tak. - odpowiedziała krótko. Nie chciałem jej zmuszać do odpowiedzi więc poszedłem po Shus.
*Shus*
Teleturniej tak mnie wciągnął, że nie zauważyłam kiedy Sehun zaczął trącać mnie w ramie.
- Shus. - powtarzał. Spojrzałam na niego. W korytarzu zobaczyłam kurtkę Norene. - Norene przyjechała.
Wstałam pośpiesznie z kanapy i zaciągnęłam Norene do salonu. Usiadła, a ja przyjrzałam się jej dokładniej.
- Matko Norene, co się stało ? - zapytałam widząc w jakim stanie znajduje się moja siostra. On spojrzała tylko na Sehuna, który jej się przyglądał.
- Trzymaj się. - powiedział i wyszedł ze salonu. W końcu zostałyśmy same.
- Masz. - wydukała tylko i sięgnęła coś z kieszeni kurtki. W jej ręce dostrzegłam biały plastikowy przedmiot.
- Co to ? - spytałam. Norene położyła przedmiot na stoliku i przysunęła do mnie. Zabrałam go szybko i obróciłam.
piątek, 5 lutego 2016
Rozdział 14. - Jesteśmy tylko milionem zdarzeń, które kumulują się w jednej osobie.
Gdy tylko usłyszałem to imię moje ciało przeszedł dreszcz. Pomimo tego uczucia, które włożyłem w związek z nią, nie chciałem jej więcej znać, widzieć. Dla mnie umarła już na zawsze.
Spojrzałem na Sehuna i Shus w salonie.
- Cześć Kai. - powiedziała Shus.
- Hej. - odpowiedziałem. Widziała, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać, pomimo tego, zaczęła rozmowę.
- Wiesz, chyba musimy porozmawiać.
- To ja was samych zostawię. - burknął Sehun. Dał jej buziaka w czoło i wszedł na górę.
- Chodź, usiądź. - spojrzała na fotel. Usiadłem, a mój wzrok powędrował na jej osobę. Widać było, że przejmuje się tym jak wyglądam. - Pewnie domyślasz się o czym chciałabym z Tobą porozmawiać, prawda?
Wiedziałem. Przecież to było wiadome, odkąd odezwała tą swoją piękną buźkę.
- Tak. - odrzekłem. Shus skrzywiła się. Miałem nadzieję, że zniechęcę ją i przestanie mnie dręczyć.
- Ona się gubi. - zaczęła - Ja wiem, że Ci ciężko i domyślam się, że nie masz ochoty jej widzieć i znać, na twoim miejscu zrobiłabym to samo, ale musisz zrozumieć to, że ona nie jest w pełni świadoma co robi.
Wpatrywałem się w nią i słuchałem co mówi. Może i miała rację, a może i nie. W jednym przyznałem jej rację, dziewczyna nie wiedziała co robi, pogubiła się, ale ja nie chciałem wybaczyć jej tego, że zakochała się w Chanyeolu.
- Tak ? - spytałem - Wiesz Shus, jakoś nie mam ochoty rozmawiać o twojej siostrzyczce. - zezłościłem się. Dziewczyna spojrzała na mnie spod byka.
- Kai, ja wiem, że ona cię skrzywdziła. - przyznała
- Więc czego jeszcze chcesz ? - krzyknąłem na nią. Brunetka skwasiła się. - Nie chcę mieć z nią nic wspólnego, rozumiesz ?! - krzyknąłem jej przed twarzą. Poczułem rękę na torsie, która mnie odciąga.
- Kai, przeginasz. - powiedział zdecydowanie Sehun. Chłopak schylił się nad Shus i zapytał czy wszystko z nią w porządku. Kiedy tylko potwierdziła, że wszystko jest ok, on ją przytulił. Patrzyłem na nich z ciężkim sercem. Odkręciłem się na pięcie i poszedłem do siebie. Gdy tylko drzwi z trzaskiem zamknęły się za moimi plecami, zamachnąłem się i z całej siły strąciłem wszystkie przedmioty z komody. Wszystko z hukiem wylądowało na podłodze.
Gdy tylko spojrzałem na szkło przede mną, natychmiast znalazłem się na podłodze. Ze łzami w oczach zacząłem sprzątać cały bałagan, który powstał z pomocą mojej ręki. Odwróciłem ramkę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Przejechałem palcami po jej włosach, które głaskałem. Ustach, które uwielbiałem całować i oczach, w których widziałem moją przyszłość. Jednym pociągnięciem dłoni przerwałem zdjęcie i rzuciłem je na podłogę. Załamałem się. Nie byłem już szczęśliwy.
*Sehun*
Gdy tylko wróciliśmy ze spaceru Shus zaczęła przygotowywać kolację. Godzinę później wszystko zniknęło ze stołu, więc zacząłem myć naczynia.
- Zostaw, ja to zrobię. - powiedziała Shus i szturchnęła mnie w ramię.
- Nie kochanie. - odpowiedziałem. - Idź na górę, odpocznij, ja zaraz przyjdę do Ciebie.
Zgodziła się. Wiedziała, że i tak ze mną nie wygra, więc wolała się poddać i oszczędzić sobie gadania z mojej strony. Potulnie poszła na górę, a ja pozmywałem. Zgasiłem główne światło w kuchni i wszedłem po schodach na górę. Otworzyłem drzwi do mojego pokoju i pierwsze co poczułem był zapach lawendy, który unosił się w powietrzu. Pomyślałem, że Shus znów używała perfum, które dostała od Norene. Zamknąłem drzwi, a z łazienki wyszła Shus. Zdążyła przebrać się w pidżamę. Spojrzałem na jej zgrabne nogi i uśmiechniętą twarz.
- No co ? - spytała
- Nic piękna. - odpowiedziałem podchodząc do niej powoli. - Dasz mi buziaka ?
- Nawet dwa. - odpowiedziała szybko i rzuciła mi się na szyję. Shus świetnie całowała, i nie tylko. Była najpiękniejszą i najśmieszniejszą kobietą jaką do tej pory poznałem. Gdy tylko miałem powiedzieć jej, że ślicznie wygląda, zacinałem się. Czułem jak wielka kucha staje mi w gardle i blokuje to co mam powiedzieć, mimo wszystko udało mi się to kilka razy. Upadliśmy na łóżko, a Shus zaczęła chichotać. Spojrzałem na nią, a moje ręce powędrowały pod jej koszulkę. Wiedziałem, że ma łaskotki na żebrach.
- Nie, Sehun, proszę. - powiedziała błagalnym głosem.
- No dobrze. - przyznałem i pocałowałem ją w szyję. Brunetka obróciła mnie i szybko znalazła się na górze. Jak na tak szczupłą dziewczynę, miała sporo siły. Nasze oczy zetknęły się i czas jakby zatrzymał się w miejscu. Nasze twarze spoważniały. Shus schyliła się i delikatnie mnie pocałowała. Moje spodnie nagle stały się ciaśniejsze, a ona usiadła na wybrzuszeniu, które się tam pojawiło. Było mi wstyd. Shus nie zwracała na to uwagi. Wciąż delikatnie mnie całowała. Jej ręce powędrowały po mojego swetra i momentalnie go zdjęły. Chwila niosła nas coraz dalej, a żadne z nas nie chciało na chwilę przestać. Gdy tylko zobaczyłem piersi Shus, przejrzałem na oczy.
- Nie, Shus, proszę, ubierz się. - powiedziałem i przykryłem ją kocem z łóżka. Dziewczyna spojrzała na mnie i mocno wtuliła się w koc. Obydwoje nie mogliśmy nad sobą zapanować.
- Przepraszam Sehun, ja nie wiem jak to się stało. - powiedziała speszona. Usiadłem obok niej i mocno ją przytuliłem.
- Misiu, nic się nie stało, ja rozumiem. - przyznałem. - Nie chcę się z niczym śpieszyć.
- Ja też. - przerwała. - Kochany jesteś.
- Ty też. - pocałowałem ją w czoło i podałem jej koszulkę. - Proszę.
Gdy Shus stała już ubrana przed łóżkiem, wziąłem ją na ręce i zakręciłem dookoła. Dziewczyna zaśmiała się i pocałowała mnie w czoło.
[2 tygodnie później]
*Norene*
Wracałam do domu i myślałam, co mogę tam jeszcze zrobić, póki Chanyeol jest w pracy. Byłam już trochę zmęczona, ale szczęśliwa. Channie był blisko mnie i bardzo mnie kochał. Gdy tylko rozpakowałam zakupy, postanowiłam, że położę się do łóżka i odpocznę. Od kilku dni byłam niewyspana i miałam spore problemy z żołądkiem. Byłam przekonana, że to jakiś wirus, przejściowa grypa, więc nie poszłam nawet do lekarza. Gdy tylko weszłam pod kołdrę poczułam się lepiej. Przez ostatni czas nie miałam kontaktu z Shus i resztą, a zwłaszcza z Kaiem. Zdążyłam zapomnieć o tym co było wcześniej i skupiłam się na tym co jest teraz. Moje ciało przeszedł dreszcz, a żołądek podszedł mi do gardła. Zrzuciłam z siebie kołdrę i pobiegłam do łazienki. Schyliłam głowę nad sedes i czekałam aż mdłości przejdą. Zaczynałam się martwić, że jednak to coś poważniejszego. Wróciłam do łóżka. Na dole było słychać już kroki i dźwięk zamykanych drzwi. Wpatrywałam się w okno, kiedy Chanyeol wszedł do pokoju i od razu usiadł przy mnie.
- Witaj słońce. - powiedział i dotknął mojego policzka. - Jesteś taka blada.
- Channie, też się cieszę, że cię widzę. - odpowiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam. Chłopak mocno mnie do siebie przytulił. Ucieszyłam się, że już wrócił i będziemy mogli spędzić trochę czasu ze sobą.
- Zrobię Ci coś do jedzenia i zaraz przyjdę. - ucałował mnie w czoło, zszedł na dół i wrócił po 15 minutach z ciepłą zupą.
*Chanyeol*
Patrzyłem jak zjada całą zupę i odkłada miskę na etażerkę. Z każdym dniem wyglądała coraz mizerniej. Przestawała jeść, przez co mocno schudła. Budziła się w nocy, wychodziła cicho do łazienki i siedziała tam do rana. Często było słychać jak wymiotuje. Wiedziałem, że nie domyśla się, że wszystko widzę. Chciała ukryć wszystko za wszelką cenę. Nie wiedziałem tylko dlaczego. Gdy tylko spojrzałem w jej przeszklone oczy, przestraszyłem się. Odkąd wróciłem, Norene wyglądała coraz gorzej. W momencie dotarło do mnie co się dzieje.
Niszczyłem moją ukochaną.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Została dodana opcja, gdzie możecie zobaczyć kiedy rozdział zostanie opublikowany i na jakim etapie pisania jest. Mam nadzieję, że to ułatwi wam czytanie mojego bloga. Pozdrawiam ;).
Spojrzałem na Sehuna i Shus w salonie.
- Cześć Kai. - powiedziała Shus.
- Hej. - odpowiedziałem. Widziała, że nie mam ochoty z nikim rozmawiać, pomimo tego, zaczęła rozmowę.
- Wiesz, chyba musimy porozmawiać.
- To ja was samych zostawię. - burknął Sehun. Dał jej buziaka w czoło i wszedł na górę.
- Chodź, usiądź. - spojrzała na fotel. Usiadłem, a mój wzrok powędrował na jej osobę. Widać było, że przejmuje się tym jak wyglądam. - Pewnie domyślasz się o czym chciałabym z Tobą porozmawiać, prawda?
Wiedziałem. Przecież to było wiadome, odkąd odezwała tą swoją piękną buźkę.
- Tak. - odrzekłem. Shus skrzywiła się. Miałem nadzieję, że zniechęcę ją i przestanie mnie dręczyć.
- Ona się gubi. - zaczęła - Ja wiem, że Ci ciężko i domyślam się, że nie masz ochoty jej widzieć i znać, na twoim miejscu zrobiłabym to samo, ale musisz zrozumieć to, że ona nie jest w pełni świadoma co robi.
Wpatrywałem się w nią i słuchałem co mówi. Może i miała rację, a może i nie. W jednym przyznałem jej rację, dziewczyna nie wiedziała co robi, pogubiła się, ale ja nie chciałem wybaczyć jej tego, że zakochała się w Chanyeolu.
- Tak ? - spytałem - Wiesz Shus, jakoś nie mam ochoty rozmawiać o twojej siostrzyczce. - zezłościłem się. Dziewczyna spojrzała na mnie spod byka.
- Kai, ja wiem, że ona cię skrzywdziła. - przyznała
- Więc czego jeszcze chcesz ? - krzyknąłem na nią. Brunetka skwasiła się. - Nie chcę mieć z nią nic wspólnego, rozumiesz ?! - krzyknąłem jej przed twarzą. Poczułem rękę na torsie, która mnie odciąga.
- Kai, przeginasz. - powiedział zdecydowanie Sehun. Chłopak schylił się nad Shus i zapytał czy wszystko z nią w porządku. Kiedy tylko potwierdziła, że wszystko jest ok, on ją przytulił. Patrzyłem na nich z ciężkim sercem. Odkręciłem się na pięcie i poszedłem do siebie. Gdy tylko drzwi z trzaskiem zamknęły się za moimi plecami, zamachnąłem się i z całej siły strąciłem wszystkie przedmioty z komody. Wszystko z hukiem wylądowało na podłodze.
Gdy tylko spojrzałem na szkło przede mną, natychmiast znalazłem się na podłodze. Ze łzami w oczach zacząłem sprzątać cały bałagan, który powstał z pomocą mojej ręki. Odwróciłem ramkę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Przejechałem palcami po jej włosach, które głaskałem. Ustach, które uwielbiałem całować i oczach, w których widziałem moją przyszłość. Jednym pociągnięciem dłoni przerwałem zdjęcie i rzuciłem je na podłogę. Załamałem się. Nie byłem już szczęśliwy.
*Sehun*
Gdy tylko wróciliśmy ze spaceru Shus zaczęła przygotowywać kolację. Godzinę później wszystko zniknęło ze stołu, więc zacząłem myć naczynia.
- Zostaw, ja to zrobię. - powiedziała Shus i szturchnęła mnie w ramię.
- Nie kochanie. - odpowiedziałem. - Idź na górę, odpocznij, ja zaraz przyjdę do Ciebie.
Zgodziła się. Wiedziała, że i tak ze mną nie wygra, więc wolała się poddać i oszczędzić sobie gadania z mojej strony. Potulnie poszła na górę, a ja pozmywałem. Zgasiłem główne światło w kuchni i wszedłem po schodach na górę. Otworzyłem drzwi do mojego pokoju i pierwsze co poczułem był zapach lawendy, który unosił się w powietrzu. Pomyślałem, że Shus znów używała perfum, które dostała od Norene. Zamknąłem drzwi, a z łazienki wyszła Shus. Zdążyła przebrać się w pidżamę. Spojrzałem na jej zgrabne nogi i uśmiechniętą twarz.
- No co ? - spytała
- Nic piękna. - odpowiedziałem podchodząc do niej powoli. - Dasz mi buziaka ?
- Nawet dwa. - odpowiedziała szybko i rzuciła mi się na szyję. Shus świetnie całowała, i nie tylko. Była najpiękniejszą i najśmieszniejszą kobietą jaką do tej pory poznałem. Gdy tylko miałem powiedzieć jej, że ślicznie wygląda, zacinałem się. Czułem jak wielka kucha staje mi w gardle i blokuje to co mam powiedzieć, mimo wszystko udało mi się to kilka razy. Upadliśmy na łóżko, a Shus zaczęła chichotać. Spojrzałem na nią, a moje ręce powędrowały pod jej koszulkę. Wiedziałem, że ma łaskotki na żebrach.
- Nie, Sehun, proszę. - powiedziała błagalnym głosem.
- No dobrze. - przyznałem i pocałowałem ją w szyję. Brunetka obróciła mnie i szybko znalazła się na górze. Jak na tak szczupłą dziewczynę, miała sporo siły. Nasze oczy zetknęły się i czas jakby zatrzymał się w miejscu. Nasze twarze spoważniały. Shus schyliła się i delikatnie mnie pocałowała. Moje spodnie nagle stały się ciaśniejsze, a ona usiadła na wybrzuszeniu, które się tam pojawiło. Było mi wstyd. Shus nie zwracała na to uwagi. Wciąż delikatnie mnie całowała. Jej ręce powędrowały po mojego swetra i momentalnie go zdjęły. Chwila niosła nas coraz dalej, a żadne z nas nie chciało na chwilę przestać. Gdy tylko zobaczyłem piersi Shus, przejrzałem na oczy.
- Nie, Shus, proszę, ubierz się. - powiedziałem i przykryłem ją kocem z łóżka. Dziewczyna spojrzała na mnie i mocno wtuliła się w koc. Obydwoje nie mogliśmy nad sobą zapanować.
- Przepraszam Sehun, ja nie wiem jak to się stało. - powiedziała speszona. Usiadłem obok niej i mocno ją przytuliłem.
- Misiu, nic się nie stało, ja rozumiem. - przyznałem. - Nie chcę się z niczym śpieszyć.
- Ja też. - przerwała. - Kochany jesteś.
- Ty też. - pocałowałem ją w czoło i podałem jej koszulkę. - Proszę.
Gdy Shus stała już ubrana przed łóżkiem, wziąłem ją na ręce i zakręciłem dookoła. Dziewczyna zaśmiała się i pocałowała mnie w czoło.
[2 tygodnie później]
*Norene*
Wracałam do domu i myślałam, co mogę tam jeszcze zrobić, póki Chanyeol jest w pracy. Byłam już trochę zmęczona, ale szczęśliwa. Channie był blisko mnie i bardzo mnie kochał. Gdy tylko rozpakowałam zakupy, postanowiłam, że położę się do łóżka i odpocznę. Od kilku dni byłam niewyspana i miałam spore problemy z żołądkiem. Byłam przekonana, że to jakiś wirus, przejściowa grypa, więc nie poszłam nawet do lekarza. Gdy tylko weszłam pod kołdrę poczułam się lepiej. Przez ostatni czas nie miałam kontaktu z Shus i resztą, a zwłaszcza z Kaiem. Zdążyłam zapomnieć o tym co było wcześniej i skupiłam się na tym co jest teraz. Moje ciało przeszedł dreszcz, a żołądek podszedł mi do gardła. Zrzuciłam z siebie kołdrę i pobiegłam do łazienki. Schyliłam głowę nad sedes i czekałam aż mdłości przejdą. Zaczynałam się martwić, że jednak to coś poważniejszego. Wróciłam do łóżka. Na dole było słychać już kroki i dźwięk zamykanych drzwi. Wpatrywałam się w okno, kiedy Chanyeol wszedł do pokoju i od razu usiadł przy mnie.
- Witaj słońce. - powiedział i dotknął mojego policzka. - Jesteś taka blada.
- Channie, też się cieszę, że cię widzę. - odpowiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam. Chłopak mocno mnie do siebie przytulił. Ucieszyłam się, że już wrócił i będziemy mogli spędzić trochę czasu ze sobą.
- Zrobię Ci coś do jedzenia i zaraz przyjdę. - ucałował mnie w czoło, zszedł na dół i wrócił po 15 minutach z ciepłą zupą.
*Chanyeol*
Patrzyłem jak zjada całą zupę i odkłada miskę na etażerkę. Z każdym dniem wyglądała coraz mizerniej. Przestawała jeść, przez co mocno schudła. Budziła się w nocy, wychodziła cicho do łazienki i siedziała tam do rana. Często było słychać jak wymiotuje. Wiedziałem, że nie domyśla się, że wszystko widzę. Chciała ukryć wszystko za wszelką cenę. Nie wiedziałem tylko dlaczego. Gdy tylko spojrzałem w jej przeszklone oczy, przestraszyłem się. Odkąd wróciłem, Norene wyglądała coraz gorzej. W momencie dotarło do mnie co się dzieje.
Niszczyłem moją ukochaną.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Została dodana opcja, gdzie możecie zobaczyć kiedy rozdział zostanie opublikowany i na jakim etapie pisania jest. Mam nadzieję, że to ułatwi wam czytanie mojego bloga. Pozdrawiam ;).
środa, 3 lutego 2016
Rozdział 13. - Przecież wystarczy tak niewiele, żeby na czyjejś twarzy znów pojawił się uśmiech.
Gdy tylko wzeszło słońce, otworzyłem oczy. Norene cały czas spała. Spojrzałem na nią i delikatnie się uśmiechnąłem. Moje oczy skierowały się na jej twarzy, było widać na niej zmęczenie. Objąłem ją. Uśmiechnęła się delikatnie. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie. W jednej chwili zaczęła się ode mnie odsuwać i w pośpiechu spadła z łóżka.
*Norene*
Wpatrywałam się w niego. Nie mogłam uwierzyć, że to on, kiedy upadłam na podłogę, dotarło do mnie, że pomimo bólu głowy brakuje mi ubrań.
- Nie patrz na mnie ! - krzyknęłam zła i od razu pożałowałam tej decyzji. Głowa odezwała się głośnym piskiem. W pośpiechu zaczęłam się ubierać. - Nie wierzę, że do tego doszło. - zebrało mi się na płacz. Chanyeol siedział na łóżku i wpatrywał się we mnie cicho. Gdy chciałam wyjść z pokoju, złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się do niego i próbowałam go odepchnąć.
- Norene ! - krzyknął na mnie. Spojrzałam mu w oczy. Przez kilka sekund próbowałam, ale nie mogłam rozszyfrować jednak co czuje.
- Czego oczekujesz ?! - odpowiedziałam poddenerwowana. Był zaskoczony.
- A to co robiliśmy kilka godzin temu ? - zapytał.
- Chanyeol przejrzyj na oczy, byłam pijana i dałam się ponieść emocją. - przyznałam. Było mi wstyd, nie chciałam żeby to się tak skończyło. Jego ręka puściła mój nadgarstek, a oczy zaczęły robić się szkliste.
- Czyli to nic nie znaczyło, tak ? - zapytał zły. - To, że mówiłaś na plaży, że mnie kochasz też nie ?
Cofnęłam się. Chłopak zacisnął pięść i uderzył nią w ścianę za moją głową. Zbliżył się do mnie i przycisnął swoim ciałem do ściany.
- Myślałem, że na prawdę, będę z Tobą szczęśliwy. - przyznał i jego łza skapnęła na moje ramię. Płakał, na prawdę płakał. Osunęłam się po ścianie. Czułam do niego coś dużego, coś nie do opisania. Miałam nadzieję, że była to miłość.
- Przepraszam Channie. - powiedziałam cicho i schowałam głowę w dłonie. Poczułam jak obejmuje mnie swoimi ramionami, po czym wtula swoją głowę w moje włosy.
- Norene, ślicznotko, ja na prawdę chcę być z Tobą szczęśliwy. Po tym jak wyjechałem, rozumiem, że nie chciałaś mi wybaczyć, ale wczoraj to zrobiłaś. - przerwał na chwilę. - Wiem, że byłaś pijana. Nie chciałem, żebyś teraz czuła się winna temu co się zdarzyło. Przepraszam, to moja wina.
Chciałam o wszystkim zapomnieć. O tym, że zakochałam się w nim gdy tylko podszedł do mnie w szkole. O tym jak zabrał mnie w to miejsce, które tak lubił i zostawił. Brutalnie pozostawił samą. Chciałam pamiętać tylko to, że jest.
- Channie, ja cię kocham. - powiedziałam. Chłopak odsunął się ode mnie i spojrzał na moją twarz. Jego przekrwione oczy strasznie mnie zmartwiły. Pocałował mnie. Trwało to kilka sekund, mimo to czułam jak przechodzi mnie dreszcz, a serce bije szybciej niż mogłam się spodziewać.
- Norene, tak się cieszę. - powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i pozwoliłam mu podnieść się z podłogi. Wyciągnął do mnie rękę. Gdy tylko mu ją podałam z łatwością podciągnął mnie do góry. - Proszę, wprowadź się do mnie.
- Chan, to za szybko. - powiedziałam
- Ja wiem, ale chciałbym mieć cię cały czas przy sobie. - przyznał i pocałował mnie w dłoń.
- W sumie, zaczęły się wakacje. - zatrzymałam się. - No dobrze.
Chanyeol dał mi buziaka, po czym zaprowadził na dół. Dom był przepiękny. Wielki i słoneczny salon, spora kuchnia, kilkanaście pokoi i łazienek. Pod domem znajdował się również niewielki salon i łazienka. Gdy tylko skończyliśmy zwiedzanie, Chanyeol opadł na kanapę.
- Chciałabyś pewnie zabrać kilka rzeczy z domu, prawda ? - zapytał i złapał mnie za rękę.
- Tak. - przytaknęłam. Channie zaciągnął mnie do samochodu i po kilkudziesięciu minutach byliśmy na podjeździe.
- Chcesz iść ze mną ? - zapytałam
- Tak. - powiedział krótko. Zostawiłam Channiego w salonie, a sama poszłam się spakować.
*Chanyeol*
Siedziałem w salonie, kiedy wbiegła do niego jakaś brunetka. Gdy tylko mnie zobaczyła, stanęła, a jej twarz przybrała wojennego wyrazu.
- To Ty wyjechałeś wtedy i zostawiłeś moją siostrę. - powiedziała i podeszła bliżej mnie. - Wiesz co ona przez Ciebie przeżywała? - zapytała. - Miała dobrego chłopaka i nagle zjawiasz się Ty. - kontynuowała, nie dając mi dojść do słowa. - Powinieneś nie wracać. - skończyła zła.
- Shus ? - zza niej wyszła Norene. - Chciałaś coś ?
Bruneta odwróciła się do niej i wyciągnęła ją za rękę. Z korytarza można było słyszeć ich kłótnię.
- Zostawiłaś Kaia, a bo ona nagle się pojawił ?! - krzyknęła zbulwersowana Shus.
- Czy Ty nic nie rozumiesz ? - zapytała Norene - Ja go kocham.
- Tak ? - zaśmiała się brunetka - A gdzie była twoja miłość przez ostatni rok, co ?
- Tłumaczysz się tylko tym, że go nie było. Nie znasz go tak na prawdę. - odpowiedziała jej Norene.
- Widziałam jaka byłaś smutna jak odjechał. A jeśli znów to zrobi ? A jeśli znów cię zostawi, to co wtedy ? - zeszła z tonu
- Nie zostawi mnie.
- Pewna jesteś ? - zapytała spokojnie Shus - Chcę, żebyś była szczęśliwa. Jeśli on Cię zostawi i nadal będziesz cierpiała, to zabiję go.
- Dobra, Shus skończ. - przerwała Norene - Idź już.
Rozmowa skończyła się dobitnym trzaśnięciem drzwi wejściowych.
*Shus*
- Kurwa mać. - powiedziałam do siebie i wsiadłam do samochodu. Jadąc do Sehuna zastanawiałam się co dzieje się z moją siostrą. Była szczęśliwa, ten drań ją zostawił, ułożyła sobie życie na nowo, z kimś innym, pojawił się ten dupek, a ona do niego leci. Klepnęłam się w czoło. Po chwili byłam już przed dormą. Zamknęłam samochód i podeszłam do drzwi. Byłam zła, ale nie chciałam, żeby ktokolwiek poznał to o czym myślę. Wcisnęłam palcem dzwonek, czekałam kilka sekund, zanim ktoś otworzy mi drzwi.
- Cześć kochanie. - powiedział Sehun.
- Cześć. - powiedziałam i weszłam do środka. Jak zawsze wyglądał słodko. Jego rozczochrane włosy były teraz koloru platyny, a on sam ubrany był w śmieszny sweter z misiami i czarne jeansy.
- Stało się coś ? - zapytał gdy tylko ściągnęłam buty i spojrzałam na niego. On zawsze wiedział, jak coś było nie tak.
- Nie. - krótka odpowiedź wystarczyła. Sehun zawsze mówił, że jeśli będę chciała powiedzieć o co tak na prawdę chodzi, powiem mu, a on nie będzie naciskał. Dawał mi pewną swobodę.
Pomimo tego, że był tak bardzo troskliwy i na prawdę dobrze czułam się w jego towarzystwie, żadne z nas nie wyznało drugiemu miłości. Minął rok odkąd się znamy, a 7 miesięcy odkąd jesteśmy razem i na razie, żadne z nas nie mówiło o swoich uczuciach. Nie wiem co to miłość, lecz pomimo tego cieszę się każdą chwilą spędzoną z nim.
- Hallo, Shus. - usłyszałam jego głos.
- Tak ? - zapytałam i usiadłam na kanapę.
- Wiesz, że nie lubię na Ciebie naciskać, ale nie słuchasz mnie i jesteś jakaś smutna. - przyznał i objął mnie ramieniem.
*Kai*
- .... Norene.
*Norene*
Wpatrywałam się w niego. Nie mogłam uwierzyć, że to on, kiedy upadłam na podłogę, dotarło do mnie, że pomimo bólu głowy brakuje mi ubrań.
- Nie patrz na mnie ! - krzyknęłam zła i od razu pożałowałam tej decyzji. Głowa odezwała się głośnym piskiem. W pośpiechu zaczęłam się ubierać. - Nie wierzę, że do tego doszło. - zebrało mi się na płacz. Chanyeol siedział na łóżku i wpatrywał się we mnie cicho. Gdy chciałam wyjść z pokoju, złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się do niego i próbowałam go odepchnąć.
- Norene ! - krzyknął na mnie. Spojrzałam mu w oczy. Przez kilka sekund próbowałam, ale nie mogłam rozszyfrować jednak co czuje.
- Czego oczekujesz ?! - odpowiedziałam poddenerwowana. Był zaskoczony.
- A to co robiliśmy kilka godzin temu ? - zapytał.
- Chanyeol przejrzyj na oczy, byłam pijana i dałam się ponieść emocją. - przyznałam. Było mi wstyd, nie chciałam żeby to się tak skończyło. Jego ręka puściła mój nadgarstek, a oczy zaczęły robić się szkliste.
- Czyli to nic nie znaczyło, tak ? - zapytał zły. - To, że mówiłaś na plaży, że mnie kochasz też nie ?
Cofnęłam się. Chłopak zacisnął pięść i uderzył nią w ścianę za moją głową. Zbliżył się do mnie i przycisnął swoim ciałem do ściany.
- Myślałem, że na prawdę, będę z Tobą szczęśliwy. - przyznał i jego łza skapnęła na moje ramię. Płakał, na prawdę płakał. Osunęłam się po ścianie. Czułam do niego coś dużego, coś nie do opisania. Miałam nadzieję, że była to miłość.
- Przepraszam Channie. - powiedziałam cicho i schowałam głowę w dłonie. Poczułam jak obejmuje mnie swoimi ramionami, po czym wtula swoją głowę w moje włosy.
- Norene, ślicznotko, ja na prawdę chcę być z Tobą szczęśliwy. Po tym jak wyjechałem, rozumiem, że nie chciałaś mi wybaczyć, ale wczoraj to zrobiłaś. - przerwał na chwilę. - Wiem, że byłaś pijana. Nie chciałem, żebyś teraz czuła się winna temu co się zdarzyło. Przepraszam, to moja wina.
Chciałam o wszystkim zapomnieć. O tym, że zakochałam się w nim gdy tylko podszedł do mnie w szkole. O tym jak zabrał mnie w to miejsce, które tak lubił i zostawił. Brutalnie pozostawił samą. Chciałam pamiętać tylko to, że jest.
- Channie, ja cię kocham. - powiedziałam. Chłopak odsunął się ode mnie i spojrzał na moją twarz. Jego przekrwione oczy strasznie mnie zmartwiły. Pocałował mnie. Trwało to kilka sekund, mimo to czułam jak przechodzi mnie dreszcz, a serce bije szybciej niż mogłam się spodziewać.
- Norene, tak się cieszę. - powiedział i uśmiechnął się. Odwzajemniłam to i pozwoliłam mu podnieść się z podłogi. Wyciągnął do mnie rękę. Gdy tylko mu ją podałam z łatwością podciągnął mnie do góry. - Proszę, wprowadź się do mnie.
- Chan, to za szybko. - powiedziałam
- Ja wiem, ale chciałbym mieć cię cały czas przy sobie. - przyznał i pocałował mnie w dłoń.
- W sumie, zaczęły się wakacje. - zatrzymałam się. - No dobrze.
Chanyeol dał mi buziaka, po czym zaprowadził na dół. Dom był przepiękny. Wielki i słoneczny salon, spora kuchnia, kilkanaście pokoi i łazienek. Pod domem znajdował się również niewielki salon i łazienka. Gdy tylko skończyliśmy zwiedzanie, Chanyeol opadł na kanapę.
- Chciałabyś pewnie zabrać kilka rzeczy z domu, prawda ? - zapytał i złapał mnie za rękę.
- Tak. - przytaknęłam. Channie zaciągnął mnie do samochodu i po kilkudziesięciu minutach byliśmy na podjeździe.
- Chcesz iść ze mną ? - zapytałam
- Tak. - powiedział krótko. Zostawiłam Channiego w salonie, a sama poszłam się spakować.
*Chanyeol*
Siedziałem w salonie, kiedy wbiegła do niego jakaś brunetka. Gdy tylko mnie zobaczyła, stanęła, a jej twarz przybrała wojennego wyrazu.
- To Ty wyjechałeś wtedy i zostawiłeś moją siostrę. - powiedziała i podeszła bliżej mnie. - Wiesz co ona przez Ciebie przeżywała? - zapytała. - Miała dobrego chłopaka i nagle zjawiasz się Ty. - kontynuowała, nie dając mi dojść do słowa. - Powinieneś nie wracać. - skończyła zła.
- Shus ? - zza niej wyszła Norene. - Chciałaś coś ?
Bruneta odwróciła się do niej i wyciągnęła ją za rękę. Z korytarza można było słyszeć ich kłótnię.
- Zostawiłaś Kaia, a bo ona nagle się pojawił ?! - krzyknęła zbulwersowana Shus.
- Czy Ty nic nie rozumiesz ? - zapytała Norene - Ja go kocham.
- Tak ? - zaśmiała się brunetka - A gdzie była twoja miłość przez ostatni rok, co ?
- Tłumaczysz się tylko tym, że go nie było. Nie znasz go tak na prawdę. - odpowiedziała jej Norene.
- Widziałam jaka byłaś smutna jak odjechał. A jeśli znów to zrobi ? A jeśli znów cię zostawi, to co wtedy ? - zeszła z tonu
- Nie zostawi mnie.
- Pewna jesteś ? - zapytała spokojnie Shus - Chcę, żebyś była szczęśliwa. Jeśli on Cię zostawi i nadal będziesz cierpiała, to zabiję go.
- Dobra, Shus skończ. - przerwała Norene - Idź już.
Rozmowa skończyła się dobitnym trzaśnięciem drzwi wejściowych.
*Shus*
- Kurwa mać. - powiedziałam do siebie i wsiadłam do samochodu. Jadąc do Sehuna zastanawiałam się co dzieje się z moją siostrą. Była szczęśliwa, ten drań ją zostawił, ułożyła sobie życie na nowo, z kimś innym, pojawił się ten dupek, a ona do niego leci. Klepnęłam się w czoło. Po chwili byłam już przed dormą. Zamknęłam samochód i podeszłam do drzwi. Byłam zła, ale nie chciałam, żeby ktokolwiek poznał to o czym myślę. Wcisnęłam palcem dzwonek, czekałam kilka sekund, zanim ktoś otworzy mi drzwi.
- Cześć kochanie. - powiedział Sehun.
- Cześć. - powiedziałam i weszłam do środka. Jak zawsze wyglądał słodko. Jego rozczochrane włosy były teraz koloru platyny, a on sam ubrany był w śmieszny sweter z misiami i czarne jeansy.
- Stało się coś ? - zapytał gdy tylko ściągnęłam buty i spojrzałam na niego. On zawsze wiedział, jak coś było nie tak.
- Nie. - krótka odpowiedź wystarczyła. Sehun zawsze mówił, że jeśli będę chciała powiedzieć o co tak na prawdę chodzi, powiem mu, a on nie będzie naciskał. Dawał mi pewną swobodę.
Pomimo tego, że był tak bardzo troskliwy i na prawdę dobrze czułam się w jego towarzystwie, żadne z nas nie wyznało drugiemu miłości. Minął rok odkąd się znamy, a 7 miesięcy odkąd jesteśmy razem i na razie, żadne z nas nie mówiło o swoich uczuciach. Nie wiem co to miłość, lecz pomimo tego cieszę się każdą chwilą spędzoną z nim.
- Hallo, Shus. - usłyszałam jego głos.
- Tak ? - zapytałam i usiadłam na kanapę.
- Wiesz, że nie lubię na Ciebie naciskać, ale nie słuchasz mnie i jesteś jakaś smutna. - przyznał i objął mnie ramieniem.
*Kai*
- .... Norene.
Subskrybuj:
Posty (Atom)